Łysiak again
czyli "o zachowaniu się przy stole"
Każdy z was oglądał zapewne np. zawody wrestlingu, czyli tzw. wolnej amerykanki. Tak, to ci umięśnieni 'fajterzy', markujący ciosy, po którycy normalnemu człowiekowi wyrwało by głowę wraz z kręgosłupem, aż do odcinka lędźwiowego. Ale wszyscy bywalcy wiedzą, że - wbrew nazwie - nie jest to żadna tam "wolna amerykanka" i wcale nie jest tak, że "wszystkie chwyty dozwolone". Ciosy, które postronnemu obserwatorowi wydają się spotaniczne i zadawane "wedle uważania", są ściśle sklasyfikowane (i takoż markowane), a cała walka toczy się wedle precyzyjnie ustalonych reguł.
Czemu o tym piszę? Otóż polemika - jak każda sztuka walki, nawet jeśli to tylko na słowa ale istniejąca od nader długiego czasu - też obrosła w pewne pisane i niepisane reguły. Reguły, które należy znać i przestrzegać. To nie jest tak, że tu odchodzi jakaś "wolna amerykanka" na słowa (tym bardziej, że - jak wspomniałem - tam wszystko jest dokładnie ustalone). Tzn. może odchodzić - jasne, że może. Ale - ja wolę szpady, wolę przestrzegać przepisów, reguł, itd. Może zatem, zanim przejdę do rzeczy, dość obszernie je przypomnę. Bynajmniej nie bez powodu.
1. Słowo "polemika" pochodzi od greckiego "polemos". Oznacza to wojnę - ale też SPÓR. Czyli - dwie osoby spierają się na jakiś temat. Celem KULTURALNEJ polemiki jest próba przekonania oponenta do swoich tez. Polemika nie powinna być wojną, w której celem jest tylko zniszczenie przeciwnika!
2. Jeśli jednak traktujesz polemikę jako wojnę to NIGDY i POD ŻADNYM pozorem nie neguj w polemice inteligencji oponenta.
Uzasadnienie: Pomniejszając przeciwnika działamy na własną szkodę. Jeśli udowodnicie albo choć sugerujecie, że oponent to głupek, to... tym gorzej dla was. Raz, że tylko dureń dyskutuje z idiotą. Dwa - cóż za sztuka wygrać dyskusję z idiotą, czy głupkiem? To jakby wygrać wojnę z San Marino. Nie wspominając już o goryczy, jaką jest porażka w dyskusji z kimś, kogo poziom inteligencji podaliśmy wcześniej w wątpliwość. Ajjj, to musi potem boleć!
3. Dyskutujuąc, trzymajmy się, jak tylko można, tematu dyskusji.
Uzasadnienie: długie dygresje, szukanie dziury w całym, dzielenie włosa na czworo w jakichś nieistotnych akapitach, itd. świadczą tylko o niedoświadczeniu dyskutanta (lub też są świadomą próbą odwrócenia uwagi od zasadniczego tematu dyskusji w którym, widać, dyskutant za pewnie się nie czuje). Podobnie nieumiejętność utrzymania statku na kursie wystawia negatywne świadectwo sternikowi. Jeśli chcemy podyskutować na jakiś temat "poboczny", który pojawił się przy okazji pierwotnej dyskusji - zaczynamy nową, osobną polemikę na ów temat.
4. Nie streszczamy swoimi słowami argumentów oponenta w swej polemice. Jeśli polemizujemy z czyimiś tezami, to je CYTUJEMY.
Uzasadnienie: raz, że - mimo dobrych chęci - mogliśmy je źle zrozumieć. (I potem budujemy cały wywód na od początku fałszywych - bo źle pojętych - założeniach). Dwa, że narażamy się na zarzut, iż ŚWIADOMIE przeinaczamy je dla własnych celów. Tak czy inaczej narażamy się na zarzut o MANIPULACJĘ.
5. W wypadku dłuższej - tzn. liczących kilka kolejnych tekstów - polemice nie zakładajcie, że czytelnik będzie pamiętał to, co napisaliście wcześniej. Stąd przypomninajcie swoje tezy z poprzednich polemik i cytujcie tezy przeciwnika.
Uzasadnienie: Inaczej nie będziesz zrozumiany. Dla czytelnika akapit "Krowa. Czy ja coś w ogóle mówiłem o krowie?!" jest nieczytelny. Skoro sam nie wiesz czy mówiłeś o krowie, dyskutancie, to nie licz że oni będą pamiętać czy mówiłeś! A jeśli to figura stylistyczna, (a ściślej: pytanie retoryczne), to chybiona - z tych samych przyczyn. Czytelnik przecież nie wie, że to pytanie retoryczne!
6. Nie stosujemy NIGDY inwektyw, a demagogii (skoro już...) dopuszczalna jest zaledwie szczypta, na zasadzie dosypania przyprawy do zupy.
Uzasadnienie: Naprawdę muszę to uzasadniać?
7. Jeśli z kimś dyskutujemy, odpowiadamy na WSZYSTKIE tezy czy argumenty zawarte w tekście, z którym polemizujemy.
Uzasadnienie: brak odpowiedzi na jakąś tezę/argument traktowany jest jako uznanie słuszności tejże tezy - skoro nie mamy kontrargumentów? Całkowite pominięcie (milczeniem) danej tezy jest tylko czytelnym sygnałem, że dyskutant został trafiony i nie ma nic na obronę.
