::::::::ARTYKUŁY::::::::James Horner podczas tworzenia muzyki do Star Trek III: The Search For Spock
Muzyka Jamesa
Hornera do Star Trek III: The Search for Spock jest, tak jak sam
film, bezpośrednią kontynuacją tego co napisał do Star Trek
II: The Wrath of Khan. Mimo że jest tu przewaga muzyki ekscytującej
podczas sekwencji bitew, Star Trek III jest jednak filmem o
samych bohaterach. "Używam kilka tematów i przerabiam je
na różne sposoby", komentuje Horner. Podczas pisania
muzyki do drugiego Star Trek'a, kompozytor już wtedy przewidywał
ponowne użycie konkretnych kawałków muzyki (temat Enterprises
i Kirk'a), w następnym zbliżającym się sequelu.
Dwa główne tematy (dominujące w muzyce) które Horner
"utkał" z poprzedniej partytury to temat Genesis oraz
temat Spock'a. Horner nie używał nadmiernie głównego tematu
jaki skomponował dla Star Trek II; to właśnie temat Genesis
posłużył jako główna muzyka pojawiająca się podczas
pokazywania krajobrazu mistycznej planety Genesis. Muzyka pod
napisy końcowe z poprzedniego filmu została niemalże bez zmian
nałożona na napisy do Star Trek'a III.
Horner także rozszerzył temat Spock'a - czego nie miał
sposobności zrobić w poprzednim filmie - aby wprowadzić
egzotyczne uczucie, tysiącletniej kultury i spuścizny Spock'a
oraz mistycyzmu Vulcan'a, który odgrywa główną rolę w tym
filmie.
Horner napisał także coś co opisał jako "perkusyjny i
atonalny" temat dla Klingon'ów. "Nie wiem jak jednym słowem
można to scharakteryzować", mówi Horner. To jest oczywiście
bardzo różniący się od innych temat. Ten film poświęca
wiele miejsca Klingon'om, więc jest w nim wiele muzyki Klingon'ów.
Horner czuje że jego muzyka do Star Trek III jest lepsza w porównaniu
do poprzedniego filmu. "To było dwa lata temu. Miałem
wtedy dwadzieścia siedem i pół roku kiedy napisałem Star Trek
II a teraz mam trzydziestkę. Więc wiele czasu minęło, i
dlatego myślę że muzyka do Star Trek III jest zdecydowanie
lepsza od Star Trek'a II. Jest to dużo bardziej interesująca
muzyka i, dla mnie, dużo piękniejsza i bardziej emocjonalna niż
ta w Star Trek II."
Tak jak podczas wszystkich filmów, Horner podchodzi do pisania
muzyki z uwagą na to jakie uczucia dany film przedstawia.
"Nastrój filmu dyktuje główne dźwięki w mojej głowie,
i to jest to co próbuję połączyć w odpowiedni sposób zanim
zacznę wymyślać melodię i inne tego typu rzeczy. Staram się
znaleźć orkiestracje dla filmu, która w sposób muzyczny
przedstawi to co chcę".
Horner powrócił do pisania muzyki dla Star Trek III, aby spełnić
obietnicę - jaką złożył producentowi Harve'owi Bennet'owi po
Star Trek'u II - że napisze muzykę do następnego sequela jeśli
takowy powstanie. "Miałem mieszane uczucia odnośnie
robienia epickich partytur. Ostatnio starałem się robić więcej
małych i subtelnych filmów, niż takich epickich blockbusterów,
ponieważ lubię to co mogę zrobić z małymi filmami. One są
dla mnie bardziej interesujące".
Takie podejście Hornera do dużych filmów jest rezultatem tego
że nie zawsze dostaje kompletnej swobody podczas komponowania.
Jego zdaniem producenci generalnie kojarzą epickie filmy z
tradycyjną symfoniczną muzyką, ponadto wysokie koszta takich
filmów sprawiają że producenci nie pozwalają sobie na
eksperymentowanie z egzotycznymi kompozycjami.
'Mówiąc o swobodzie komponowania - w Star Trek'u nie było to
możliwe ze względu na wiele z góry ustalonych reguł -
powiedzmy że miałem do zrobienia całkiem nowy kosmiczny film,
jakkolwiek by się nazywał. Jeśli chciałbym zrobić coś
bardziej w stylu muzyki awangardowej użytej w 2001, musiałbym
bardzo mocno przekonywać filmowców aby mi na to pozwolili. Oni
chcieliby abym zrobił coś bardziej tradycyjnego".
Horner wskazuje na sekwencję Widow's Web z Krull, jako przykład
sytuacji gdzie miał w jakimś stopniu swobodę komponowania.
"Użyłem wielu głosów i niesamowitego materiału, i takie
pisanie muzyki mnie fascynuje", mówi. "najważniejszą
rzeczą jaka mnie interesowała w tej sekwencji to nie był
ukazujący się pająk, ale całe to uczucie mistyczności.
Zawsze staram się przekonać filmowców aby pozwolili mi
wytworzyć mistyczne uczucia. Pająk był sytuacją gdzie miałem
zezwolenie na zrobienie tego rodzaju muzyki. Nawet gdy ukazał się
pająk, mistyka była częścią całego filmu. To niebyła w dosłownym
znaczeniu muzyka pająka-potwora. Jednak takie rzeczy zdarzają
się bardzo rzadko, ponieważ filmowcy są osobami bardzo
konserwatywnymi".
