Trochę starszych maszyn czar by =rH=
Hehe, tjaaaaaaa. Ludziska postanowiłem że opiszę moje pierwsze kontakty z kompami i oddam im należny chołd za to że wychowały mnie na miłośnika techniki. U mnie zaczęło się tak: mieszkałem ze starymi, dziadkami i braciakami ciotecznymi(też ze starymi) w jednym domu. Byłem najmłodszy z całej gromadki wesoło hasającej po domu. I nagle pierwszego dnia nie słychać odgłosów kroków, hałasu i niczego co wówczas przyprawiało moich rodziców o palpitację serca. Stało się to wszystko za pomocą pewnego sprzętu w chacie. Dostał go braciak cioteczny i od razu chciał się pochwalić, więc odpalił i zaczęło się. Odpalił ATARI! Ochhhhhh, co to była za skrzyneczka? Cudo. Podłączałeś do telewizora, wgrywałeś gierkę i było tematycznie. Przez długi czas siedziałem przed telewizorem zapatrzony jak na jakąś za******* laskę(;)))). W gruncie rzeczy tak było. Kiedy znudziło mi się że to nie ja gram a brat, poprosiłem starszych o takie samo cudo. Ale ja ich gnębiłem: mamo, no kup mi jush nigdy cię o nic nie poproszę(;>>>>>>), ja muszę to mieć!!! I stało się, na gwiadkę 1990 roku pańskiego. Ja jako 5 letni gówniarz wówczas miałem własny komp. Pamiętam że razem z braciakiem byliśmy elitą z kompami(no bo oprócz nas kompy miało tylko 3 osoby!!!!). Czułem się świetnie. Grałem, starzy kupowali nowe gierki, grałem itd. Aż wreszcie dostałem książkę z językiem do programowania(BASIC-ASCII), teraz już jej nie mam, zapodziała się w mrokach dziejów:(((((((((, ale wtedy zafascynowany zasiadłem do lektury. Po miesiącu czytania i przyswajania textu zacząłem tworzyć. Z początku lipne programiki typu rysunki, skromne animacje i muzyczki. Naumiałem się też uruchamiać takiego "scandiska ATARI";)))))). Ale był czad. Jednakże nauka w zerówce, a potem pierwszej i przeprowadzka znacznie pogorszyły mój potencjał w twórczości. Dziś wszystko uleciało z głowy, a szkoda bo było by ciekawie:(((((((. No, ale nic. Następnie jako uczeń 4-tej klasy dostałem Pegasusa. Znowu było ostre drzyzdanie. Miałem takiego fioła że nakupowałem ponad 30 cartdridge'y! No i w końcu pecet. W 8-mej klasie. Jako jeden z ostatnich w klasie otrzymałem tą maszynę. Znacznie opóźniony w kontaktach z nią zaczęłem chodzić do bardziej doświadczonych qmpli i pytałem o to co mnie ciekawiło. Mieli ogromną cierpliwość do beginnera i za to z tego miejsca im dziękuję(ja takiej cierpliwości bym nie miał, niestety). Mimo postępu techniki, czasem zaszywam się w swoim pokoju i odpalam starego dobrego ATARI i gram w Bruce'a Lee oraz Raszyn. Niesamowite gierki. Ich grywalność powala mnie nawet do tej pory gdy porównuje je do innych-pecetowskich. Tak, to były czasy!
=red
HAMter=