***
Po tym przydługawym ale koniecznym wstępie przyjrzyjmy się polemice Maćka. Przypomnę może od czego się zaczęło. Qn'ik wygłosił pean na cześć Łysiaka. Ja nie negowałem (i nie zamierzam) talentów pisarskich tego pana. Ponieważ jednak tekst Qnika wydał mi się zbyt jednostronny, dla równowagi i z przekory wspomniałem, że choć Łysiak "wielkim poetą był", to jako człowiek wypada zdecydowanie gorzej. Ot, wielki (czy raczej: bardzo sprawny) twórca, a jednocześnie mały, zawistny człowieczek, dręczony rozmaitymi kompleksami, które publicznie leczy w bardzo nieładny sposób. Nie on pierwszy, nie ostatni. Daleko nie szukając - nasz słynny wieszcz, Adaś M., jakby się dokładnie przyjrzeć jego życiu, okazuje się (co najmniej) osobnikiem kontrowersyjnym. Popatrzcie np. jak się śpieszył do powstania listopadowego, ale tak żeby broń Boże nie zdążyć. Popatrzcie jak się odnosił do Słowackiego. O Towiańskim i np. układach damsko-męskich Adasia rozwodzić się nie będę. Kto ciekaw, niech sprawdzi, byle nie w podręcznikach szkolnych. I, zaręczam, parę razy wam gały wyjdą na wierzch.
{Słówko ode mnie - Qn`ika. Mój tekst (teraz już chyba
tylko dostępny na Inecie) nie był tylko peanem na cześć Łysiaka - jeśli
chodzi o stosunek owego człowieka do swoich "wrogów" politycznych
(którzy go ostentacyjnie olewają i traktują z przymrużeniem oka, co
rozsierdza pisarza jeszcze bardziej, to w pełni zgadzam się ze Smuggim. Faktem
jest jednak, że "wielki poeta - mały człowiek" pasuje do Łysiaka
jak ulał)
A gdzie Mickiewicz, gdzie Łysiak... Dlatego, muszę przyznać, byłem wielce zdziwiony, gdy mój tekst wywołał gwałtowną reakcję Maćka. Bo jest o co kruszyć kopie? O Łysiaka? A ściślej o jego kompleksy i żałosne IMHO kreowanie się post factum na Wallenroda? Toż to bardziej farsa niż dramat. Stąd zacietrzenie (i wynikłe stąd nietrzymanie się konwencji polemiki) w tekście Maćka wywołało moje zdziwienie. Rozumiem, że dla niego imć W.Ł. jest czymś w rodzaju guru czy idola - ale to nie koncert Just 5; tu można chyba dopuścić do siebie myśl, że nasz idol nie jest aż piękny i pomnikowy, jakby się chciało?
Maciek pisze:
Właściwie to nie powinieniem odpisywać - nie dość że chyba nie przeczytałeś
mojego listu to i swojego artykułu sobie nie raczyłeś przypomnieć. Odniosę się jednak do twoich uwag:
>>>>>>Smuggler rzecze: A ja zacznę od "witam". Na złośliwości zostanie nam jeszcze dużo czasu, więc nie będę ich wtykał na sam początek. Deseru nie podaje się w charakterze aperitifu. Szczególnie gdy jest nienajwyższego lotu - rozumiem, że to miało być efektowne entree? Ehmmmm. Niedobrze! Chyba nie nasycimy się tutaj...
1. Tak, napisałeś. Cyt "autor jest skrajnym prawicowcem ale nie faszystą" . To zdanie wyraźnie informuje że wg ciebie faszysta jest nawet bardziej prawicowy od skrajnego prawicowca.
>>>Smuggler rzecze: OK, nie ma sprawy, w ferworze dyskusji moglo mi sie cos takowego wypsnąć. Nie ma sprawy, mój błąd. Niezależnie od tego co wówczas napisałem, uważam i oficjalnie to głoszę, że FASZYZM TO LEWICA. Swoją drogą skrajności są podobne - wystarczy popatrzyc na Samoobronę i LPR. Mimo iż tkwią na dwoch roznych biegunach to... niewiele sie różnią w podejściu do wielu spraw (np. integracja z Unią). Prawdaż? Ale to tak całkiem na marginesie. Prywatnie znam paru prawicowcow o BARDZO bolszewickim podejsciu w stosunku to myslacych inaczej (zakazac, zamknac, wywiezc, albo choć spałować!). Albo ci rozmaici od "White power", z ich teoriami podludzi i ras panów itd. Ale OK: faszyzm formalnie to nie prawica. Mea culpa. Odszczekuję.
2. Wydaje mi się że porównanie Hitlera i Churchilla do Michnika i Łysiaka
jest niezbyt szczęśliwe. Mimo iż nie lubię Michnika to porównywanie go do Hitlera jest grubym nadużyciem.
>>>Smuggler rzecze: Jeszcze wiekszym nadużyciem jest imputowanie mi, ze ja go do Hitlera PORÓWNUJĘ. Nieładnie! (Streszczasz fałszywie moje tezy - patrz punkt 4). Jeśli już kogoś porównywałem - to Churchilla i Hitlera, jako wodzów dwóch wojujących stron, co samo w sobie też specjalnie sensowne nie jest. Tym niemniej obaj byli wodzami swoich narodów, więc (od biedy) porównania takowe sens jakiś mają.
3. Czy ja gdzieś napisałem że Michnik był w PZPR ?
>>>Smuggler rzecze: Patrz pkt 5. Nie wiem czy to pisałeś. I mówmy o Łysiaku. OK?
Natomiast proszę o fakty - która książka Łysiaka wyszła "w setkach tysięcy
nakładu" ?
