Cóż... W zasadzie można się było tego spodziewać, ale jednak kiepsko oglądało się, jak Wasiliuk wsadza nam gola raz za razem. Oglądałem ten mecz na obozie integracyjnym pierwszego roku (ale obóz, 30 osób ;-) i atmosfera nie była najlepsza, a komentarze... Nie, nie będę cytował. Za to jeden facet wygrał piwo, bo trafnie wytypował strzelca pierwszej bramki dla Polski. Największe rozczarowanie już na samym początku, gdy Dudek popełnił koszmarny błąd i Białoruś objęła prowadzenie. Później były kolejne błędy obrońców, w czym celował Kukiełka. Zupełnie nie radził sobie z asekuracją Kłosa, który był za mało zwrotny na Wasiliuka. Wałdoch też nie podołał zadaniu kierowania obroną i mobilizacji kolegów. A Białorusini wcale nie grali zbyt dobrze w ataku, po prostu wykorzystywali każdy nasz błąd. Gdy mieli sami skonstruować jakiś atak, to już szło im ciężko. Za to Polacy - paradoksalnie - najlepiej grali w ataku, choć i to było za mało. Jednak Gilewicz z Żewłakowem rozruszali nasz atak i stworzyli kilka groźnych sytuacji. Jednak przy słabej dyspozycji całej drużyny nie było szans na pozytywny rezultat. Miejmy nadzieję, że jednak ostateczny skutek tego meczu będzie pozytywny i piłkarze nie będą już sobie pozwalać na dekoncentrację.