*** Slayer: "A Reign In Blood" ***
Slayer spędza sen z powiek nie jednym rodzicom. Głównie dlatego, że najlepiej brzmi późnym wieczorem. I dodatkowo puszczany jak najgłośniej. A Reign In Blood jest według mnie najlepszą płytą tego zespołu. I to właśnie ona spędza sen z powiek moim rodzicom...
Szkoda tylko, że przez tak krótki czas. Nie mam na myśli ściszania muzyki albo coś w tym stylu. Po prostu album jest BARDZO krótki. Zmieściłby się nawet na jednej stronie kasety magnetofonowej. Dlaczego wytwórnia zgodziła się na wydanie płyty, która na dobrą sprawę mogłe by być dwa razy dłuższa? Odpowiedź na to pytanie najprawdopodobnie nigdy nie dojdzie do moich skromnych uszu. Może wiedzieli, że materiał jest tak świetny, że będzie się sprzedawał bez względu na długość nagrań? W końcu liczy się jakość a nie ilość.
A piosenek w końcu mało też nie ma. Nie na każdej, nawet godzinnej płycie jest aż dziesięć utworów. O czym tym razem śpiewają panowie ze Slayer'a? A no jak zwykle. Głównym tematem jest śmierć. Nie ma chyba piosenki, w której nie występuje słowo death (śmierć) lub die (umierać). Możnaby zarzucić im monotematyczność, gdyby nie fakt, że chociaż wszystko (no, prawie wszystko) kręci się wokół śmierci, to jest ona ukazana w różnych realiach i z odmiennych punktów widzenia.
Obok śmierci przemyka religia (np. Altar of Sacrifice; Jesus Saves...). Te dwa tematy (śmierć i religia) współegzystują na Reign In Blood. No i jeszcze nieśmiertelność ale to jest poniekąd związane ze śmiercią. Wracając do tematu religii w tekstach na RIB: Slayer chyba specjalnie "wypina się" na całe media i ignoruje nagonke na jego teksty. Najwyraźniej wychodzą z założenia: jeśli rodzice mówią, że nasze teksty były satanistyczne to niech tylko usłyszą Jesus Saves. Czy wychodzi im to na dobre? Im pewnie tak ale fanom nie zawsze. Na szczęście moi rodzice nie znają angielskiego, ale znam osoby, które mają mniej szczęścia. Ogólnie teksty na Reign In Blood są mocne, ale jeśli słyszałeś wcześniejsze dokonania grupy to wiesz czego się spodziewać.
Teksty są ważne ale gdyby nie muzyka, były by najwyżej wierszami (tja, gdyby takie były wiersze to ja bym uwielbiał poezję :-)). Piosenka (metalowa w każdym razie) ma to do siebie, że tekst jest oprawiony we wpadające w ucho riffy, sekcje rytmiczną oraz imponujące solówki. Wszystkich tych czynników nie mogło oczywiście na Reign In Blood zabraknąć. A te ostatnie (tj. solówki) są wyjątkowo zadziwiające.
Ostatecznie otrzymujemy solidną porcję jeszcze bardziej solidnego trash-metalu. No może nie tak solidną. Ale przez pół godziny możesz delektować uszy muzyką mistrzów gatunku.
Do następnej płyty ... I will be reborn ...