| [darkgirl||novelettes::=vbeta001a=::] |
|---|
| Wróć do strony głównej | Opowiadania |
|---|---|
|
Więc jednak wojna...
- Tu Anette Havelock z kwatery glownej CNN. Wlasnie otrzymalismy wstrzasajaca wiadomosc. Po rosnacych napieciach w swiecie islamskim, nasilajacych sie demonstracjach antyamerykanskich i, jak twierdza wladze, znalezieniu absolutnych dowodow winy Osama Ben Ladena, koalicja, w sklad ktorej wchodzi USA, EU, i kraje do niej kandydujace, w koncu zdecydowala sie na interwencje. Wystosowanie ostatecznego ultimatum nie przynioslo rezultatu. O godzinie 21 czasu wschodniego, dnia 27 wrzesnia roku 2001, prezydent Stanow Zjednoczonych oficjalnie wypowiedzial wojne Afganistanowi. Kilka minut potem granice od strony Pakistanu przekroczyly pierwsze oddzialy koalicji, kierujac sie na Kabul. Wszelkie informacje dotyczace ofensywy zostaly na czas jej trwania utajnione. ******************************************************************************* Godzina 0, pol kilometra za granica Afganska. - Biegiem, biegiem! Wlaz wozu pancernego z glosnym hukiem uderzyl o ziemie. Niemal natychmiast z wnetrza wysypalo sie kilkunastu ludzi. Skulone sylwetki ledwo widoczne w swietle zachodzacego ksiezyca rozbiegly sie po obu bokach pojazdu, po czym sformowaly tyraliere. Zaczely powoli posowac sie naprzod, nieco przed BMP. Lufa dwudziesto milimetrowego dzialka omiatala zlowrogim spojrzeniem step i widniejace nieopodal zabudowania niewielkiej wioski. Nagle, z pomiedzy domow ukazal sie bialy jezor ognia, po czym w powietrzu rozlegl sie huk strzalu. Zolnierze nie zdarzyli jeszcze pasc na ziemie, gdy przed nimi wytrysnela fontanna dymu i piachu. Jedna z postaci chwycila sie za gardlo, po czym padla bezwladnie. Czyis glos zakrzyknal: - Sanitariusz!!... - Jednak po chwili utonal w ogolnej wrzawie. Ziemia zagotowala sie od padajacych dookola kul. Z wioski ukazywaly sie coraz to nowe plomienie. Pojazd zaczal sie cofac, przy czym sam otworzyl ogien. Z boku wierzyczki wykwitl rozblysk wystrzalu, charakterystyczny odglos targnal powietrzem i smiercionosna biala wstega poszybowala w kierunku zabudowan. Inne wozy nieopodal rowniez zaczely prazyc dzialkami po budynkach. Zaraz tez niektore stanely w ogniu. - Naprzod! - Ryknal jeden z oficerow. Kilka sylwetek zaczelo poruszac sie skokami w kierunku wioski. - Janik, rusz dupe! Janik, kurwa!... - Chwilowy blysk swiatla ukazal zolnierza pochylonego nad jakas postacia. Lezala w kaluzy krwi, z rany w gardle tryskala posoka. Nieruchome oczy wpatrywaly sie tepo w przestrzen. Na twarzy kleczacego czlowieka odmalowalo sie przeraznie. Nie myslac o niczym, poderwal sie do biegu. Po kilku krokach ponownie jednak padl na ziemie. W trzesacych sie rekach kurczowo sciskal karabin. Wlaczyl kamery noktowizyjne na helmie, wystawil glowe ponad trawe i zobaczyl reszte oddzialu posowajaca sie kilkanascie krokow przed nim. Probowal zebrac mysli. Tuz przed nim rozbryzgla sie ziemia. To go natychmiast otrzezwilo. Zaczal sie czolgac naprzod. Nad jego glowa z glosnym bzyczeniem przelatywaly pociski. Po kilku sekundach zatrzymal sie, ukleknal, przylozyl kolbe karabinu do policzka i nacisnal za spust. Niemal jednoczesnie z seria automatu, uslyszal ogromna eksplozje. W jego plecy uderzyla fala powietrza, ktora rzucila go na ziemie. Obejrzal sie i zobaczyl, jak jego BMP wybucha w plomieniach. Stanowiska w wiosce nagle umilkly, tylko Polacy strzelali jeszce zaciekle. Zolnierz zaczal biec w kierunku swojego oddzialu, bedacego juz w linii pierwszych zabudowan. Wtem i dziala na wiezach BMP przerwaly ogien. Slychac bylo tylko pojedyncze