[darkgirl||novelettes::=vbeta001a=::]
Wróć do strony głównej Opowiadania
Abush of life


Był przeciętną młodą osobą, chodził do przeciętnej szkoły średniej, przeciętnie się uczył, przeciętnie wyglądał. Żył w przeciętności i razem z nią. Nic nie mąciło mu spokoju, miał swoje życie, ze zwykłymi problemami. Wiedział, że jest jak wszyscy, ale wcale mu to nie przeszkadzało. Nie lubił się wyróżniać, to mogło przynieść wyłącznie kłopoty. Miał kolegów i koleżanki, normalną rodzinę, dobre widoki na przyszłość. Lubił oglądać telewizję, grać na komputerze. Robili to przecież wszyscy. Czuł się bezpiecznie. Sądził, że trudno o lepsze szczęście.
Mylił się.
Jak tysiące przed nim, chociaż nie myślał w ten sposób, gwałtownie zmienił sposób myślenia. Nie bez powodu. Pewnego jesiennego dnia usiadł w fotelu i miał do dyspozycji wolny czas. W domu nikogo nie było. Wysiadł prąd. Nie mógł oglądać telewizji ani grać na komputerze. Uniemożliwiono mu nawet włączenie radia. Lekcje miał odrobione ale nie mógł wyjść na dwór, bo rodzice zabrali klucze.
Uświadomił sobie, że nie pamięta, kiedy ostatnio miał chwilę na zastanawianie się nad różnymi rzeczami. Rano wstawał, myślał co go czeka w szkole, szedł do szkoły z kolegą żartując lub mówiąc o lekcjach, w szkole nie miał czasu, wracał, zjadał obiad, telewizja, na świeże powietrze z kolegami, komputer, ewentualne lekcje, spać. Tak wyglądało jego życie. Szare, bezbarwne, bez wytchnienia. Poczuł się, jakby się obudził z długiego snu. Zastanowił się jak zmienić swoje życie, ale na razie nic mu nie przyszło do głowy. Wspominał swoje poprzednie lata. Jak mało pamiętał! W końcu nic się nie działo. Nagle jego dotychczasowy świat wydał mu się szary, nudny, beznadziejny.
Następnego dnia wpadło mu do głowy, aby zrobić jakąś prostą rzecz, ale niezgodną z jego codziennością. Poszedł do szkoły dłuższą drogą. Kosztowało go to tyle, że nie odważył się już na nic do końca dnia. Nazajutrz w szkole po raz pierwszy zaczął przyglądać się innym osobom. Osobom, które nie były modne, nie rzucały się w oczy, nie chwaliły się imprezami. Były niewidoczne. Swoje obserwacje przemyślał w domu kosztem wyjścia na podwórko. Doszedł do wniosku, że 90% z tych osób rzeczywiście jest niewarta spojrzenia. A te pozostałe dziesięć? Niewiadomo. Poczuł się niepewnie. Poszedł spać wcześniej niż zwykle. Rano okazało się, że jest sobota. Zastanawiał się jak mógł o tym zapomnieć. Wyskoczył szybko z łóżka, bo przypomniał sobie, że umówił się z kumplami. W czasie tego dnia wiele razy bardzo się dziwił. Zauważał w kolegach rzeczy, na które dawniej nie poświęciłby ani jednej chwili. Doszedł do wniosku, że są sztuczni, ciągle się popisują, mówią o beznadziejnych rzeczach i śmieją się w dziwnych okolicznościach. Niedziela. Rodzice obudzili go do kościoła. Co tydzień zmuszali go do wczesnego wstawania i nudzenia się przez godzinę. Chodził grzecznie, ale do tej pory nie zastanawiał się nad samym zagadnieniem. Jedyną pociechę jaką przynosił mu kościół była radość po skończonej mszy. Czekał go przecież cały tydzień do następnej. Dawniej udawał przed samym sobą, że tak nie jest, że to właśnie wiara daje mu siłę i radość. Tłumaczył sobie, że coś w tym musi być, w końcu tysiące ludzi robi to co on. Postanowił znaleźć jakiś czas na przemyślenie tego.