>>>Smuggler rzecze: Proszę bardzo! Sięgam po moją ulubioną książkę Łysiaka - "Flet z madragory". Jedyna książka Łysiaka, jaką mam w domu, więc nikt mi nie powie, że wybrałem tendencyjnie. Zaglądam do stopki redakcyjnej. Wydanie II, rok 1983 - nakład: 40.000 + 250 egz. oprawa twarda i 70.000 + 100 egz. - oprawa broszurowa. Razem daje to 110.350 egz. A przypominam, że to drugie wydanie. Pierwsze było w 1981 (książka napisana w 1978). Nie znam wysokości nakładu pierwszej edycji ale zwykle tak jest, że w wypadku twórcy o ugruntowanej pozycji (a w 1983 Łysiak bez wątpienia takową pozycję miał) wydanie II (i to niedługo po I) to dodruk dla tych, którzy nie dostali pierwszego. A jeśli DODRUK to 110.000 egz. - to ciekaw jestem ileż egz. miał nakład nr 1?
Ale co mi tam, niech będzie że mniej, że 'tylko' 100.000. To ileż mamy razem? DWIEŚCIE DZIESIĘĆ tysięcy. W kraju gdzie papier był towarem deficytowym i oczekiwanie na druk rzędu 5 i więcej lat niczym bardzo dziwym nie było. Dla porównania - rewelacyjna i rozchwytywana książka sf J.A. Zajdla "Limes Inferior". Napisana w 1980. Pierwsze wydanie - 50.000 - w 1983. Drugie - też 50.000 - w 1987. Papier klasy V. Paskudna i miękka okładka. Klejona tak, że po paru miesiącach musiałem oddać ją do introligatora. Na czarnym rynku chodziła po 10-20x wyższej od sklepowej cenie! Kultowa "Dune" F. Herberta - równie paskudna szata edytorska i papier, nakład 50.000. Jedno wydanie. Na giełdach minimum 2000% przebitki w stosunku do ceny sklepowej!!! Tolkien (bardzo porządne wydanie, jak na tamte czasy, fakt!), nakład... 40.000 egz. wydana w 1981 - poprzednia edycja w 1966! - doczekała się wznowienia... dopiero po padzie komuny. (Książka BEZCENNA. Na giełdzie osiągała równowartość 1-2 MIESIĘCZNYCH pensji, a ludzie dosłownie się o nią bili). Książki Łysiaka bez specjalnego problemu można było dostać w księgarni (tak kupiłem swój egz. "Fzm".). Dodam, że akurat fantastykę drukowano szybko i dużo, bo to też miał być "wentyl bezpieczeństwa" dla władzy.
I teraz porównajmy to "szybko i dużo" z Łysiakiem... wydanym w twardej oprawie, z tłoczeniami w płótnie, z obwolutą i kolorymi reprodukcjami na kredowym papierze i szytymi stronami. Do dziś ta książka nie musi się wstydzić na półce, że przy książkach wydanych w RP wygląda jak Kopciuszek.
Podkreślam - to jeno dwa wydania (w ciagu 3 lat!) JEDNEJ książki. Jak ci się chce (bo mi nie bardzo) to zsumuj ile egz. książek wydał Łysiak w latach 80-89 - dane powinny być w bibliotekach. Podejrzewam, że końcowa liczba przewyższy nawet to, co mi się wydaje. A wyobraźnię to ja mam nieograniczoną [(C) Han Solo]. Nie wiem czy mi się nie pomerdało (a mogło, mogło) ale PONOĆ samej "Perfidii" sprzedał imć Ł. W SUMIE coś koło PÓŁ MILIONA egzemplarzy. Fiu fiuuuu... Biedny, prześladowany, szykanowany przez władzę pisarz. Aj, aj, aj... serce mi się kraje.
4. Jedwabne? Czyżbym gdzieś pisał o Jedwabnem? Ale skoro masz takie wieści to
zgłoś je do IPN-u!
>>>Smuggler rzecze: To samo - pkt 4 i 5. Znów brak cytatu. Nie bardzo pamiętam kontekst użycia Jedwabnego. Nic nie poradzę, że mam (widać) początki sklerozy i nie kocham siebie aż tak bardzo, by uczyć się swoich tekstów na pamięć (a tak się składa, że pisząc ten tekst nie mogę sięgnąć do AM, w którym była zamieszczona poprzednia polemika). I wróćmy do Łysiaka!
5. Dziękuję jego rodzicom.
>>>Smuggler rzecze: Na pewno sie ucieszą. Byle tylko nie zrobili z tej radości drugiego, bo ten kraj jest za mały na dwóch takich wybitnych bojowników.
6. Szkoda iż uważasz że powinno - bo z mojego listu to nie wynika.
>>>Smuggler rzecze: Co - powinno? Co - uważam? A, to akurat chyba kojarzę. Kazdy ma prawo do swej interpretacji intencji autora. Moglem sie w tym mylic - nie przeczę. Ale wydaje mi sie, że sam fakt, iz kiedys komuna zabijala swych wrogów bez litości, a potem TYLKO biła i wiezila (a jak zabijała - to po cichu) jest dla ciebie dowodem, ze walka z ta pozniejsza komuna to byla bulka z maslem. Ba, MAM WRAZENIE, ze wyczuwam tu jakby cien pretensji do komuny, ze tak spuscila z tonu. Podkreslam raz jeszcze: taki byl odbior tego akapitu przeze mnie. Jeśli źle to zinterpretowałem to wyrażam ubolewanie, choć naturalnie cząstka winy jest też po twej stronie, bo być może niezbyt precyzyjnie to wyraziłeś.
Uważam natomiast że działanie w KORze w drugiej połowie lat 70-tych było znacznie
mniej ryzykowne niż działalność opozycyjna w latach 50-tych.
>>>Smuggler rzecze: No wlasnie. Z tym sie w pełni zgodze. Tym bardziej wiec mnie dziwi, ze imc Lysiak nawet tego nie zaryzykowal. A jak uważał, że warto ryzykować tylko w momencie gdy komuna nie żartuje to bez problemu mógł przecież poechać do np. Rumunii i tam krytykować Ceausescu. Albo choć do Czechosłowacji. Albo skoro z KORem mu nie byłó po drodze - czemu nie założył czegoś na wzór KOR, ale zrzeszającego ludzi o bliskich mu poglądach? Rozumiem, że może nie chciał być w KORze. Ale czemu nie było go NIGDZIE tam, gdzie była opozycja?