wystrzaly i nawolywania zolnierzy. Wioska byla coraz blizej. W koncu przypadl do muru pierwszej z brzegu chalupy. - Zabezpieczyc teren. Lacznikowy, zawiadom dowodztwo kompanii. Tepe skurwysyny!... - Rozpoznal glos swojego dowodcy, dochodzacy z centrum wioski. - Sierzancie, Wysocki melduje sie! - To wy? Juz myslalem ze dostaliscie. - Janik dostal. BMP zniszczony... - Wiem. A tutaj, ani widu, ani slychu. Pogryzli nas, kurwa, i poszli w cholere! Gazem, zabezpieczyc wioske! - Mowiac to, sam pobiegl do zolnierzy. Wysocki ostroznie podazal za nim. Dotarl do przeciwleglego konca zabudowan i padl na jakas sterte kamieni. Zaczal uwaznie przygladac sie okolicy. Przelaczyl wzierniki na podczerwien. W odleglosci kilkuset metrow zobaczyl jakis niewyrazny, bialo- czerwony ksztalt. Wlaczyl kamere na broni, wycelowal i oproznil reszte magazynka. Obok niego przypadl do ziemi ktos inny. Ustawil okular na powiekszenie, popatrzyl uwaznie, po czym powiedzial: - Brawo, Wysocki, wlasnie ustrzeliles krowe. Byla czwarta nad ranem. Na wschodzie zaczynalo switac. Speszona kompania ruszyla dalej, z zamiarem okrazenia Kabulu od polnocy. Zginal tylko Pawel Janik, szeregowy. Zaloga zniszczonego wozu zdolala uciec. Nie znaleziono ciala ani jednego Afganczyka. Oddzial Wysockiego, dziewieciu ludzi wraz z dowodca, musial zostac na miejscu bitwy i oczekiwac na jakis inny pluton, by sie zabrac razem z nim. Nie bylo czasu, by mieli sie wlec za kompania. Przed piata oddzial byl juz roztasowany po zabudowaniach. Okolo siodmej mialy nadjechac dalsze bataliony czolgow i piechoty zmechanizowanej. Cala dywizja tworzyla najbardziej wysuniety na polnoc front. Dalej byla juz granica z Tadzykistanem i niedostepne gory. Ogien w wiosce zostal ugaszony. Wlasciwie to niewiele bylo z tym roboty. Cala miejscowosc skladala sie z okolo dwudziestu domow, a raczej chalup, rozsianych co kilkanascie metrow od siebie. Wysocki znajdowal sie na warcie. Bylo wpol do siodmej. Kupa gruzu, o ktora sie opieral, i kika usypanych przez niego workow z piaskiem zapewnialy mu pewna ochrone. Rozmyslal nad tym, co tej nocy widzial. Spodziewal sie tego. Wiedzial, ze bedzie ogladal smierc. Ale dzisiaj widzial tylko smierc czlowieka, ktorego znal. "Latwa operacja". Jasne. "Wyposazenie z okresu wojny Afgansko- Rosyjskiej". I co z tego? Monotonny krajobraz na polnocy przerywaly tylko rozsiane gdzieniegdzie na poprzedzajacej wzgorza rowninie zagajniki i pojedyncze drzewa. Nieco na zachod widnialo kilka slupow dymu. Pozary czy tez wraki wozow z ich grupy? Poranne slonce swiecilo nisko nad ziemia, cienie stawaly sie coraz krotsze. Od wschodu trudno bylo cokolwiek dostrzec. Jednak w tym wlasnie kierunku, w znacznym oddaleniu, cos przez chwile blysnelo. Jakby refleks swiatla. Dalo sie slyszec gluche tapniecie, a po chwili drzazgi posypaly sie z drewnianej sciany, tuz przy ramieniu Wysockiego. - Snajper! - Zakrzyknal i padl na ziemie. W tej samej chwili odezwaly sie kolejne wystrzaly, a zaraz potem w centrum wioski uderzyly trzy pociski, wznoszac fontanny ziemi i dymu wysoko ponad pulap budynkow. Rozlegly sie przerazliwe krzyki zolnierzy. Wysocki spojrzal na wzgorza. Zauwazyl swiecace przez moment trzy kule ognia, kolejne pociski spadly nieopodal. Mala eksplozja piachu, tym razem obok glowy. Dzialal instynktownie. Cofnal sie, wyjal zza pasa granat dymny, wyciagnal zawleczke i rzucil granat przed siebie. Szary gaz zaslonil go przed oczyma snajperow, wstal i pobiegl w glab wioski. Zobaczyl sierzanta krzyczacego zapamietale w radio. - Szarancza, tu Zwiad! Trzy ciezkie stanowiska ogniowe na wzgorzach, koordynaty 