[darkgirl||novelettes::=vbeta001a=::]
Wróć do strony głównej Opowiadania
Wielki Mózg

Patrzyła na białą, sterylną ścianę. Nie było na niej nic, żadnej szczeliny, plamy. Nic. Chwilami nie była pewna, czy patrzy na sufit, na ścianę, czy na podłogę. Zresztą po co się nad tym zastanawiać?
- Ten pokój jest pełen niczego - pomyślała - No i jestem ja, ale to na to samo wychodzi.
Czas
Taaak. Nie miał dla niej żadnego znaczenia. Po co się nad tym zastanawiać? Paradoksalnie, nie mogła nazwać tego stratą czasu. Wydawało jej się, że znajduje się w idealnie białym pudełku. Ta idealność była nie do zniesienia. Wiedziała, że nie wytrzyma już długo. Kiedy się tu znalazła?
Można by to powiedzieć na miliardy sposobów. Ale po co? Myśleć, żeby myśleć? Nie mogłaby nawet przed kim się popisywać milczeniem. Zresztą i tak byłoby to poniżej jej godności. Jej dawnej godności. Tej, którą zniszczono.
Pamiętała, że na początku uderzyła ją ta biel. Było to znacznie gorsze niż cios w twarz. - Zmysły mogły by być mniej intensywne, ale po co... Myśli mogły by być mniej intensywne, być jak zmysły. Po co... - Słyszała to kiedyś od kogoś. Kogo? Nie pamiętała. Było jeszcze coś... - Należy się to wszystkim ludziom. Ludzie myślą. Po co... Zamknęła oczy.
Zobaczyła mnóstwo nieokreślonych plam, kształtów, kolorów. Uczyła się kiedyś o tym efekcie. Kiedyś. Ile to czasu? Czy rzeczywiście wszystko już się wydarzyło? Czy my tylko to oglądamy? - Ciekawe kiedy zwariuję? - zastanowiła się - A może już się to stało? Mimowolnie zrozumiała, że w każdej swojej myśli bierze pod uwagę czas, coś co nie istnieje.
Chyba właśnie dlatego się tu znalazła.
Postanowiła zastanowić się nad sobą. Kiedyś słyszała, że jest charyzmatyczną postacią. Przypomniała sobie swoje własne przekonania... Pomieszczenie było jasno oświetlone. Skąd brało się światło? A po co jej to wiedzieć? Czy to coś da? Nie zabije tym czasu, bo go nie ma. Ludzie, czy jeszcze istnieją? A może jej się to śni, albo coś brała? Nie, nigdy nie brała, nawet nie paliła. Wystarczyła jej ona sama. I muzyka.
Usłyszała chrobot zamka. Ten dźwięk eksplodował w jej uszach. Wiele rozważań temu zaczęła wsłuchiwać się w ciszę. Nie pamiętała jak się tu znalazła. Wiedziała tylko, że był ból. Weszło dwoje ludzi. Kobieta o prostych włosach i obcisłych ciuszkach razem z mężczyzną, który mierzył przynajmniej 2m i wyglądał przeciętnie. Kobieta zaczęła mówić grubym głosem: - Sokół od dołu lecący i na ludzi polujący! Die! Die bitch! Otworzyła szeroko oczy. Weszło dwoje ludzi. Kobieta o prostych włosach i obcisłych ciuszkach razem z mężczyzną, który mierzył przynajmniej 2m i wyglądał przeciętnie. Chciała się ruszyć. Nie udało się. Ta kobieta zaczęła mówić: - Ludzie będą dzisiaj głosować w twojej sprawie. Rozumiesz? Statystyki mówią... a zresztą - przerwała - sama zobaczysz - przymrużyła oczy - o ile - zmienił jej się głos - for a glory of all evil spirits rise for victory!!!!!!! - zmrużyła oczy - o ile - będziesz w stanie. Wyszła.
- Tak - pomyślała - to początek końca, niecelne trafienie, czwarta półkula. Nie zdążyła skończyć się zastanawiać. Mężczyzna wziął ją jak manekina i zaczął gdzieś nieść.
- Wszystko zaczęło się tak niewinnie - przyszło jej na myśl - zwykła rozmowa w cztery oczy, jeśli nie liczyć trzech osób zgonujących na podłodze. Sekta, nie, to słowo nie pasowało. Wiara było lepsze, ale... Doprowadził, a raczej doniósł ją do innego pomieszczenia. To było dla odmiany czarne i mieścił się w nim mały ekran za pancerną szybą. Mężczyzna rzucił ją na podłogę, wyszedł i zamknął drzwi. Nie miała ochoty się ruszać, ale w końcu przemogła swoją okaleczoną psychikę. Z trudem uniosła głowę. Zauważyła że w tym miejscu znajduje się jeszcze lustro. Strasznie zaschło jej w ustach, przestała czuć położenie własnych rąk. Nie, nie może wrócić tam skąd ją przynieśli. Próbowała nie dopuszczać do siebie tej myśli. Skądś znała już taką sytuację. Przeżyła już to? Przeznaczenie? Deja vu?
Zaczęła się zatracać w sobie, cokolwiek miało to znaczyć. Gdyby coś widziała, z pewnością zaczęłoby to wirować. Krew odpłynęła jej z głowy. Jej ciało nie było w najlepszym stanie, ale czy można to porównać ze stanem jej umysłu? Nie czuła już prawie nic, myśli? Walała się tylko jedna - Kim JA jestem???
Strach? Ból? Tak. To było to. Ekran został włączony. Jak pokazywał 129932 ludzi było w tej chwili przygotowanych podjąć decyzję o jej istnieniu za pomocą internetu. Jak ostatniej deski ratunku szukała jakiegoś ludzkiego znaku, czegokolwiek...
Zastanawiała się nad wszystkim. Przypomniała sobie nic nie znaczące szczegóły, sprzed wielu lat. Zapanował nad nią chaos. W każdej chwili mogła dostać jakiegoś ataku.
Na ekranie wyświetliła się liczba 50871 Za czy przeciw karze śmierci? Jej wzrok zsunął się na lustro. Zobaczyła na nim wydrapany napis, prawdopodobnie również przez jakiegoś skazańca. ,,Księżyc nie ma uszu!? Nigdy! Nigdy! Autor Tobie Nieznany" Gdyby nie leżała, zwaliłoby to ją z nóg.
Na ekranie zakończyło się tymczasem głosowanie.
Kara śmierci wybrana przez oskarżoną.
Szeroki uśmiech rozjaśnił jej twarz.
Przypomniała sobie dawno temu zasłyszane słowa:
Nie bój się śmierci ani życia. To nie jest ciągle życie, albo jakaś pustka, albo jakieś nic. WIELKI MÓZG jest inteligentny i wymyśli coś lepszego.

KataszA

 

 

 

 

 

[darkgirl||novelettes::=vbeta001a=::]

(C) 2001 DarkGirl||darkgirl@net.e.pl