Uważam też za dziwne że komuś podobał się komunizm stalinowski z łagrami, sowieckimi
oficerami w LWP, katowniami UB a przestał podobać się znacznie łagodniejszy
późnego Gomółki czy Gierka.
>>>Smuggler rzecze: nie zabraniam się przecież dziwować :). Ale prosiłbym żebyśmy dyskutowali na temat. A tematem jest Łysiak, nie Kuroń. (Pominę tu ewidentnie w złej woli demagogiczne manipulowanie postacią i poglądami Kuronia, bo to temat na zupełnie inną dyskusję -> patrz pkt. 5). BTW: jak bylem maly to lubilem pochody 1-majowe. A potem mi przeszlo. Jakby tu powiedziec: czlowiek z czasem dojrzewa, widzi wiecej, rozumie wiecej. Ale po moim wyznaniu mozesz mi powiedziec, ze podobal mi sie komunizm za czasow ktorego tluczono ludzi w Radomiu na sciezkach zdrowia - bo wtedy podobaly mi sie pochody. To ma byc argument?! (Ps. Gom_U_łki - to tak pro forma. I nie czepiam się tego błędu, jeno go prostuję).
7. Proszę o udostępnienie zdjęć - o ile pamiętam to wisiały różne hasła ale
tego sobie na bramie Stoczni nie przypominam.
>>>Smuggler rzecze: Wiesz, jam człowiek pracujący, mający niewiele wolnego czasu; jam interesowny, tudzież bardzo leniwy. Jeśli myślisz, że będę pracowicie szperał w zetlałych rocznikach pism w piwnicy rodzinnego domu, szukał w bibliotekach albumów fotografii z tamtych czasów etc., TYLKO po to, żeby udowodnić ci, że nie masz racji - to mylisz się. Nawet palcem nie kiwnę. Zwyczajnie mi się nie chce i mam lepsze pomysły na spędzenie odrobiny wolnego czasu, jakim dysponuję. ALE... wiesz co - zapłać mi za to. Powiedzmy skromnie: 500 zł - a ruszę dupę i znajdę takowe zdjęcie albo wspomnienie świadka. A jak nie znajdę to zapłacę ci 2x więcej niż byś dostał odsetek w banku za te 500 zł przez czas, w jakim dysponowałem twymi pieniędzmi. (plus naturalnie zwrot tychże 500 zł). Zauważ: skoro tak dobrze wiesz, że takowy napis istnieć nie mógł - nic nie tracisz, a możesz tylko zyskać. Więc jak?
Swoją drogą, jak znam życie, to pamiętasz te strajki tylko z filmów dokumentalnych z TV i to po roku 1989. A wtedy, że tak powiem, niektóre sekwencje filmowe ze strajków były emitowane nieco mniej chętnie niż np. sceny z nabożeństw i mszy dla strakujących. Bo "odwaga staniała, rozum zdrożał" - niektórym pampersom z TV wydało się nagle nie w smak, że strajkujący zamiast wówczas tradycyjnie ruszyć "hej kto Polak na bagnety" i wywołać kolejne nieudane i skąpane we krwi powstanie, to wykazali się zdrowym rozsądkiem i oddali cesarzowi co cesarskie.
Pisanie "cały naród" to też nadużycie. Większość Polaków poparła w 1980 roku Solidarność a nie hasło "socjalizm tak - wypaczenia nie".
>>>Smuggler rzecze: Czyli uznajesz jednak, że to hasło istniało? Thx. Wiekszosc Polakow poparla wtedy organizację, ktora _miedzy innymi_ glosila takie hasla. I nie widze w tym NIC zlego. "Cały naród" zaś nie był użyty dosłownie, bo chyba nic i nigdy CAŁY NARÓD nie poparł jednomyślnie. W czym problem?
8. Skoro twierdzisz że KGB... ? Ja tak nie uważam, ale nie mam żadnych dowodów by cię przekonać.
>>>Smuggler rzecze: Kieeepski wykręt. Gdy pokazuję bezsens twej argumentacji, wykręcasz jakiś wiedźmiński piruet. Ale bez gracji Geralta. I naturalnie znów mamy akapit bez cytatu. Dodam tylko, że to jeden z NIESMACZNIEJSZYCH fragmentów naszej dyskusji. Jeśli usiłujesz teraz przerzucić na mnie SWOJĄ sugestię, że ówczesną KORowską opozycję finansowały służby specjalne, to naprawdę nie mamy o czym tutaj mówić. Rozumiem, że (mam nadzieję!) pojąłeś, że w zapędzie dyskusji palnąłęś rzecz wstrętną - i poczułeśs ię głupio - ale nie rozumiem czemu chcesz teraz mnie ubrać w te buty. Stanowczo protestuję!
9. Paszport. Partia chętnie dawała paszporty tym których chciała się pozbyć. Gdyby Michnik chciał paszport to pewnie by dostał - tyle że jak by wyjechał to już by nie mógł wrócić.
>>>Smuggler rzecze: Tu znów się zgodzę. Wladza dawala chetnie paszporty pieszczochom i dysydentom. Pierwsi chętnie wracali, drugich chętnie by wywalono za granicę bez prawa powrotu (vide: Seweryn Blumsztajn). Do ktorej kategorii zaliczasz Łysiaka w owym czasie? Bo paszport dostawał bez problemu. I wracal. :)
I skąd wiesz że puszczono Łysiaka do Ameryki "po sekundzie" a nie po np trzech latach starań i setkach tysięcy odrzuconych podań o paszport?
