*** Virgin Black: "Sombre Romance" ***
"I kiss the face of Jesus Christ...
He is dead!..."
Mniej więcej raz w roku zdarza się płyta oceniana jako objawienie, debiut roku. Tego lata (lipiec) został wydany właśnie taki album. Propozycja (aż) Australijczyków z całą pewnością nie jest przeznaczona dla każdego ucha.
Debiutancki album Australijczyków z Virgin Black to dziesięć utworów - czterdzieści pięć minut bardzo mrocznej, wręcz grobowej atmosfery. To taki rodzaj opery ze śmiertelnym i romantycznym podtekstem. Muzyka Virginów jest połączeniem delikatnego męskiego wokalu (wręcz operowego) mieszanego z growlingiem, ciężkich gitar, fortepianu, chórów i horroru. W moim odczuciu kompozycje Virgin Black to, w pewnym rodzaju, gotycka ciekawostka. Niewątpliwie, każdy szanujący się got(ka) powinien mieć to wydawnictwo w swojej płytotece...
Płyta ta nadaje się właściwie tylko do nocnego odsłuchiwania na słuchawkach w samotności, w ciemnym pokoju naszego domu. Tylko wtedy możemy w największym stopniu docenić muzykę, którą słuchamy. Ona nie nadaje się do słuchania w ciągu dnia, robiąc przy tym sto innych rzeczy. Kompozycjami Virgin'ów trzeba się delektować, należy ich się bać. Czasami naprawdę można się przestraszyć... A to za sprawą umiejętnie skomponowanych utworów. Mamy w nich wyciszenie, nagłe uderzenia gitar, perkusji, przypływ agresji. A do tego dochodzi świetna oprawa wokalna...
Jeśli chodzi o muzykę, to jest czego posłuchać. Utwory Virgin Black są bardzo (wg. mnie) nowatorskie. Słychać w nich (może) odrobinę Lacrimosy (klasyka...), (może) Type o Negative (gitary, ale to tak na uparciucha). Reszta to umiejętne zaaranżowanie wiolączeli, fortepianu, pieknych gitar, składające się na jedną przemyślaną całość. Solówka (pierwsza) w utworze "Museum of Iscariot" to prawdziwe mistrzostwo świata. Arcydzieło! Sama miód! Dawno nie słyszałem czegoś tak świerzego i dobrego. Jak na debiut (przynajmniej światowy) to rewelacja. Gotycka ekstraklasa . Tu nie ma się co zachwycać. Tej płyty trzeba po prostu posłuchać. I, oczywiście trzeba jeszcze lubić klimaty nocy, horroru, strachu, bólu, śmierci... Naprawdę, ciężko jest pisać o płycie, którą od drugiego przesłuchania kocha się od początku do końca (po pierwszym byłem w małym szoku emocjonalym...). Płyta doskonała.
Ocena 6/6