Kilka dni później wpadł w internecie przypadkowo na stronę jakiegoś zina. Po przeczytaniu go od deski do deski znowu się bardzo zdziwił. Czuł się tak, jakby odkrył jakiś wcześniej mu nieznany świat, świat ludzi myślących, hmm... inaczej. Nigdy się nie przeceniał, ale nie sądził, że jest, lub raczej był tak ograniczony. Przez te wszystkie lata miotał się tylko między domem, szkołą i podwórkiem.
Od tego czasu zaczął myśleć. Zainteresował się wieloma rzeczami. Nawiązał trochę nowych znajomości z ludźmi myślącymi alternatywnie. Ta zmiana była dla niego niesamowita. Nie wiedział, że monotonia może być tak destruktywna. Zaczął szukać nowych wrażeń, nowych ideałów, inspiracji. Napisał wiersz. Nie podobał mu się. Następnego dnia napisał drugi. Nie poddawał się. Walczył o swoją indywidualność, o swoje poglądy. Często był mu znacznie trudniej niż dawniej. Miał więcej powodów do zmartwień.
Dawni koledzy byli bardzo zdziwieni. Przestał ubarwiać każdej opowieści, przestał się przechwalać, przestał mówić o modnych rzeczach. Przestał być jednym z nich.
Jego rodzice zdawali się niczego nie zauważać. Do tego traktowali go nadal niepoważnie. Uważał, że go krzywdzą, że robią mu na złość. Nie mógł znaleźć z nimi kontaktu, ale i do tego nie dążył. Często wpadał w bezgraniczną obojętność.
Dwa miesiące później czuł się wreszcie człowiekiem. Miał własne życie. Uważał, że nikt nie ma prawa mu tego odebrać. Zdobył wiele doświadczenia, rozwinął się. Nadal jednak nie był pewny czy jest szczęśliwy. Często toczył dyskusje ze znajomymi, jeszcze częściej z samym sobą. Zdarzało mu się mieć kłopoty, bo bronił swoich poglądów, bo myślał samodzielnie. Wiadomo, że łatwiej jest kierować bezkształtnym tłumem, niż wieloma różnymi osobami. Niektórzy nauczyciele nie dawali mu spokoju, z rodzicami starał się nie kłócić.
W końcu zaczął należeć do specyficznej grupy ludzi, która sformowała się nie wiadomo kiedy i dlaczego. Było ich razem dziewięcioro, znali się dobrze. Nie mogło się obyć bez konfliktów, ale łączyło ich wiele rzeczy, mimo że byli różni. Mieli różne poglądy, ale podobny sposób na życie w chwili obecnej, a to wystarczyło. Ci ludzie stanowili jego rodzinę, spędzał każdą wolną chwilę z nimi. Po jakimś czasie zbliżyli się do siebie, on i jedna z dziewczyn. Mogli rozmawiać godzinami, mogli milczeć godzinami, bez wysiłku. Razem.
Szkoła, która kiedyś była tak ważna, przestała mieć dla niego większe znaczenie. Miał wiele pomysłów i złudzeń co do przyszłości. Czuł się jakby mógł osiągnąć wszystko. Zdawał sobie sprawę, że od podjętych teraz decyzji może zależeć jego przyszłe życie. Odpowiedzialność. Przeszkadzało mu, że ludzie mówią mu co ma robić, że jest zewsząd ograniczany. Zmagał się z wieloma problemami, często banalnymi, które jednak utrudniały codzienność.
Idąc pewnego piątkowego wieczora do swojej dziewczyny czuł się dziwnie lekko. Od wielu dni nic mu nie przeszkadzało. Nic nie łaziło po głowie, nic go złego nie czekało. Nauczył się dawać sobie radę. Nauczył się nie przejmować. Nauczył się podziwiać świat. Nauczył się być szczęśliwy.

Został zabity tego samego wieczora przez dwóch ludzi z nożami dla pieniędzy i zegarka.


KataszA
ps. Powodzenia w życiu

 

 

 

 

 

[darkgirl||novelettes::=vbeta001a=::]

(C) 2001 DarkGirl||darkgirl@net.e.pl