>>>Smuggler rzecze: Dedukuję. Zaiste, domniemywam jak Lysiak musial sie nablagac i nazebrac o ten paszport... Wręcz serce mi się kraje na myśl o poniżeniach, jakie zapewne były wówczas jego udziałem. Zapewne przetrzymano go z kwadrans w Biurze Paszportowym, a pani w szatni była opryskliwa. A gdyby faktycznie coś takowego - tzn. problemy z paszportem - miało miejsce, to imć Łysiak na pewno by niejeden raz napisał jak straszliwie władza wówczas utrudniała mu życie w PRL, jak się bała go puszczać za granicę, by tam broń Boże czegoś na nią nie powiedział. Czyż nie?
10. Oczywiście, ja porozmawiam z "niejakim Pyjasem" (choć to chyba nie Łysiak go zamordował) a ty z kilkudziesięcioma tysiącami wymordowanych przez przyjaciół p.Kuronia w latach 1945-56.
>>>Smuggler rzecze: Znów demagogia w typowo wiecowym stylu! Pyjas miał być dowodem na to, że i w latach 70-tych ginęli ludzie niechętni władzy, więc to co Łysiak pisał o tym, że z opozycją władza walczyła pozornie i tak, żeby krzywdy nie zrobić, można tu o kant pleców rozbić. A ty mi znów Kuroniem i łagrami wyjeżdżasz. Obsesja jaka?
Spytaj co wolą - "5 lat w ciupie" czy kulę w potylicę.
>>>Smuggler rzecze: A to już skrajna demagogia, prosze pana. Spytam raczej czemu niektorzy nie chcieli ryzykowac nawet tych śmiesznych (ponoć!), niezbyt dolegliwych 5 lat kicia? Dopiero teraz odwaga w nich wezbrała na kształ Niagary.
11. A gdzie w tym przykładzie poparcie czy sympatia Łysiaka do komuny?
>>>Smuggler rzecze: A przepraszam, w JAKIM przykładzie? W każdym razie nigdy nie twierdziłem A9lbo nie pamiętam żebym to mówił), że Łysiak KOCHAŁ komunę. Natomiast uważam, że choć jej nie lubił (i to zapewne szczerze i z serca) to dokładnie wiedział z której strony chlebek jest posmarowany masłem i umiał się tak ustawić, by z tych jakże nielubianych rąk jednak dostać niejedną, sporą i grubo posmarowaną kromkę. Na tym właśnie polega właśnie oportunizm, prawda?
A oportunizm? Byli tacy co woleli w Ameryce czy Francji - np Miłosz czy Giedroyć - twoim zdaniem tchórze i oportuniści narażający się jedynie konsumpcją hamburgerów?
>>>Smuggler rzecze: Gdzież choćby u mnie cień takowego zarzutu? Ty masz dzwiną metodę dyskusji. Wymyślasz sobie jakiś durny zarzut, po czym wmawiasz wszystkim wokół, że takowe są moje poglądy. To już nie pierwszy raz w tej dyskusji - i mam nadzieję, że ostatni, bo zaczynam już tracić cierpliwość. Ale ad rem.
>>>Oni (Miłosz, itd.) nie firmowali tego reżimu, służąc mu za wentyl bezpieczenstwa i dobrze z tego żyjąc. Oni wyjechali i zostali. Łysiak wracal, bo widać w PRL było mu lepiej. I nic dziwnego - kim byłby Łysiak na emigracji, przy takim Miłoszu czy Giedroyciu - nikim, jakimś n-tym polskim emigracyjnym pisarzem, pracownikiem (zapewne raczej szeregowym) Wolnej Europy. A tu panisko pełną gębą, ulubieniec tłumu i władz. Autografy, publikcje, sława - a pieniążki, że ho ho! A do Ameryki czy na zgniły Zachód można sobie wyskoczyć bez problemu... Taki mały prywany raj. Dla wybranych. Tak jest...
12. Z tego co piszesz rozumiem że każdy kto tworzył w PRL był pieszczoszkiem lub pieszczochem.
>>>Smuggler rzecze: Źle rozumiesz. Twórców było wielu - ale tylko niewielka część z nich była wyraźnie faworyzowana przez władze. Nie twierdzę, że Łysiak był jakimś arcypieszczochem. Twierdzę tylko, że władza go dopieszczała na pewno powyżej przewidzianej dla twórców normy.
I Wajda i Lem i ks.Twardowski i Herbert i Konwicki i Penderecki - to w/g ciebie tchórze i oportuniści, pieszczoszki PZPR-u?
>>>Smuggler rzecze: To tylko tradycyjnie twoje bardzo fałszywne wnioski. Oni nie robią teraz z siebie męczenników i bojowników. Ot, zyli i tworzyli, czasem za cenę rozmaitych kompromisów z władzą, których się nie wypierają. Waść sugerujesz, że ja mówię, iż każdy kto TWORZYŁ w PRL był pieszczoszkiem władz. Ciekawe. A ja mówię, że pieszczoszkiem był ten, kto się łasił. Ale nawet to mogę zrozumieć i się o to nie czepiać. "To tylko kwestia smaku" (Herbert, też tworzący w PRL, a jednak wcale nie pieszczoch). Irytuje mnie TYLKO ekspieszczoszek, robiący DZIŚ z siebie męczennika i bojownika - i opluwający szkaradnie tych, co faktycznie WTEDY nadstawiali karku. Nawet jeśli groziło im "zaledwie" tegoż karku posiniaczenie, a nie złamanie.
13. Tempo wydawania książek. Średni cykl oddano do składania - wydano zamykał
się w roku dla Łysiaka było to ok czterech lat.
