Informatyka w szkole W dzisiejszych czasach komputer ma prawie każdy. Nawet jeśli nie w domu to w pracy, szkole no i są kafejki internetowe. Większość potrafi także wykonać na komputerze podstawowe czynności jak np. napisanie prostego tekstu w edytorze tekstu lub stworzenie obrazka w paincie. W szkole na informatyce uczymy się właśnie tych podstawowych rzeczy. Tylko jedno nie daje mi spokoju - dlaczego tak mało i ciągle to samo. Rozumiem, że nie wszyscy interesują się informatyką, internetem, programowaniem itp. Jednak obsługa komputera jest teraz wymagana w prawie każdym zawodzie. Weźmy na przykład moją sąsiadkę (pozdrawiam:))). Przez kilka miesięcy starała się o pracę bez skutku tylko dlatego, że nie wiedziała nic więcej pozatym do czego służy Paint i Word. Dlatego chciałbym by na zajęciach informatyki uczniów dzieliło się na grupę początkującą i zaawansowaną (nawet w czasie jednej godziny lekcyjnej obie grupy mogły by uczyć się w jednej pracowni). Grupa początkująca poznawała by podstawy komputera, urządzenia wejścia i wyjścia oraz standardowe programy takie jak właśnie Paint czy notatnik, lub nawet troche trudniejszy MS Word. Grupa zaawansowana zajmowała by się poważniejszymi problemami - weźmy np. programowanie. Po zdaniu matury mam zamiar udać się na studia informatyczne. Na lekcjach informatyki mógłbym zatem poznawać podstawy programowania w pascalu, delphi, qbasicu, c++ itd. Tymczasem muszę uczyś się tego sam w domu. Nie zawsze to wychodzi, można szybko się zniechęcić bez pomocy kogoś bardziej doświadczonego. Kolejną sprawą, którą moglibyśmy się zająć na zajęciach w grupie zaawansowanej jest czysty hardware. Dodawanie nowej pamięci RAM czy nawet podkręcanie procesorów (overclocking). W domu owszem można się czasem pobawić rozkładając "puchę" na częsci pierwsze, ale jak już wcześniej zaznaczyłem nie zawsze wiadomo co do czego służy i nie zawsze można znaleźć jakieś poradniki na dany temat. Wiadomo, że internet jest wielką bazą informacji, a ja niedawno głowiłem się jak podłączyć nowy dysk twardy. Nie było by w tym nic trudnego gdybym miał jeszcze jedno miejsce na dysk, tymczasem ja miałem już wykorzystany limit. Chciałem podłączyć mojego HDD pod CD-ROM i gdyby nie bardziej doświadczony kolega nie udało by mi się to. Tak więc na lekcjach informatyki moglibyśmy poznawać komputer "od kuchni", znajdywać nietypowe rozwiązania. Teorytycznie jest to możliwe nawet gdy w klasie jest jedna lub dwie osoby magące należeć do grupy zaawansowanej. Było by to nawet o wiele prostsze. Grupa normalna robiła by kolejne rysunki w Paincie, a my "bawili" się chociażby edycją rejestru. Lecz mimo że chęci są, nie za bardzoe można liczyć na wykonanie poniewarz nauczyciele od informatyki jacy są każdy widzi. Nie będe teraz rozwodził się nad tym czego im brakuje, bo jest to temat na inny tekst (zresztą już wykorzystany). Chodzi mi tylko o to, że nie umożliwia się nam (uczniom) takiego dostępu do wiedzy jaki byśmy sobie życzyli. Uczą nas podstawowych rzeczy nie zwracając uwagi na to, że wszystko to potrafimy. Nauczyciele tłumaczą się w sposób, delikatnie mówiąc, głupi. Niejednokrotnie spotkałem się z komentarzem, że jeśli to wszystko umię to powinienem się cieszyć, siedzieć cicho i błyszczeć wiedzą. Czy nasi "przełożeni" nie mają ochoty nas uczyć czy też może boją przyznać się że umieją mniej. W podstawówce byłem w takiej klasie gdzie ponad połowa uczniów mogła tworzyć grupę zaawansowaną. Jednak informatyczka miała niewielki zakres wiedzy i na lekcjach ograniczała się do Painta i "rysowania" w notatniku przy pomocy literek. Rysowaliśmy krówki i zajączki - paranoja. Teraz gdy jestem w liceum znów uczę sie obsługi 'Łorda'. Tym razem jednak informatyk nie jest żółtodziobem. Jest po studiach i mógłby nas podzielić na te dwie grupy. Ale on nie chce się przemęczać. Wmawia nam że jak skończymy Worda to coś dla nas znajdzie. Ja już wszystko zaliczyłem (formatowanie tekstu, tabelki, przypisy, szablony MS Word itp.) i teraz na lekcjach surfuje po necie. Czekałem na czterech kolegów, którzy powoli, po kolei, zaliczają, nie uważając na lekcjach, buszując w internecie. Później muszą nadganiać, nie zawsze im się to udaje i mają słabsze oceny. Wtedy facet mówi, że nie umiemy podstaw, a łapiemy się za poważne rzeczy. Oczywiście lekcje trudniejsze nie odbywają się, a ja zmuszony jestem robić stale te same, nudne rzeczy. olek-olek