Tomik wierszy Marcina Ostrowskiego  Wiersze Kickboxerki

Obojętność świata tego

I znowu z za chmur wysuwa się słońce
Ale zimne, choć gorące.
Potem żywioł na nowo ten się kryje
własnym życiem żyje.

Mijam tych, zdolnych do czynu wielkiego
Patrząc nie widzą niczego.
W ciepły słoneczny dzień służą pomocą
Ale odmawiają nocą.

Do proszących grzecznie się uśmiechają
Jednak na przód swoje mają.
A sami będąc w olbrzymiej potrzebie
Myślą więcej, niż o chlebie.

Czy istnieją ci, którzy innym dają
Choć sami niewiele mają?
Dlaczego oczy wciąż swe zamykacie
I o innych już nie dbacie?




Miłość zabija

Czemu tak bardzo ranić mnie
lubisz? Już sama nie wiem.
Czy da się bardziej me złamać
serce? Spróbuj nie kłamać.

Czemu wierzyć mi nie chcesz?
Przecież ja Cię kocham - Ty wiesz.
Ty chyba kochasz mnie raczej
nienawidzić. Lub inaczej:

Nienawidzisz osoby mej
kochać. No, dalej, śmiej się, śmiej!
Drwij sobie z mego uczucia
Padnę na ziemię bez czucia.

I wydam z siebie tylko cichy jęk.
Zaoszczędzisz mi innych męk.
Bez Ciebie i tak umierać bym musiała,
Tylko wolniej, niż bym chciała.





Miłość- rana śmiertelna

Uderzasz mnie -
Czuję ból niesamowity
Mam brzuch przeszyty

Ranisz mnie -
Serce przestaje bić
Nie chce mi się żyć

Zabijasz mnie -
Zbyt duża rana
Padam na kolana

Dobijasz mnie -
Kochałam Ciebie
Osuwam się na ziemię

Zostawiasz mnie -
Wołać Cię chcę
Lecz tylko niemy krzyk wydobywa się...




Muszę

Muszę spróbować nie patrzeć na niego 
I olewać go na całego.
Ale jak ja nie patrzeć na niego mam
Jeśli pod me oczy wchodzi sam?

Muszę z myśli wymazać go całego
Nie pamiętać imienia jego
Ale jam mam wymazać go z pamięci
Gdy nie mam wcale na to chęci?

Muszę usunąć go z serca mojego
Udawać, że nie znam takiego.
Ale jak go usunać z serca mego
Gdy ono wcale nie chce tego?

Nie, nie potrafię go sobie zasłonić
Przed miłością nie da się bronić.
Prędzej gwiazd zabraknie na czarnym niebie
Niż miłość odrzucę od siebie.




Umieram

Wstaję, jest rano, niedziela
Piszę list do przyjaciela
W kościele się spowiadam
Na kolację jabłko zjadam
UMieram

W szkole zdobywam wiedzę
Zakochuję się w koledze
Raz się cieszę, raz mi smutno
Raz się bawię, raz mi nudno
UMIeram

Widzę w lustrze swe odbicie
Przymierzam nowe okrycie
Oczy, usta maluję
Na imprezkę się szykuję.
UMIEram

Rano wyrzucam śmieci
Gotuję obiad dla dzieci
Sprzątam me małe mieszkanie
I zarabiam z mężem na nie
UMIERam

Córkę za mąż wydaję
Sama babcią się staję
Wnukom swoim dogadzam
Mężowi spać przeszkadzam
UMIERAm

Wreszcie staro się czuję
W aptece leki kupuję
Laska o chodnik stuka
A do mnie już śmierć puka
UMIERAM




Ty tego nie widzisz

Patrzysz na mnie tak obojętnie
A ja Cię kocham tak namiętnie
Całe życie przy Tobie idzie w zapomnienie
Ku Tobie kierowane jest każde westchnienie

Obdarzasz mnie zimnym spojrzeniem
Odpowiadam smutnym westchnieniem
Na Twój widok o wiele szybciej serce bije
I nie wiem, czy jestem tutaj, czy jeszcze żyję.

Udajesz, że mnie tu nie widzisz
Zdaje mi się, że się mnie brzydzisz
Tylko dla Ciebie dokonać mogę wszystkiego
Chcesz - zabiję się, jeśli pragniesz właśnie tego.

Dla Ciebie nie istnieć mogłabym
Bardzo nie przejmowałbyś się tym
Czego sobie życzysz, mów, proszę, powiedz śmiało
Zrobię to, jeśliby nawet bardzo bolało.

Jeśli pragniesz - zabiję sibie
Dłużej nie mogę żyć bez Ciebie
Powiesz: idz, pójdę; zabij, zabiję; stój, stanę
Pokochaj mnie albo zadaj śmiertelną ranę.


Kickboxerka