>>>Smuggler rzecze: Nie wiem na jakiej podstawie wysnuwasz taką średnią. Ale wierzę na słowo (bierz przykład :)), gdyż dyskusja czy 4 lata czy może 3 lata i 3 miesiące albo tylko 2 i 11 - niewiele tu zmieni. Źle w PRL to on nie miał...
Przykłady : W.Wróblewski "Moskwa 1941" IX 86 - V 87, W.Gąsiorowski "Huragan" VII 73 - I 74, W.Briusow "Ognisty anioł" V 80 - I 81.
>>>Smuggler rzecze: Przykłady na co? Widac byli tam - wśród pieszchochów i klasyków - równi i rowniejsi. Poza tym nie wiem czy "średnio". Taki Flet z madragowy miał w PIĘĆ lat od NAPISANIA dwa wydania i trzecie w drodze. Not bad... jak na autora, który książkę ponoć wydaje 4 lata. Swoją drogą - ciekawe masz książki pod ręką.
14. Macierewicz w KOR - niezbyt trafiony przykład. W młodości zafascynowany
Che , pasował do Komitetu znacznie bardziej niż Łysiak którego poglądy nigdy
nie zawierały cienia sympatii do czerwonych.
>>>Smuggler rzecze: mniejsza o Macierewicza. Mówimy (przypominam któryś raz) o Łysiaku. Który w KORze nie był, bo widać nawet ówczesny Macierewicz był dla niego zbyt lewicowy. OK, przyjąłem do wiadomości. Też wolę prawicowych Amerykanow na własnej (ich) ziemi od lewicowego Macierewicza, jasne.
Poczytaj Macierewicza sprzed "afery teczkowej", to zupełnie inny Macierewicz niż ten obecny (jeśli nie widziałeś to radzę obejrzyj dokument "Lewy czerwcowy", kiedyś późno w nocy emitowany w TVP ale może gdzieś znajdziesz.
>>>Smuggler rzecze: Znam, widziałem itd. Ale Macierewicz z wczesnych lat 90-tych też mi na choćby centrowca nie wyglądał. Nieważne. Wracajmy do tematu! (Tym niemniej dziwię się, że akceptujesz ewolucję Macierewicza od "różowego" do skrajnej prawicy, a podobną w kierunku ewolucję z "czerwonego" na "bladoróżowawego" (Kuroń) traktujesz jak pies jeża. ALe nieważne - Macierewicz jest "nasz", to mierzymy go inną miarą?).
Idąc twoim tokiem rozumowania - "KOR nie był klubem ..." można by wnioskować że PZPR była polską zjednoczoną partią robotniczą - bo tak się akurat nazywała.
>>>Smuggler rzecze: mówisz "idąc za twoim tokiem rozumowania" a idziesz tradycyjnie Bóg wie gdzie (hej, mnie tam wcale nie ma!) i to zygzakiem. Nie chodzi przecież o NAZWĘ. A o idee! KOR byl czyms, co mialo pomagac represjonowanym robotnikom. Niewazne jak sie nazywal - jednoczyl ludzi szlachetnych i odwaznych, ktorzy ryzykowali swoje zdrowie, mienie i wolnosc dla innych. Tam się nie dyskutowało kto ma właściwe albo właściwsze poglądy i jakiego są koloru - tam się działało! I wielu z tych ludzi poniosło poważne konsekwencje swoich działań - działań w obronie pokrzywodzonych przez System. Opluwanie ich DZIŚ przez kogos, kto wtedy wolal sobie wojazowac po Ameryce i pisac fajne (przyznaję) ksiazki o tejze Ameryce albo Napoleonie (wiem wiem, będące druzgoczącą krytyką Systemu, tyle że dostrzegali to Wybrańcy), tudzież koegzystować sobie z System z wzajemną korzyścią jest dla mnie kurestwem. Albo "Perfidią" (w sporym nakładzie! :)) I tu zdania za skarby swiata nie zmienie.
15."Nota edytorska
Książka ta została złożona przez autora w naszym wydawnictwie w lipcu 1990
roku. Zamiarem "Officiny" było wydać "Lepszego" do końca września i
rozpocząć dystrybucję w październiku 1990. Jednakże w początkach
października autor zażądał od nas, by opóźnić dystrybucję z powodu kampanii
przed wyborami prezydenckimi. Chodziło o to, że kilka stron w "Lepszym"
zawiera zdecydowaną krytykę grupy politycznej rządzącej od roku Polską, a
grupa ta prowadzić będzie kampanię do fotela prezydenckiego. Autor
oświadczył, że tych kilka stron (strony: 170 i 177-183) mogłyby zostać
poczytane za agitację przedwyborczą, czego on sobie nie życzy, i zażądał, by
dystrybucja "Lepszego" rozpoczęła się nie wcześniej jak nazajutrz po
wyborach, czyli 26 listopada 1990 roku. Żądanie autora spełniliśmy.
Jednocześnie przepraszamy naszych odbiorców, z którymi mieliśmy umowy na
odbiór "Lepszego" w październiku."
>>>Smuggler rzecze: Ehm, przepraszam, a propos czego to argument? Dla mnie to dowód, że Łysiak oprocz tego, ze ma kompleks "bojownika", to jest megalomanem na dodatek (co mi akurat nie przeszkadza, bo twórca z reguły jest megalomanem). Wyobraźcie sobie, iż ja poproszę Qn'ika aby wstrzymał edycję tego Action Maga, ponieważ obawiam się, że ta nasza polemika może w aktualnej sytuacji Polski wpłynąć na stabilność gospodarki - wywołać wahania kursu złotego albo kryzys rządowy. Przy całej mej miłości własnej i wysokim mniemaniu o sobie - nie mogę sobie nawet tego wyobrazić. No ale Łysiak z kamienną twarzą uważa, że dla kogoś będzie ważne co on napisał w książce, która akurat miała wyjść w przedzień wyborów... MOgę tylko ponuro zarechotać. HE HE HE.
