*** Przemyślenia ***
Hey!
tak sobie siedzę i myślę. głównie o muzyce. co w niej takiego jest, źe zmusza do słuchanai. i czemu nawet raz usłyszany chłamowaty kawałek potrafi powrócić i męczyć myśli nieraz całe popołudnie, aż nie usłyszy się czegoś swojego. piszę z dziury zabitej dechami nieopodal zapadłej wioski, zwanej przez niektórych "miastem świętej wierzy", która spłodziła m.in. Makle Kfuckle. stego też powodu (zapadnięcia wiosi) będę operował nieco bardziej komercyjnymi zespołami - do undergrowndu nie mam dostępu a na północ mnie nie stać, a i pożyczyć od nikogo.
pytam więc dlaczego muzyka? dlaczego nie ma znanych subkultur związanych z jakimś rodzajem kina lub ksiązki? mam ulubione filmy i książki ale przede wszystkim muzyka sprawiła, że zacząlem nosić się na czarno. gotyk. jaka muzyka i jakie związane z nią przeżycia i zachowania - zależy od charakteru. jest wielu ludzi, od których słyszę, że nie mają ulubionego zespołu. słuchają tego co leci w radio, zapewne w zetce lub eremefie (wiecie, że w częstochowie nie da rady złapać radiostacji!). myślę sobie wtedy, że ci ludzie muszą być bardzo nieszczęśliwi. bo choć jestem nastolatkiem (sądzę) myślącym, więc z definicj pesymistycznie nastawionym do. to muzyka daje mi tą chwilę radości, na dłuższą metę szczęście. i o to chyba właśnie chodzi. sam dzielę muzykę na dwie odnogi: muzyka do zabawy i muzyka do refleksji (zdarza się naturalnie słuchanie podczas pracy, bez przemyśleń - ale to troszkę inna historia). muzyka do zabawy może być różna różnista.
raz w życiu byłęm na dyskotece, muzyka była dyskotekowa. głośno było. wyległem na parkiet w cywilu (żeby nikomu krzywdy nie zrobić butami) i pląsałem jakiś czas. nieźle się bawiłem. ale to jednak nie to środowisko. gdyby było tam choćaż kilku czarnych... mimo promili. nie mogłem się powstrzymać - pragnąłem skakać. w tym momencie nie zależało mi na muzyce. ale ci ludzie. niezbyt dla oka przyjemny napad epilepsij zbiorowej.
może to dziwne ale na konceryty (jakże u nas nieliczne) zespołów których nie znam, chodzę po to żeby sobie poskakać, wyszaleć się. wiem mniej więcej jakiej muzyki się spodziewać. wiem, że będą moi przyjaciele. że będzie dominować czerń. a niech wokalista będzie kiepski, i niech druga gitara lekko nie stroi. nie to się wtedy liczy.
a w domu. w domu to wygląda troszeczkę inaczej. w domu nie poguję. to są sesje. wtedy puszczam to co kocham Tool, Hey, My Dying Bride, Theatre of Tragedy, Faith No More, Nirvana czasem Manson, Type, Vai, NIN .. słucham tekstów, słucham muzyki, chłonę i płodzę.
i to mi daje szczęście. dzika zabawa - przy średnich coverach komercyjnych kawałków lub przy zbyt podobnych do siebie kompozycjach podobnych do siebie zespołów lub skupienie i wycziszenie - przy dziwiękach, które znam na pamięć, i które dopiero poznaję.
lubie książki ale nie czytam ich nałogowo, lubię filmy lecz tylko do kilku powracam nieustannie. i tu tkwi fenomen muzyki. muzyka jest zawsze ze mną. podczas pracy, zabawy, i chwil refleksji. muzyka już jest we mnie i powoli staje się mną. A teraz Matrix. Stworzenie doskonałe. Dobry film z odniesieniami do dobrych książek no i muzyka. Oraz komputery i ogólnie cały ten Cyber Punk. Stworzenie doskonałe. (a i tak moim ulubionym filmem jest LEON).
tekścik napisany przy pomocy ost do zaginionej autostrady