*** S&M Cudo czy kicz??? ***
Gdy dostałem S&M nie znałem, jeszcze wszystkich piosenek Metallici. Tylko te poLoadowcowe, Garage INC i niektóre ballady jak and nothing else matters i The unforgiven. Teraz gdy znam cała dyskografię Metallici na pamięć, każdy utwór nie ma przed mną tajemnic. Mogę odpowiedzieć na pytanie, o którym dużo się kiedyś słyszało. Połączyć muzyki klasycznej i metalu, względnie rocka wcześniej wydawało się nie możliwe. Jednak Micheal Kamen musiał wspiął się na wyżyny adaptując 20 utworów Metallici na skrzypce, harfy itp instrumenty. Mimo iż niektóre z nich swoich pierwowzorów nie przypominają i nie całkiem nadają się do słuchania, należą mu się brawa. Koncert rozpoczął utwór The ecstasy of gold z The good, bad and ugly jednego z ulubionych filmów Jamesa Hetfielda. Następnie zabrane było The call of cktuhlu jeden z moich ulubionych utworów. Podobnie dobry jak w oryginale. Następnie Masterka i pierwszy zawód co to k**** jest??? Mimo niezłego wstępu reszta utworu jest dość przeciętna, wszystkie instrumenty może poza skrzypcami są do rzycia. W ogóle nie słychać jest publiczności, która śpiewała tutaj refren. Nastepne były dwa utwory za którymi nie przepadam. Nie wiem czemu po prostu nie lubię Wolfa i the thing ... . Szczególnie w tym drugim widać (a raczej słychać) jest, że gitary są za cicho ustawione. Kolejne dwa utwory na szczęście podnoszą mnie na duchu, a wstępu do Memory remains mogę słuchać godzinami!!! Zwłaszcza godne odnotowania jest współpraca miedzy grupa, a publiką. Często lubią sobie przypomnieć ten wstęp. Później pojawia się pierwszy nowy utwór No leaf clover, który mimo dość nużącego wstępu (podziękujmy tutaj orkiestrze) przywraca nam nadzieję w to, że w przyszłości z Metallici jeszcze coś będzie. Hero of the day, mimo iż bardzo cenię sobie ten utwór nie wywarł na mnie jakiegoś specjalnego wrażenia, podobnie devil dance. Przy tej piosence warto odnotować jest pewną rzecz. Gdy puściłem ten utwór w klasie przed lekcjami, 90% ludzi z klasy zaczęło rytmicznie tupać nogą. Pierwszą część koncertu kończy dosyć niezłe, lecz usypiające Bleeding of me. Po przerwie wita nas jedna z bardziej znanych ballad - and nothing else matters. Mimo iż była to piosenka promująca ten album jest ona gorsza od oryginału. Podobnie jest z kolejnym Until it sleeps, jednak ten utwór jest już wyraźnie gorszy. Kolejny zawód sprawiło mi For whom the bell tolls. W oryginale utwór genialny, szczególnie intro, od którego lepsze jest chyba tylko wejście do Warheart autorstwa Children o Bodom. Moje nastroje polepszył trochę następny utwór - Human. Po nim następuje kolejny utwór za którym nie za bardzo przepadam Wherever I may roam. Następny Outlaw Torn w oryginale utwór przeciętny tutaj wyrasta ponad przeciętność. Podobnie Sab but true, tylko ten utwór od razu był wielki. I tak jak One i Enter sandman zachowuje swój poziom. Ostatnim utworem jest Battery, jeden z wspanialszych utworów panów z San Francisco. Album Sado & Maso można by nazwać greatest hits, ale jednak po krótszym zastanowieniu nie ma tutaj żadnego z utworów z ich debiutanckiego album Kill'em All, ani też Sanitarium, Unforgiven czy Dyers Eve, choć tego ostatniego chyba już nigdy nie wykonają. Także jest wiele utworów, które nie były wcześniej zbyt popularne, i te które były hymnami, a na S&M stały się pośmiewiskiem. Cóż to był eksperyment, eskperyment którym się wiele osób podniecało, dziś gdy spotykam jakiegoś "fana" Metallici, a ten się chwali że ma S&M i tylko o nim mówi to z chęcią zrobił bym mu lewatywę ze spirytusu, może wtedy dzieciak zmądrzeje. Podobnie było w mediach, nawet któraś stacja puściła chyba godzinę taśmy z koncertu (nie wiem nie oglądałem i tego nie żałuję). Po prostu stało się to niezłą okazją do zarobienia, nawet w zapowiedziach były urywki z teledysków (co miało skłonić starych fanów) i w ogóle Metallica stała się wtedy bardzo popularna. Tu żałuję że Scorpionsi mimo iż ich bardzo cenię nie zrobili swego koncertu z orkiestrą pierwsi, bo by na nich spadłby ten zaszczyt bycia w TVP. Dla mnie fana Metallici na dobre i (na trochę) złe, koncert był genialny. Na pewno było wielki wydarzenie kulturalne i sukces muzyczny. Tym którzy słuchają Apocalyptyci napewno S&M jest pozycją obowiązkową.