A gdzie "władze Politechniki Gdańskiej ostatnio" się dziwiły - umknął mi ten
artykuł - podajcie nr i tytuł - chętnie przeczytam.
>>>Smuggler rzecze: Niestety nie prowadze bibliografi win i tekstów Lysiaka. Mysle, że jesli zwrocisz sie do kogos z tejze Politechniki to bez większego problemu podadza ci dokladne namiary. Wiem tylko, ze cos takowego w swoim czasie czytalem. Wiem też, że me słowo to w dyskusji dowód to mierny (choć ja ci jednak czasem na takowe słowo wierzyłem :)) - ale to tylko jeden z kamyczków w wielkim murze, pod którym (w sensie moralnym) stawiam imć W.Ł. Nawet jeśli wyłuskasz ten kamień, to mur i tak jest ogromny i stoi pewnie.
16.Tow.Bierut. Ten wasz kolega nie podpisuje Bierutow k.Wrocławia tylko
"tow.Bierut"albo "Towarzysz Bierut".
>>>Smuggler rzecze: A slyszales o Marylin Mansonie? O prowokacji artystycznej? O zwykłej ludzkiej przekorze? I co, u diabła, ma nasz tow. Bierut do tematu dyskusji? Rozumiem, że pseudo ci się nie podoba. Mi się też nie bardzo podobała, czemu dałem wyraz na łamach AR (sprawdz!). Ale gdy okazało się, że ten facet ma, IMHO, niezbyt szczęśliwie dobraną xywkę ALE dobrze poukładane w głowie - xywka przestała mi przeszkadzać.
A jeśli tobie "tow.Bierut" kojarzy się
tylko z Bierutowem k.Wrocławia to trudno, nic nie poradzę. Jeśli już
"specjalnie dla mnie" chcesz go poprześladować - to zamiast się tak męczyć
poczytaj mu na głos "Czarną księgę komunizmu", mnie sprawi to dużo większą
przyjemność (choć nie wykluczam że ty wolisz "wybijanie zębów" czy "łamanie
żeber").
>>>Smuggler rzecze: O sprawianiu przyjemności (i o tym, co ją komu sprawia), i o tym co kto lubi robić itd. - może pogadamy po godzinie 22. Czytają nas nieletni. NA RAZIE MÓWMY NA TEMAT!!!
Co do "małego pikusia" to zapytaj nie mnie, ale żeby użyć twojego języka, niejakego gen. Nila, niejakiego rtm. Pileckiego czy niejakiego mjr. Łupaszkę co sądzą o "małym pikusiu". A może jesteś na tyle dzielny by pójść na zebranie Związku Sybiraków czy Żołnierzy-górników i im poopowiadać o "małym pikusiu"? Ciekawe co ci odpowiedzą?
>>>Smuggler rzecze: O ile nie będą tam ludzie pokroju "nie myśli jak ja - WRÓG!!!" to dojdzie do jakiejś dyskusji. Wszelako któryś już raz zupełnie nie wiem do czego tu pijesz. Ekstrapolując jednak twe poprzednie riposty domniemywam, że znów coś wyrwałeś z mięsem i na tym nader wątpliwym fundamencie budujesz jakieś wielkie ponure gmaszysko. Zaś sugestie co do mej dzielnosci... no comments.
17. Gdyby "wszyscy zachowywali się jak pan Łysiak" to nikt nie należałby do
PZPR, MO, SB i tym podobnych organizacji.
>>>Smuggler rzecze: Bo wszyscy siedzieliby w Ameryce i pisali książki? Ale by bylo fajnie. Albo mielibyśmy dziś 37 mln arcybojowników, z których każdy niemal własnoręcznie obalił komunizm i biegł w pierwszym szeregu itp. Dzięki Bogu większość ludzi jednak nie jest taka jak Łysiak.
No, może ty jeden pracowałbyś w Trybunie Ludu i pisał o Leninie - tylko kto wtedy chciałby to czytać? Łysiak?
>>>Smuggler rzecze: Możliwe. Albo jakis podobny mu oportunista. Tych też nie braknie, niezależnie od ustroju. A dziś taki ktoś powiedziałby, że czytał - owszem - ale tylko po to aby w swej (kolejnej) książce - pisanej w USA - obnażyć moją podłość i nicość. Tzn. to ja byłbym tym Kaligulą albo może Papa Doc'em, tylko trzeba było się tego domyśleć na podst. arcysubtelnych aluzji, które tam były zawarte. (Np. Kaligula popijałby ówczesnego Old SMUGGLERA, przywożonego dlań z mglistej Kaledonii i bardzo by się przy tym krzywił, bo napitek był OBRZYDLIWY). Zaiste. Swoją drogą dzięki za sugestię, że oportunistą nie jestem i z prądem nie płynę, nawet jeśli będę sam jeden przeciwko milionom. Sam o sobie nie jestem aż tak pięknego mniemania. Duży komplement.
I jak każdy taki komplement - raczej nieprawdziwy.
Z poważaniem
Maciej Głowacki
msg@poczta.onet.pl
ps. Jeśli wymienione w p.16 osoby nic ci nie mówią, to trudno, nic nie poradzę.
