Przeczytałem już niejeden tekst i niejedną dyskusję w AM. Starałem się analizować te wypowiedzi, zastanawiałem się nad przesłaniem, które autorzy chcieli w nich zawrzeć. Dyskusje na tematy dotyczące ludzkich zachowań i odruchów szczególnie mnie zajmowały. Niestety ogromna ich część dotyczyła wad społeczeństwa i niemoralnych zachowań ludzkich. Czytanie tych artów było niejednokrotnie przytłaczające, gdyż dotyczyły one mnie samego (np. duże wrażenie wywarł na mnie art. DajMonJon-a- "Samotność") oraz zjawisk, które sprawiają, iż przepada gdzieś moja wiara w ludzi, choć zarazem pojawia się iskierka nadziei, że jeszcze może nie wszystko stracone jeśli ktoś to zauważył i opisał w, często, niebanalny sposób. Nieraz podążałem za myślą autora i starałem się wysunąć własne wnioski na dany temat... Aż pewnego razu przez głowę przemknęła mi pewna myśl: PO CO ? Po co analizować ludzkość, po co starać się zrozumieć zachowania, o których tak naprawdę nie mamy zielonego pojęcia!? Przecież nie wiemy nawet kim tak naprawdę jesteśmy! Dlaczego ktoś próbuje wypowiadać się na tematy, na które wypowiadać się miała by prawo tylko Istota, która stworzyła wszechrzecz, a co za tym idzie- także nas? Nawet jeśli (mam taką cichą nadzieję...) istnieje, to skąd może wiedzieć że jest wszechwiedząca, że nie ma nic poza obrębem możliwości jej poznania, poza czasem, materią, wymiarami, w których istnieje lub ma możliwość istnieć? Oczywiście tego też nie mogę wiedzieć. Możliwe, że to wszystko jest dziełem przypadku i nie ma wcale żadnej "Istoty", ale przecież "przypadek" tez nie wziął się sam z siebie. "Wiem, że nic nie wiem". Nie można oceniać świata kategoriami "dobro-zło", gdyż są to odczucia subiektywne dla każdego człowieka i każdego rozumnego Istnienia. Choć, z drugiej strony, nie mamy możliwości oceniać go inaczej... Skąd wiesz człowieku, że niedawny atak terrorystów na Stany Zjednoczone nie zapobiegł, na przykład, zagłady całej ludzkości w następnych latach jej istnienia? Zapewne większość z was potępia ten czyn, ja również, gdyż jestem tylko zwykłym człowiekiem, lecz potrafię dostrzec w tym dzieło przeznaczenia, którego istnienia nie jestem pewny, ale w nie wierzę. 
Dla mnie to co wydaje się z początku czarne, po dłuższym zastanowieniu staje się coraz jaśniejsze, nabiera odcieni szarości, a po chwili dzieje się rzecz niesłychana- zaczyna nabierać żywych kolorów, aby w końcu wybuchnąć całą gamą barw i odcieni...
Wiem, że tym krótkim artem przeczę zaprzeczam samemu sobie, ale jak już wspomniałem jestem zwykłym człowiekiem i w mojej naturze leży analizowanie mojego bliższego i dalszego otoczenia(<:)). Zresztą może to wszystko nie istnieje, może to tylko ekstremalnie zaawansowane VR?... Może ten świat, który tak bardzo staramy się zrozumieć wcale nie jest prawdziwy? Tylko co to znaczy "prawdziwy"...
W bezchmurne letnie noce lubię patrzeć w niebo, na gwiazdy. Szkoda , że już nie ma ich tam tyle co kiedyś...


[BATON]