Komercja


        Idę sobie ulicą mojego, pięknego i zaniedbanego, miasta, rozglądam się, aż tu nagle witryna sklepowa.
Cóż to był za siok. Odwracam głowę, a tam jeszcze jedna i jeszcze. Ze zgrozą spostrzegłem, że, jak ulica długa i szeroka, okna wystawowe są wszędzie. Starając się nie dostrzegać tych okropieństw szedłem dalej. Idę sobię, idę (coś długa ta ulica, nie?), a w moich uszach coraz głośniej rozbrzmiewa reklama sklepu obuwniczego. Ale nic to, idę dalej. A tu zmiana banana, sklep muzyczny reklamuje nową płytę Kai "Klangirl" Paschalskiej. Szczerze mówiąc wolałem buty, a tak w ogółe to żałuję,
że umyłem uszy. Potem znowu zmiana (szpak kopie bociana), Brathanka śpiewa, żebym ją kochał w swetrze.
(Nic nie mówię, że w cieniu 30 stopni, pot się leje strumieniami, zresztą ja, choć mam okulary, widzę wystarczjąco dobrze)
Na moje szczęście dotarłem do celu, czyli do hipermarketu reklamowanego w regionalnej TV. Jestem w środku, wielki napis "Witaj szkoło" trochę mnie odstraszył, no ale tyle tu promocji, "tanich" rzeczy i co najważniejsze "Air kondyszyn", znaczy się klima. Kupiłem sobie moje ulubione piwko ("Holsten" dla ciekawych, smaczne, ale tylko 5,5% :(), jedno bo jest diabelnie drogie. Ruszam w drogę powrotną. Mijam te same wystawy. Na nieszczęście sklep muzyczny nadal puszcza reklamy. przez swoje mocne kolumny. Dla odmiany jest to boski Enirqu(p)e w duecie zzz no tą krową na A , jakoś Augiluera.
Uciekam, ale dochodzi mnie jeszcze dźwięk mojego ulubionego Riki Tiki'ego. Znalazłem się w domu (tyz mam "Air kondyszona", otworzyłem chłodziarkę). Zasiadam w wygodnym fotelu, otwieram moje cenne piwko i włączam TV.
Na ekranie pojawia się znajmoma Brathanka, ale tym razem obiecuje, że odda mi się dopiero po ślubie
(wcześniej jakoś brak ślubu jej nie przeszkadzał).
Zmieniam kanał i kogo widzę, moją ulubioną Brathankę (uparta dziołcha).
Kolejna zmiana kanału i ... cóż kanał. Ale tym razem to nie Halinka, czy też może Helenka (czort ją tam wie),
ale Enrique spoglądający, niby, że ukradkiem, Wetchnął Hjuston za dekolt. Mała irytacja?
Pilot w łapy i zmieniam kan... program (żeby nie zapeszać). Hmm. Nie udało się, ale widać postępy
(Zresztą nie wiedziałem, że mam aż tyle kanałów muzycznych). Budka Suflera (ludzie trochę kultury, ja tu po człowieczemu, a wy zaraz jakieś obelgi.) wygrywa kolejny przebój, jakoś tak strasznie podobny do poprzedniego, a szkoda bo przecież był to taki dobry zespół.
Ostatnia szansa (programów mi zabrakło). Pokemony!!! Od razu radość wróciła do mego serca. Jak ja uwielbiam zespół "R". (Naprawdę :))

        Na tym zmyślonym (nikt nie ma takiego pecha, a w moim mieście nie ma tak długich ulic), ale jakże prawdopodobnym, przykładzie pragnąłem pokazać, iż komercja jest wszędzie.
Ale, czy to żle? (Dobra, może nie najlepiej, ale na pewno nie źle)
Komercja jest integralną częścią naszego upragnionego kapitalizmu.
Każdy chce robić dużą kasę, a do tego prowadzi jedna droga; sprzedać wszystko co się da,
nawet jak to jest bezużyteczne (patrz TV Market na Polsacie, czy też inne TV Szopki) i w ogóle do du...szy.
Producent wychodzi naprzeciw klientom i dostosowuje swój produkt do potrzeb rynku (look wspomniana już Budka Suflera). Jest to wynikiem konkurencji; jakie "korzyści" wynikają z jej braku można sprawdzić na przykładzie TPSA.
Sprzedawcy reklamują swoje wyroby, często kłamiąc w żywe oczy (Pamiętajcie na podpaskach ze skrzydełkami DA się latać. Tyle, że zawsze leci się w dół). Wszystko tworzone jest "pod publikę". Pozatym wszystko jest kreowane przez popyt.
Britney może śpiewać tak jak śpiewa, bo my jej na to pozwalamy. Beakstreet Boys kaleczą nam uszy, bo pozbawione uszu kobiety (dzięki Bogu duża część kobiet ma dobry słuch) słuchają ich ... nawet nie wiem jak to nazwać, bo muzyka to to napewno nie jest. Ale przecież nikt mnie nie zmusza do kupowania ich płyt.
A wszystkim tym kręci kasa i to DUŻA. Więc dlaczego winić producenta, który wypuszcza dno, tylko dlatego, że to dno sprzedaje się jak świeże bułeczki? Czy to jego wina, że jego klijenci to banda debili? Przecież gdyby nie kupowali badziewia jakie im oferuje to on zmienił by ofertę i sprzedawał cosik lepszego, nie? A zresztą od czego mamy konkurencje.
Jednak dlaczego on sprzedaje gówniany towar? Bo gówno, jak wiadomo, jest strasznie łatwo wyprodukować!
To społeczeństwo kształtuje rynek, więc nie narzekajcie, że producenci (muzyczni głównie) zalewają nas ładnie prezentującymi się Britney'ami (ona to się akurat całkiem nieźle prezentuje).
Z drugiej jednak strony jak tu namówić tych jełopów, ażeby nie dawali sobie wciskać dziadwostwa?
No? Ciebie się pytam? Jak mam cię przekonać czytelniku? (Nie obrażajcie się, to ostatnie to był żart;))


Miś Eryk