>>>Smuggler rzecze: o wyrafinowany w aluzjach Macieju! Przyznaję się: naturalnie, że nie znam tamtych nazwisk. Nawet znać ich nie mogę. Wszak są to nazwiska, które winien znać ambitny uczeń III klasy gimnazjum, a ja - jak żyję - NIGDY do żadnego gimnazjum nie uczęszczałem. I oto skutek :(. Ale skoro już mnie przyłapałeś, to przyznam się do końca. Co mi tam! Zatem: nie wiem też kim był Miłosz, Bór-Komorowski, Adam Czartoryski, Blaise Pascal, Francois Perrier, Edmund Strzelecki, Renoir, de Brahe, Maupassant, Cervantes, Eneasz, Genowefa Pigwa, Marsjasz, Banach, Keynes, La Fontaine, Henryk VII i Konfucjusz. Nie wiem (bo skąd?) czym zajmował się Proust, Lukrecjusz, Machiavelli, Morus, Galen, Dedekind, Kierkegaard, Tocqueville, Trocki, Veblen, Behring, Heisenberg, Feyneman, Toynbee, d'Annuzio, Maeterlinck, Edison, Berzelius, Maybach i Modigliani. Nie mam zielonego pojęcia co to jest Wielka Syrta, defenestracja, albedo, latimeria, stereofotogramometria, eschatologia, peryhelium, mimośród, epidiaskop, transgresja, dyfymacja, lipaza, archiwolta i kontrasygnacja. Zupełnie nie wiem do czego służy teodolit, awal, mikrometr, stroboskop, helikon, bakan, minbar, liwerant, nefoskop i plektron. O wytrzeszcz oczu i ból pustej głowy przyprawia mnie pytanie czym się różni chordofon (szarpany) od dyktafonu - albo trele od moreli. Nawet nie próbuję zgłębić swym płytkim jak wyschnięta kałuża umysłem ileż to człowiek może mieć naraz siniaków albo o czym myśli (zakładając, że myśli) zmartwiony niezamęściem wieloryb. Zupełnie nie potrafię wyjaśnić czemu to mówi się "szewc" i "krawiec" a nie "krawc" i "szewiec". Nie wiem ani nawet się nie domyślam jak brzmiałby początek "Księgi dżungli" Kiplinga gdyby w momencie jej pisania autora brzuch bolał.
Ale mimo tych KARYGODNYCH braków w wykształceniu (uspokajam - faktycznie nic na to nie poradzisz) coś JEDNAK wiem. Otóź WIEM, wiem DOKŁADNIE kto tu się takim zagraniem potężnie wygłupił. Jak to pisałeś? "Trudno, nic nie poradzę". Otóż to. Sam sobie strzeliłeś właśnie samobója. I to nie pierwszego.
Trudno, nic na to nie poradzę.
* * *
I jeszcze jedno pytanko na koniec: ile lat wasc przezyl pod komunizmem? Bo ja - wiekszosc swego zycia. To niby nic ale w znaczący sposob wplywa na odbior i interpretacje rozmaitych informacji. To nie to samo, gdy sie o tym czyta w ksiazkach (słusznych książkach, słusznych autorów) - i gdy sie tego samemu doswiadczało. Co innego czytać i mówić o "ledwie zipiącym socjalizmie w latach 80-tych" lub coś w tym stylu - czy o "pozornych represjach", a co innego poczuć gdzięs w okolicach 1985 jak bojowa pałka "ledwie zipiącego" zomowca (drewniana, 1 m długosci) wali cie po plecach i nerkach. I gwoli jasności - ja się tu nie mam za bojownika i kombatanta. Nie twierdzę, że miałem JAKIKOLWIEK wkład w obalenie komunizmu. Nie oczekuję podziwu, współczucia, uznania i laurów. Ale choć C_O_Ś wtedy robiłem. Bardzo niewiele. Ale coś. Trochę zadym z ZOMO, parę rozrzuconych ulotek. Jedno porządniejsze spałowanie. Ale nie milczałem, nie emigrowałem, nie stchórzyłem do końca i bez reszty. Nie merdałem ogonkiem, żeby mi w miseczkę wrzucili szynkę zamiast pasztetowej. I dlatego czuję, że mam moralne prawo by wypowiadać się na temat pana Ł.
A ty?
Ps. Aha. Czemu w swej polemice pominąłeś skrzętnie pewne akapity (vide rezygnacja z pisania felietonów w nielegalnych wydawnictwach)? Jak rozumiem (vide pkt 7) - nie miałeś na podorędziu nic, co by pana Ł. usprawiedliwiało? Wcale się nie dziwię. Też bym nie miał.
Pss. Niniejszym ogłaszam też, że kończę dalszą dyskusję z mej strony na temat Łysiaka. Temat niewart większego zachodu, a zresztą wszystko już zostało powiedziane - "reszta jest milczeniem" (*). Choć naturalnie nie oznacza to, że NIE przeczytam Twego ewentualnego komentarza do tego tekstu. Jasne, że przeczytam! Ale nic więcej.
Psss. A jeśli uznasz, że i ja sam w swej polemice nie trzymałem się ściśle wymienionych na początku regułek - to masz rację. Faktycznie, też je naruszałem. Ale chyba rzadziej i w dużo mniejszym stopniu. Cóż, nikt nie jest doskonały. Przy czym chcę zauważyć, iż sam fakt że JA grzeszę nie usprawiedliwia TWOICH grzechów. Amen.
Smuggler
(*) - Hamlet, przekład St. Barańczaka, Wyd. Literackie Kraków, wydanie III, str. 112, wers dwunasty od dołu, mniej więcej na 2/3 wysokości kartki. Jak ktoś tego nie wie, to nie jest moja wina. A przy okazji pokazuję wam, że JA wiem. Podziwiajcie moją wiedzę :).
ROT-13
N gnx ancenjqę gb cbmn vasbeznpwą, żr gb m Unzyrgn, gb erfmgn wrfg j 100% zbvz jlzlfłrz. Pupvnłrz fvę cbcvfnć rhehqlpwą nyr avr pupvnłb zv fvę cbfmhxnć grw fmghxv j qbzbjrw ovoyvbgrpmpr.
Yravjl wrfgrz, avp an gb avr cbenqmę, :).