23 76, prosimy o wsparcie, odbior! - Zrozumialem, Zwiad, mamy dwa helikoptery w tym rejonie, beda u was za minute, bez odbioru! - Wysocki, kurwa, kryj sie! - Kolejny wybuch wstrzasnal powietrzem, czyjes cialo wylecialo w gore, rozpadajac sie na kilka kawalkow. - Sierzancie, spierdalamy stad! - Wrzasnal jeden z zolnierzy. Nieopodal odezwaly sie km'y. Male fontanny piachu i odlamkow wykwitly z ziemi i scian budynkow. Pociski dosiegnely dwoch ludzi, krew bryzgnela z ran. Jeden z trafionych zlapal sie za brzuch i zaczal poruszac sie jakby w zwariowanym tancu, wrzeszczac z bolu. Kolejna kula roztrzaskala mu czaszke. Padl na plecy, w kaluze wlanej krwi i wnetrznosci. Wysocki, sierzant i dwoch pozostalych wydostalo sie na otwarta przestrzen. Jeremiego, najwolniejszego z nich, po ulamku sekundy z nog skosila seria, opluwajac przy tym biegnacych dalej strzepami miesa i kosci. Dziala niespodziewanie umilkly, jednak karabiny maszynowe wciaz pruly ziemie i powietrze gradem pociskow. Wysocki natrafil na jakis wykrot ziemny. - Tutaj! - Krzyknal, po czym sam wen wskoczyl. - Kurwa, Kowal, gazem! - Jeszcze jeden czlowiek pozostal w tyle. Zgubil po drodze helm, zimny pot okrywal jego czolo. Kula gwizdnela mu obok ucha, momentalnie poczul jakby ukaszenie w reke. Zwolnil nieco biegu, ratunek byl jednak coraz blizej. Zdazyl. Parow byl gleboki na jakies poltora metra, wiec chwilowo byli tu bezpieczni. Nigdzie nie bylo sierzanta. Wtem, kolejne wybuchy wstrzasnely powietrzem. Smiglowiec typu Hind przelecial nisko nad ich ukryciem. Widzieli jak od jego skrzydel odczepilo sie kilka rakiet. Trzydziestosiedmio milimetrowe dzialko zawtorowalo wrazym km'om. Wysocki powstal i zaczal wymachiwac rekoma w kierunku drugiego helikoptera, ktory wlasnie nadlatywal. Zauwazyl ich, znizyl lot i podszedl do ladowania. Na wzgorzach, z miejsca gdzie strzelaly dziala, ukazal sie slup dymu. Jeszcze zanim helikopter wyladowal, otworzyly sie jego boczne wlazy. Wysocki chwycil kolege pod ramie i zaciagnal go w kierunku maszyny. Kilku zolnierzy wyciagnelo do nich rece i pomoglo wsiasc na poklad. Pilot poderwal maszyne do lotu i zamknal sluzy. - Kowaluk, zyjesz? - Spytal Wysocki. - Jakos... - Usmiechnal sie krzywo, wskazujac jednoczesnie na przebita reke. - Dzieki, Adam. - Sanitariusz! - Przy Kowaluku przykleknal jakis zolnierz i zajal sie jego rana. Wysocki, trzymajac sie scian i starajac sie nie upasc od chybotania smiglowca, podszedl do kabiny pilota. Z kabiny dobiegl jego uszu suchy trzask radia. - Szarancza dwa, tu Szarancza jeden, masz ich? - - Szarancza jeden, potwierdzam. Jeden czolg zniszczony, reszta zdarzyla uciec za wzgorza. - Dobrze. Kontrola mowi, ze zmierzaja tu nasze maszyny. Kontynuujemy misje, nic tu po nas. - Gdzie lecimy?! - Adam staral sie przekrzyczec halas wirnika. - Nie ma za co. - Zasmial sie pilot. - Widzisz tych gosci? Mam ich przerzucic do bazy rebeliantow na polnocy. Siadaj, to ponad pol godziny lotu. Wrocil do przedzialu ladunkowego. Od razu powitaly go z ciekawskie pytania komandosow. Musial opowiedziec wszystkie wydarzenia tego poranka od poczatku. Jeden ze sluchaczy skwitowal jego opowiesc: - Jasna cholera! Dobrzy sa! - Podejrzewam, ze to nie zwykla milicja, tylko zolnierze jednej z tych prywatnych armii. Nie bedzie z nimi latwo. - Dodal drugi. - Slyszeliscie o tym jak Sowietow w osiemdziesiatych zalatwili. Poza tym, reszta Arabusow tez moze miec cos do powiedzenia. - Pieprzony rasista! - Wszyscy wybuchneli smiechem. - Raczej realista. - Usprawiedliwil sie tamten. Adam siedzial cicho. Musial uspokoic sie troche i przetrawic to