Jak zwykle przeklęta godzina, trzecia nad ranem. Po głowie plątają się myśli o końcu, spokoju, ciszy. Mysle już teraz właściwie tylko o tym co by było... co by byo gdy by mi się udało... brak uczuć, nic już nie boli, nie ma tego głupiego przeświadczenia że jeszcze warto się starać... nigdy nie było warto... ani dla siebie, ani dla ciebie, ani dla nikogo innego. To wszystko jest okupione zbyt dużym bólem. Bo jeżeli znasz uczucie lotu, unoszenia się dalko, zapomnienia, ... czy możesz żyć przykuty do ziemi kiedy znasz smak wolności? To zbyt dużo. Jeżeli teraz latasz... , od razu, bez namysłu powiesz "warto", " ja potrafie"... to tylko złudzneie. Kiedy lecisz masz uczucie siły... potrafisz wszystko i możesz wszystko.... ale nie bierzesz pod uwage że ona może ci złamać skrzydła.... jednym tylko cichym szeptem.... "to koniec".... Co wtedy zrobisz.... latający człowieku. Szybując wysoko w górze, spostrzeżesz że to tylko iluzja, to wszystko się rozmyje, zniknie! Bezkres chmur dokoła zmieni się w czarną ziemie, niebieskie niebo w czarne sklepienie mordoru... powietrza nie będzie.... nagle zabraknie powietrza. Coś co do tej pory było oczywiste stanie się nierealnym marzeniem.... wyginasz się w skurczu, ta siła... , to uczucie... , ono cię rozsadza od środka... nie potrafisz nad nim panować, nie masz siły, i kończysz jako upadły smok. Ty który jeszcze tak nie dawno szybowałeś wśród chmur, majestatycznie, nie zwracając uwagi na śmieszne robaki gdzieś w dole, teraz stałeś się jednym z nich. Ty, tak wielki tak potężny, teraz jesteś nikim, garstką pyłu która nie może zapanować nad konwulsjami swojej powłoki. Jesteś nikim, nigdy nic nie znaczyłeś, i pewni nigdy juz znaczyć nie będziesz, wyrwany ze swojego snu... czy nadal jesteś wszechmocny? Czy nadal myślisz naiwnie "mogę wszystko!" ? Tak włąsnie myślisz... ale to normalne dla tych którym nikt skrzydeł nie odebrał.... RED_like_dragon_fall