Innym filmem do którego Horner miał napisać muzykę był
Streets of Fire Walter'a Hill'a. Muzyka Hornera została jednak
odrzucona i zamieniona na rockową muzykę Ry Cooder'a. Jest to
kolejny przykład problemów związanych ze swobodą kompozycyjną.
"Muzyka jaką napisałem do Streets of Fire była bardzo
perkusyjna i impulsywna. Użyłem rozmaitych egzotycznych
instrumentacji. Oni zadecydowali abym zrezygnował z takiego
brzmienia. Oni chcieli czegoś trochę bardziej tradycyjnego, i
wzięli pod uwagę muzykę rock'n'rollową lat pięćdziesiątych".
Według Hornera problemy z muzyką do tego filmu wynikały z jego
skłonności do eksperymentowania. "Robiłem coś bardzo
ryzykownego w Streets of Fire. Myślałem że to wspaniale zadziała
we filmie, i prawdę mówiąc wszyscy tak myśleli. Jednak po
tygodniu przemyśleń na ten temat, reżyser zasugerował że
chyba posunąłem się za daleko. Teraz jest różnica między
"posunięciem się za daleko" i zrobieniem muzyki
rock'n'rollowej lat pięćdziesiątych!".
Star Trek III, tak jak inne duże filmy Hornera, dały
kompozytorowi sposobność do robienia muzyki pod pierwszorzędne
sekwencje efektów specjalnych: "Lubię pisać muzykę pod
efekty specjalne, ponieważ one są bardzo ekscytujące podczas
oglądania". Horner wyraźnie rozumie wagę muzyki w
eksponowaniu efektów. Jego muzyka podczas sekwencji ucieczki
statku Enterprise zamykającego kosmiczne wrota w Star Trek III
jest potężna, pobudzająca obraz do życia.
"Muzyka jest bardzo skondensowana aby nadążała za
obrazem, i to jest duże wyzwanie: napisanie muzyki która jest
tak samo wspaniała dla uszu jak wspaniały jest obraz dla oczu.
Gdy statek Enterprise startuje, manewrując, to wspaniale jest
napisać do tego coś wielkiego, ponieważ to jest w pewien sposób
bardzo romantyczne, piękny statek kosmiczny - w zasadzie to jest
właśnie to. Staram się wykorzystywać takie sceny kiedy tylko
mogę".
Tak jak podczas Star Trek II, oboje, producent Harve Bennet i reżyser
(w tym przypadku Leonard Nimoy) byli bardzo zaangażowani wraz z
Hornerem w muzykę. Horner przeprowadził czterogodzinną rozmowę
z Nimoy'em, w której dyskutowali o muzyce, i doszli do wniosku
że w niej powinna być zawarta romantyczna i wrażliwa strona
muzyki ze Star Trek II, jako przeciwieństwo
"bombastycznych" kawałków, które były ważne dla
Star Trek III. Mimo ograniczeń związanych z następnym dużym
filmem, Horner nie wyraził niezadowolenia z pracy nad projektem.
"Star Trek jest tym czym jest. Nigdy nie stanie się największym
darem Boga dla człowieka, przenigdy. Star Trek jest rodzajem
filmu, dla którego studio nie wyda nawet 50 milionów dolarów.
Oni mają ustalony budżet i plan do wykonania. Myślę że Star
Trek III jest najlepszym filmem ze wszystkich części. Jest
zrobiony z uczuciem i pewną wrażliwością. Jest zrobiony przez
kogoś kto zna postacie filmowe dużo bardziej dogłębnie niż
ktokolwiek inny, może z wyjątkiem Gene Roddenberry. Fakt że
Leonard Nimoy wyreżyserował ten film, daje mu pewnej lekkości,
która niemożliwa by była do uzyskania przez kogoś innego.
Praca z nim była fascynująca".
Innym ostatnim filmem Hornera stworzonym na krótko przed trzecią
częścią Star Trek'a był Brainstorm w reżyserii Douglas'a
Trumbull'a. Napisanie muzyki pod różnorodne sekwencje wizualne
dla tego filmu stawiało niezwykłe wyzwanie dla Hornera jako że
był poproszony o muzyczny opis śmierci jednak nie w dosłownym
sensie. "W filmie takim jak Brainstorm, masz efekty
specjalne które są bardzo różnorodne. Obraz w porównaniu ze
Star Trek jest awangardowy". Pomysłem Hornera na przybliżenie
Brainstorm było nadanie sekwencjom śmierci uczucia
"powrotu", poprzez wcielenie w nie muzyki z różnych
wieków. "Sporo tej muzyki, która brzmi atonalnie, jest w
rzeczywistości kombinacją różnych typów muzyki, które
napisałem w różnych stylach, odgrywając je jednocześnie aby
wytworzyć ten niesamowity efekt. Słyszysz chór a później już
go nie słyszysz. Słyszysz niekotonowe grzmoty i wrzaski, a
potem słyszysz innego rodzaju chór. Trudno to wyjaśnić, ale
to jest to co chciałem zrobić, dać uczucie powracania".
Artykuł pochodzi z www.james-horner.stopklatka.pl | Tłum. Radek Poznańczyk