wszystko, co dzisiaj widzial. Stracil najlepszych przyjaciol i czul lzy na policzkach. Nie sadzil, ze bedzie az tak zle. A przeciez nie minal nawet jeden dzien... Nagle w glosnikach uslyszal glos pilota. - Dobra panowie, zmiana planow, mam was zostawic w pewnej wiosce za granica Tadzykistanska, tam spotka sie z wami kontakt Sojuszu. Poprzedni punkt zrzutu spalony. - Nikogo ten komunikat nie zaniepokoil. - Kapitanie, moze slyszal pan jakies news'y? - Zagadnal jeden z zolnierzy swego dowodce. - Zedne news'y, szeregowy Pawelku, tylko wiadomosci. I owszem... - Wysocki nagle drgnal. - ... ponoc Libia, Irak, Oman, Turkmenia, Uzbekistan i Jemen dostaly piany. Niezbyt wierza w te dowody, ktorymi Amerykanie mowia ze dysponuja. Indie bocza sie na nich, mowia, ze walczac z Afganistanem uzywajac Pakistanu, niszcza jednych terrorystow, a wspomagaja drugich. Cholera wie, co z tego bedzie. Poza tym, do Afganistanu rzeczywiscie sciagaja prywatne armie fundamentalistyczne z calego swiata. Praktycznie w kazdym kraju muzulmanskim jest co najmniej kilka tysiecy takich pieprzonych narwancow. Najczesciej nielegalnie. Poza tym, Angole i szkopy ida od poludnia, Amerykance srodkiem i zza granicy rosyjskiej. O tym juz chyba wiecie. No i, wszystko co bylo do zniszczenia dla lotnictwa w tej malej dziurze poszlo z dymem. - W smiglowcu znowu bylo slychac tylko huk rotora. Zblizali sie nad cel. Zegarek wskazywal kilka minut po siodmej. Nagle, cos zadudnilo o poszycie. Kilka wybrzuszen pokazalo sie na scianie. Strzelali do nich. Przez interkom odezwal sie pilot. - Mamy klopoty. Nagly przechyl rzucil Adama na podloge. Z kabiny daly sie slyszec wydawane w pospiechu komendy i okrzyki. Przytlumiony dzwiek serii z dzialka rozlegl sie w ladowni. Menewry stawaly sie coraz gwaltowniejsze. Wtem, jedno ostre pikowanie w dol i uciszylo sie calkowicie, jedynie smiglo wprawialo pojazd w dziwne wibracje. Jednak, to jeszcze nie byl koniec. Przez interkom znowu uslyszeli pilota. Byl wyraznie przerazony. - Jasna cholera, tracimy moc! Sprobuje posadzic maszyne! Trzymac sie! Wibracje zaczely sie wzmagac. Krew odplynela Wysockiemu do glowy. Spadali prawie pionowo w dol. Mimo tego, w jednej chwili stal sie blady na twarzy. Silnik zgrzytnal dwa, trzy razy, po czym, rzecz dziwna!, znacznie zwiekszyl obroty. Tego tylko potrzebowal pilot. W te kilka danych mu sekund wysunal podwozie, wychamowal predkosc i posadzil maszyne na ziemi. Wysocki o malo kregoslupa nie zlamal, ale nadal zyl. Najszybciej otrzezwial jeden z komandosow. - Ruszac sie! Na zewnatrz, na zewnatrz! Jednym kopniakiem wywalili drzwi, wysypali sie ze smiglowca i rzucili sie do ucieczki. Wysocki i Kowaluk wybiegli jako ostatni. Przebyli kilkanascie metrow. Nagly zgrzyt pod noga jednego z nich... ******************************************************************************************** Godz. 21.32 dnia 27 wrzesnia roku 2001. 17 godzina operacji.
Raport operacyjny dla dowodcy 1-go batalionu kawalerii powietrznej.
Operacja NAB01 zakonczona czesciowym sukcesem. Dyrektywa nr.1- ladowanie w bazie Sojuszu NA47- niewypelniona. Dyrektywa nr.2- kontakt z lacznikiem sojuszu- niewypelniona. Dyrektywa nr.3- polaczenie oddzialu "Wildcard" z silami Polnocnego Sojuszu- wypelniona. Transport powietrzny zniszczony w drodze. Oddzial poniosl znaczne straty osobowe w wyniku katastrofy, jak tez i od min przeciwpiechotnych. Kontakt miedzy oddzialem "Wildcard", a silami sojuszu ustanowiony bezposrednio. Plany dzialan dywersyjnych w trakcie realizacji. Koniec raportu. FazeR fazer1@interia.pl
|
| [darkgirl||novelettes::=vbeta001a=::] |
|---|