| [darkgirl||novelettes::=vbeta001a=::] |
|---|
| Wróć do strony głównej | Opowiadania |
|---|---|
|
Bogini Nemesis
Otwarcie oczu nie wywołało żadnej zmiany. Rozejrzałam się dookoła w czarnej pustce, która teraz była materialna i namacalna. Nicość. Ten mrok był inny niż ten, który pamiętałam, a który towarzyszył mi przez całe moje dotychczasowe życie. Teraz owy mrok był mną, a ja byłam jego częścią. Byłam częścią Pustki, oplatała ona mój umysł i duszę. Nie wiem, ile postaci równie czarnych jak ja przemykało się bezszelestnie wokół mnie, to i tak nie miałoby żadnego znaczenia. Wszystko straciło swe dawne znaczenie. Przestał istnieć czas i przestrzeń, przestało istnieć życie. Nie słyszałam niczego, a pomimo to słyszałam wszystko. Czułam dźwięki w sobie, nie czułam jednak ich sensu. Próbowałam przemieszczać się w przestrzeni, a raczej w pustce, która była przestrzenią, nie próbowałam jednak uciekać. Nie było by w tym sensu, bo nie da się uciec przed sobą samym. Poszukiwałam Jasności, lub czegokolwiek, do czego mogłabym dążyć. Przemieszczałam się bez jakiegokolwiek sensu. Wszystko było idealną jednością. Nagle pojawiła się na niej skaza, która zaczęła przybierać dziwne formy. Nie wiedziałam co to jest, ponieważ istota ta nie była mną. W miarę jak Istota przeobrażała się zaczynał narastać we mnie strach. Pierwotny Strach, który został zapisany w umyśle człowieka na długo przed tym, jak zaczął myśleć. Strach, który zapewnił przetrwanie człowiekowi, i który wynosił go ponad inne zwierzęta. Nie rozumiałam, dlaczego akurat ja, nie rozumiałam niczego. Poczułam ból rozrywający całe moje jestestwo, usłyszałam krzyki, płacze, pełne bólu lamenty. Wydobywały się z Istoty. Z Jej wnętrza. Rozpacz dziecka, krzyki potępionych dusz, zwierzęce wrzaski. Istota zmieniła się nagle w nieskończenie wielkie stado nietoperzy, które zaczęły wyrywać ogromne kawały mojej duszy a rany zionęły czernią tak głęboką, jak wszystko wokół. Czułam każdą z nich. Nietoperze wniknęły do mojego wnętrza. Wiedziałam, że przeobrażają się w okrutnie okaleczone dzieci. Czułam ich ból. Nie mogłam ich zobaczyć, bo były mną, ale je czułam. I cierpiałam z nimi. Doskonale wiedziałam, dlaczego cierpią, ich rany sprawiały mi kiedyś satysfakcję. Teraz całe zło wróciło do mnie pod ich postacią. Te dzieci były niewinne. Winna byłam tylko Ja. Doskonale o tym wiedziałam. To przeze mnie były pozbawione serc i umysłów, to przeze mnie umierały w straszliwych mękach. Bałam się ich, a jednocześnie pragnęłam ich zemsty, pragnęłam tego cierpienia, lęku. Ryknęły syreny, zaczęły bić dzwony i wyć trąby. Ich moc była niemożliwa do zniesienia. Przeszywała cała moją nieskończoność. Nagle ciemność zniknęła, a w jej miejscu pojawił się widok pięknej, ale mrocznej krainy. Zobaczyłam obrazy, widziałam jak Kain zabija brata, i poczułam, że to ja zabiłam. Widziałam pękającą czaszkę poczułam krew i jednocześnie straszny ból, który targnął moim ciałem, byłam mordercą i ofiarą, dobrem i złem. Przeniosłam się potem w coraz odleglejsze światy, byłam matką, która morduje swe dziecko, byłam żołnierzami w obozach zagłady, widziałam wojny, okrutne rządy, rzezie na niewinnych. Byłam dobrem i złem. Nie dano mi wyboru. Byłam dwoma sprzecznościami jednocześnie. Czułam, że muszę ponieść karę za całe zło i jednocześnie pozbawić świat dobra, bo Bóg nie był dobrocią. Poznałam tę jedyną prawdę i tajemnicę. Obudziłam się na śmietniku. Zaczęłam dławić się własna krwią, wymiotami i uryną. Całym moim ciałem targały drgawki i rozrywający ból. W miejscu, gdzie powinny były się znajdować moje ręce wisiały teraz bezwładne i potrzaskane kości. Miejsce na skórze, pod którym było serce zostało naznaczone wielką, krwawą szramą. Teraz byłam już pewna, że muszę zapłacić za cały świat. Rany krwawiły, ale ja ich nie czułam. Dookoła mnie leżał brudny śnieg, a z nieba lały się strumienie lodowatego deszczu. Byłam pewna swojego istnienia,ale nie tego, czy uniosę jego ciężar. Bóg był Nicością i Pustką, a mi dane było być przez chwilę jego częścią.
BOGINI_NEMESIS
|
| [darkgirl||novelettes::=vbeta001a=::] |
|---|