BIG BROTHER PO POLSKU Na temat programu "Big Brother" napisano już tony przeróżnych wypowie- dzi. Jedni traktowali go jako wspaniały show ukazujący zachowania prawdziwych ludzi, dla drugich był to kolejny krok do powszechnego schamienia, program nie szanujący intymności ludzkiej, wywlekający na wierzch sekrety. Polacy, jak można było się spodziewać, doczekali się własnej edycji tego popularnego reality show. O niej właśnie chciałbym napisać kilka słów. Z góry zaznaczam, że nie byłem fanem "Big Brothera", uważałem go i uwa- żam nadal za program demoralizujący. Zawsze, kiedy zaczynał się w tele- wizji, nie mogłem usiedzieć przed nim nawet dwóch minut i wychodziłem z nie zawsze cenzuralnym komentarzem na ustach. Moja mama jednak była wierną fanką tego programu, ponadto nie byłem w stanie oprzeć się natłokowi informacji pochodzących z prasy, telewizji i od znajomych, więc, chcąc nie chcąc, po tygodniu wiedziałem już, kto to Gulczas a kto Picia. Było to trochę tak, jak z biernym paleniem papierosów - wcale nie chcesz palić, a i tak się nawdychasz. Dlatego coś niecoś o polskiej edycji wiem. Właśnie, POLSKA EDYCJA. Zastanawiałem się, jaka ona będzie. Żyjemy w kraju, w którym silne jest przywiązanie do tradycji i wysoka pozycja Kościoła. To z pewnością dla nas chluba, ale w niektórych kwestiach strasznie denerwuje. Jak wiadomo, Kościół potępił programy tego typu, jako szkodliwe dla psychiki. Jednak coraz silniejsze są u nas głosy określające tradycję i Kościół jako ciemnogród i głoszące wolność i tolerancję. Nic dziwnego, że w takiej rzeczywistości "Big Brother" był iskrą na prochy. Jedne i drugie środowiska zaczęły się zaraz strasznie rzucać, niektórzy cieszyli się, że to pojawiło się u nas i że jest to krok do normalności, inni pomstowali, że to nieetyczne i niegodne. Ja, jako uważający, że prawda w tym wszystkim leży pośrodku, tylko czekałem, co z tego wyniknie. I rzeczywiście, według mnie polski "Big Brother" był jakby mieszanką tych nastrojów i zachowań. Mieliśmy Monikę, która potem zrobiła "karie- rę" w Playboy`u, była Karolinka, trafnie opisana w "Action Magu" kilka miesięcy wcześniej jako przykład słodkiej idiotki. To postacie, które mogły się podobać środowiskom "liberalno - jasnogrodzkim", pędzące za sławą, niekoniecznie przyzwoitą, a także łase na pieniądze. Było też kilkoro "jajcarzy", jak Klaudiusz, Manuela, czy Piotr Lato. Oni chyba najlepiej w domu BB się bawili. Inne postacie, oprócz trzech, moim zdaniem najważniejszych, pominę, raz, że dobrze ich nie znam, dwa, że większej roli nie odegrali. Była opanowana Alicja. Jest jeszcze jeden minus (przynajmniej w moich oczach) dla tej całej grupy - wszyscy mówili, że są tu tylko dla przygody i dobrej zabawy, tymczasem chodziło im tylko i wyłącznie o kasę. Może maskowali to w większym lub mniejszym stopniu, ale każdy to widział. Był niepokorny Gulczas - on jeden szcze- rze przyznawał, dlaczego tam jest, kłócił się z Wielkim Bratem, a jego zachowanie w nocy (gdy chciał, zdaje się, napić się wódki) przeszło już do legendy. Chyba nie zależało mu, aby wszyscy go lubili, to dziwne, bo od tego zależy, jak długo się w programie zostaje, ale każdy mieszkaniec poznał, że to ktoś z mocnym charakterem i Gulczas zaskarbił sobie sympatię współlokatorów. No i był Janusz - późniejszy zwycięzca programu. Nie wysłał on zgłoszenia do BB, zrobiła to jego córka. Ponad- to nie ukrywał, że kocha rodzinę. I to, moim zdaniem, największy para- doks programu. Ktoś taki, już nie pierwszej młodości (podczas gdy "Big Brother", jako wymysł wspóczesnej kultury, propaguje młodość i przebojo- wość), nie posiadający przecież jakiegoś ekstra zawodu (jest strażnikiem miejskim, jakby ktoś jeszcze nie wiedział), dla którego najważniejszą wartością jest rodzina, wygrywa program, który powstał na fali "wolności i tolerancji" (celowo biorę w cudzysłów, żeby wykazać w tym wypadku fałszywość tych pojęć), a więc będący niejako w opozycji z reprezentowaną przez Janusza postawą!!! Coś takiego mogło się zdarzyć tylko w Polsce, kraju kontrastów, "starych i młodych", "ciemnogrodu i nowoczesności". W naszym "Big Brotherze" było wszystko, z jednej strony np: Monika i Karolina, z drugiej Janusz i jego zwycięstwo, o którym zadecydowali przecież widzowie. Dlatego nasza edycja miała dość odmienny od innych, "polski" charakter. Nic raczej nie zmieni mojego zdania na temat tego programu, ale obserwowanie, co z niego wyniknie w naszej rzeczywistości było ciekawe. Druga edycja będzie już pewnie komercyjną chałą i niczym więcej. Zresztą, gdy będziecie czytać ten tekst, będzie to już wiadomo. Donald P.S. Na koniec przytoczę jeszcze słowa psychologa. W. Eichelbergera, który uważał, że "(w Big Brother) wygra ten, kto da się Wielkiemu Bratu w pełni zdemoralizować. Nic takiego się nie stało. A to Polska właśnie...