::::::::ARTYKUŁY::::::::Jak zainteresowałem się muzyką filmową?::::::::autor: gombo
Dawno, dawno temu w zamierzchłych czasach słuchałem różnego rodzaju muzyki. Począwszy od ciężkiego metalu poprzez rap i hip-hop, a skończywszy na popie i techno. Jak widać było tego sporo, lecz żaden z w/w gatunków nie sprawił, że zatrzymałem się przy nim na dłużej, żadna melodia nie zostawała w mojej głowie dłużej niż kilka minut. Więc szukałem...Szukałem takiej muzyki, która mogłaby mnie zadziwić, wzruszyć, rozśmieszyć. Szukałem długo, ale w końcu znalazłem...:)))
Tak możnaby określić moje początki jako fana soundtracków. Można powiedzieć, że to był kompletny przypadek, iż właśnie muzyka filmowa pochłonęła mnie bez reszty. Pamiętam była to zima 1999 roku. W kinach leciało wtedy "Ogniem i mieczem" Jerzego Hoffmana. Szedłem przez moje piękne miasto ;))) i wstąpiłem do sklepu muzycznego. W oko wpadła mi płyta z muzyką właśnie do filmu Hoffmana. Skomponowany przez Krzesimira Dębskiego soundtrack odrazu mi się spodobał. Więc czym prędzej pobiegłej do domu i wyżebrałem ;))) od mamy te kilkadziesiąt złociszy na płytkę.
W tamtym okresie
naiwnie sądziłem, że polscy kompozytorzy są najlepsi w swoim
fachu. Jakże się pomyliłem...
Nastała jesień `99 i na ekrany kin weszła długo oczekiwana
część trylogii gwiezdnych wojen Georga Lucasa. Jako zapalony
kinomaniak poszedłem oczywiście obejrzeć ten film i srodze
się zawiodłem. Kolejnym krokiem był zakup soundtracka maestro
Johna Williamsa. To co usłyszałem przeszło moje najśmielsze
oczekiwania. Wspaniały temat przewodni, kapitalne sekcje
instrumentów dętych. To była, bez przesady, WIELKA muzyka.
Dębski poszedł w odstawkę. Teraz królował Williams. Wtedy
myślałem, że jest on najlepszy. Oj, jakże się myliłem...
Dokładnie rok od premiery "Ogniem i mieczem" w moje łapki wpadła ścieżka dźwiękowa z "Titanica" Jamesa Camerona. Gdy go przesłuchałem dosłownie szczęka mi opadła na poziom podłogi i nie chciała się podnieść przez następne kilkanaście dni. Oszołomiony potęgą tej muzyki słuchałem jej codziennie po kilka razy. I zadawałem sobie pytanie kto to taki ten James Horner. Uwierzcie, że ten jeden soundtrack wystarczył mi na pół roku słuchania i wcale, ale to wcale mi się nie znudził. W czasie wakacji trafiłem na stronę poświęconą Hornerowi, gdzie autor opisywał różne soundtracki tego kompozytora. Nie namyślając sie długo pobiegłem do najbliższego sklepu muzycznego, celem sprawdzenia jakie płyty Hornera są w sprzedaży.
Od tamtego czasu minął już rok. W swojej kolekcji mam około 30 ścieżek dźwiękowych. Po początkowej fascynacji partyturami Hornera, z czasem zacząłem także odkrywać innych kompozytorów: Hans Zimmer, James Newton Howard, Eric Serra. Każdy z nich mam swój styl pisania muzyki filmowej, każdy z nich na swój własny sposób interpretuje każdy kadr filmu i tworzy do niego podkład muzyczny. To ich wyróżnia. A co ich łączy? Łączy ich miłość do muzyki filmu, miłość, która i mnie powoli dopada ;))).
gombo