*** K44 & HIP-HOP ***


Podjęłam się zrecenzowania hip-hopowego sqladu Kaliber 44. Dla niedoinformowanych (a tacy bywają, co mylą załóżmy ATC i ATB, a jak można pomylić w sumie całkiem niezłą kapelę ATB, z dyskotekowym g***** ATC, sory za nietolerancje, ale mimo to, wierzcie albo i niewierzcie,ale jestem tolerancyjna, do pewnych granic). No, dla niedoinformowanych oznajmiam, iż nie znajdziecie tu textów pod tytułem "Och kochanie, bejbi moje, kocham cię kochanie moje, zamknij mordę bo ci jedzie gnojem :)))). Hip-hop to się równa sama prawda. W tej muzie jest wszystko. Może ta recenzja za bardzo podjeżdża samym HH, i niezbyt skupiam się na kapeli, ale co poradzić, jak o Kalibrze wierni fani wiedzą wszystko, a wypowiedz na temat HH każda jest inna. Więc nie mam zamiaru rozpisywać się o biografii zespołu ani opisywac jej członków (Dab ist the best:). Skupmy się na istocie wykonywania, śpiewania, grania tego rodzaju muzy. I na wstępie inforrmuje, że niewiem, kim jesteś, Ty który to teraz czytasz, ale nigdy, powtarzam nigdy, słuchając Hiphipu nie oceniaj go na podsatawie muzy. Kiedyś pytam się takiego gościa co sądzi o HH, a ten mówi "ta muza jest do dupy, prawie zero brzmienia, jakieś bełkoty w oddali, i to ma być fajne?". Oj, wtedy naprawde był ostra wymiana zdań, po której oczywiście chłopczyk zmondrzał, wziął jeszcze raz kasete do przesłuchania, i oczywiście przyznał mi rację, gdy zaczął słuchać tego co oni śpiewaja a nie graja. Nie, to niebędzie recenzja K44, sory, ale jak chcecie o nich coś wiedzieć, to wystarczy właczyć neta, wpisać w wyszukiwarce Kaliber 44 i masz info na masę. Drugą rzeczą jaką jest dla mnie wadząca w HH, to sprawa śpiewania HH przez dziewuchy. Przecież to jest jeden wielki szpan, albo huk wie co jeszcze. Przecież to do dziewuch wogóle nie pasuje. One i tak zresztą nie umieją tego porządnie zaśpiewać i porywają się z motyką na słońce. No wiem, sama dziewucha jestem, ale nie jestem feministką, i są czynności, w których kobitek powinno nie być. Kto slyszal hip-hop w wykonaniu dziewuch pewnie - choć nie na pewno przyzna mi racje. Trzecia sprawa, może z deczka odbiegajaca od tematu to sprawa sk8ów, którzy w większości są zapalonymi sluchaczami HH. No więc strasznie mnie denerwuje (ale to strasznie), jak chłopaki chcą na siłę zrobić z siebie rasowego skejciucha. Zalóżmy, że taki gostek wcześniej ubieral sie w zwykle ciuchy, sluchal wszystkiego po trochu i jezdzil sobie rowerem. Nagle napatrzyl sie na rasowych skejtow, i zapragnal byc takim jak oni, oczywiście nie z racji zainteresowania ta kulturą, ale dla szpnaerstwa. I jak na komende, zwykłe spodnie zamienia na worki po kartoflach (bo oczywiscie jeszcze nie ma wyczucia, i myśli że jak zalozy pierwsze lepsze szerokie spodnie to już jest skejtem), zamienia koszulki na bluzy kapturzaste, adidasy na adidasy hardcorowe, jeszcze się musi przyzwyczaic do noszenia hiphopowego kapelusika albo czapeczki. Do tego sprawić sobie musi jakąs deskorolke albo rolki. Więc idzie na bazar, bierze najtańsze, żeby byly na pokaz. Ah, bym zapomniała, co niektórzy nawet uczą się palić, bo przeciez papierochy do skejta jak najbardziej pasuja, i będzie jeszcze bardziej "rasowy". No i co prawie najważniejsze zaopatrza sie w pare-naście hiphopowych kaset, zeby jak ktos przyjdzie, zobaczyl, czego to on slucha. A tak naprawde, po cichaczu wyjmuje z zakamarkow to co naprawde lubi sluchac, naprzyklad Depeszów, bo HH tak po prawdzie wcale mu się nie podoba. Dobrym bajerem mogłaby być puszka spreju, i jakis marny tag na ścianie. No i mamy stuprocentowego skejta. Wychodzi taki gościo na miasto, paraduje po ulicach ze świadomoscia, że każdy myśli, iż jest on rasowym skejtem. Deska pod pachą, bo przecież tak naprawdę nie ma pojęcia o jezdzie na desce i szczerze mowiac wcale go to nie inereseuje. Na pierwszy rzut oka przypomina sk8a, ale za drugim rzutem widać, że to podróba. I tak prawda wyjdzie na jaw. Skejtem nie można stać sie w jeden dzien, ot tak sobie. Przedewszystkim trzeba się tym zainteresowac. Przeciez wystarczy, że jakiś prawdziwy skejciuch zaczepi go i zapyta o coś w skejtowskim języku. Nasz przykladowy gostek nic z tego nie czai, robi buraka i obciach po maksie. He he he. Ale historyjka. Sad but true. Tak to juz jest w dzisiejszym świecie. A ja kończę to "cos" (tu mam na myśli tego arta) i pozdrawiam wszystkich prawdziwych skejtow, ktorych naprawdę to skejtowanie pociaga. Siemaneczko :)


© Villemo
(a to adresik konataktowy zbierajacy wszelakie opinie, riposty, pytania, swoje przemyslenia a takze bluzgi, chociaż na nie ma niestrawność :) supermag@poczta.fm)