Nocą krzyk obudził ściany, szybkie kroki, cichy jęk
Rano w windzie usłyszałam słowa: Znów o jednego mniej.
Krew na schodach, krew na szybie,
ścierał szmatą zaspany cieć
I przechodząc pomyślałam, że to przecież
Ty mogłeś być.
Teraz wiesz dlaczego zawsze noszę broń
Noszę ją chociaż mnie pali
Teraz wiesz dlaczego zawsze noszę broń
Noszę by Ciebie ocalić!
"Dlaczego noszę broń" Anja Orthodox / Closterkeller
Zobaczymy się jutro, jeśli dożyję
Nie jestem optymistą. Każdy, kto mnie zna wie, że optymizm jest rzeczą, o którą nie można mnie posądzić. Zresztą, każdego dnia widzę rzeczy, które tego optymizmu mnie pozbawiają. Widzę je wszędzie. W telewizji, gazetach, na ulicy, słucham o nich w radiu.
Jest w ludziach coś, co nie pozwala im spokojnie żyć. To samo wyzwala w nich też chęć do zakłócania życia innym. Taki mechanizm, który gwarantuje, że zawsze gdzieś, coś będzie się działo. Niedobrze, gdy przez nadmiernie długi okres czasu jest spokój. Niedobrze, gdy nie ma czego się bać i o co martwić.
Myślę sobie, że nam nie są potrzebne maszyny ani komputery, które kiedyś doprowadzą do naszego upadku. Świetnie sobie z tym poradzimy bez ich pomocy. Mamy to w genach. Jest to dziedzictwo naszego gatunku. Gwarancja na to, że na Ziemi nie dojdzie do przeludnienia.
Nie jestem człowiekiem, którego łatwo przestraszyć. Trzeba się mocno napracować, żebym wpadł w panikę, a czasami nawet największy wysiłek nie gwarantuje sukcesu. Potrafię sobie radzić w różnych sytuacjach i na różne sposoby. Lubię jednak czuć się bezpiecznie. Wiedzieć, że nie pocałuję ziemi tylko dlatego, że wyszedłem na ulicę. Niejednokrotnie zdarza mi się wracać do domu późną nocą. Chciałbym wtedy wiedzieć, że na pewno do tego domu wrócę. Wsiadając do autobusu pomyślałbym chętnie o tym, że jutro mam wolne i się wyśpię. Naprawdę nie mam dużych wymagań. Coraz częściej jednak dochodzę do wniosku, że powinny one leżeć na tej samej półce, co niemożliwe do spełnienia marzenia. Zadam tylko jedno pytanie: Dlaczego?
Tak, wiem, że dla wielu ludzi jest ono zbyt trudne i nawet nie spróbują na nie odpowiedzieć. Dla nich przecież takie życie, to chleb powszedni. Skradzione radio a najlepiej cały samochód. Wybity ząb, chociaż lepiej sprawdza się nóż w żebrach. Można też walnąć czymś ciężkim w głowę, nawet poprawić kilka razy, żeby była gwarancja, że delikwent się już nie ruszy. Z tym jednak jest już problem, bo się pobrudzić można. Najlepszy i najbardziej skuteczny sposób, to zastrzelić. Narobi się trochę hałasu, ale czas zaoszczędzony na kilkukrotnym okładaniu osobnika "bejsbolem" można przeznaczyć na ucieczkę z miejsca "wypadku".
Powiem wam szczerze, w dupie mam taki interes. Wiecie dlaczego przestałem chodzić na nocne imprezy? Bo wokół mnie jest wielu ludzi, którzy tak właśnie myślą. Jeśli to w ogóle myśleniem można nazwać. Żyję wśród ludzi, którzy za grosz wyobraźni nie mają!
Nie zdarzyło mi się dostać kijem. Nawet jeszcze nie zdarzyło mi się, żeby mnie ktoś na ulicy okradł. Nie wiem jednak, czy jutro wracając z pracy nie zdarzy mi się coś takiego. Każdy dzień, w którym opuszczam dom może być tym ostatnim. Nie lubię o tym myśleć, ale muszę.
Nie obawiam się tego, że jakiś gówniarz na ulicy do mnie podskoczy. Sprzedam mu takiego kopa, że jeszcze przez długi czas będzie myślał o swojej dupie, jak o źródle najgorszych cierpień. Obawiam się jednak, że ten gówniarz, podczas lotu na księżyc zdąży wyciągnąć coś, co ma dalszy zasięg niż moja noga i na tym skończy się moja egzystencja na tym ziemskim padole.
Unikam takich sytuacji, bo nie są mi do szczęścia potrzebne.
Lubię łazić w nocy po mieście i chcę to robić! I chcę mieć do tego prawo! Żadna ulica nie należy do żadnego z gówniarzy, którzy nie wiedzą co z wolnym czasem zrobić! Mam ochotę tędy przejść i zrobię to! Są jednak chwile, w których muszę z tego zrezygnować, bo banda szczeniaków już z odległości dwustu metrów dzieli na mnie łup. Mam kawałek wyobraźni i wiem, że będę musiał się ostro napocić, żeby nie stracić tego, na co pracowałem. Do rzeczy, które posiadam jestem mocno przywiązany, dlatego wolę pójść okrężną drogą, ale za to pewną. A już na pewno pewniejszą, niż ta, którą zamierzałem przejść na początku.
Nie wiem jak wy, ale jestem tym już mocno zmęczony. Ciągle ktoś, gdzieś, kogoś innego pierze po mordzie. Bez przerwy słychać i widać, że w tym lub innym mieście, na tej lub innej ulicy zginął człowiek. Pobity, okradziony.
To za mało, bo nawet nie wiem czy w trakcie przechodzenia przez parking nie rozerwie mnie bomba umieszczona, w którymś ze stojących samochodów.
Jak tak dalej pójdzie, to będę zaczynał dzień od przeglądania nekrologów w gazetach. Tak, żeby się upewnić, że nie ma tam mojego nazwiska, bo przecież niczego już nie można być pewnym.
Szczególnie, że nawet gdzieś tam na górze, na stołkach, które może niektórzy z was będą grzać, ciągle ktoś kombinuje nad nowymi możliwościami skrócenia ludzkiego życia. Chemia, biologia, cuda, magia i polityka. Na całym świecie. Jedni walczą o wolność, inni o wolność wyznania. Rozjemcy w granatowych hełmach walczą po to, żeby zwaśnione strony pogodzić. Zostawić ich tak przecież nie można, bo się pozabijają. Lepiej, jak oni to zrobią. Tak wciąż i bez przerwy, w mniejszej lub mniejszej skali, ale zawsze coś, gdzieś się dzieje.
Każdy z nas ma kilka możliwości. Może umrzeć, zostać kaleką, pójść do więzienia lub po prostu spokojnie i bezpiecznie wrócić do domu. Najbardziej podoba mi się ta ostatnia opcja.
A wam?
Eddie
eddi@GO2.pl