Ten artikel powstał, bo nie chciało mi się iść na rower... Ponieważ jest to moja pierwsza w życiu próba przeniesienia myśli na papier, wszystko będzie niezgrabne, nieporadne i nierytmiczne.
Sprawa jest prosta. Otóż wielu ludzi czepia się filmów sci-fi, bo są dla nich za mało realne i pozostawiają zbyt wiele pytań. Pare przykładów: dlaczego agent Smith nie przejmie Neo, jak działa napęd hiperprzestrzenny w Star Warsach, także liczne kontrowersje dotyczące mieczu świetlnego Luka i wkońcu odwieczne pytanie fana filmów sci-fi: dlaczego kosmici chodzą na golasa. Właściwie to nie ma co nad tym debatować. Wyjaśnienie jest któtkie a zna je moja mama - notabene także fanka dobrego sci-fi :) Otóz gdy zadawałem głupie pytania w stylu: dlaczego ten pistolet strzela światłem, słyszałem zawsze tą samą odpowiedź "Dziecko, tak poprostu jest i musisz to przyjąć za fakt i prawdę obowiązującą". Paranoicznie wbrew temu co sądzą niektórzy filmy sci-fi nie są po to, by od początku objaśniać proces powstania napędu hiperprzestrzennego, czy zagłębiać się w budowę antonomiczną pana z Marsa, Alpha Centauri czy planety Śmiglidigli. Wkońcu Hollywood to fabryka snów, tam sie robi filmy na podstawie fikcyjnego scenariusza, filmy a nie sekcje na kosmitach. Załóżmy nawet że wiadomo jak ewoluowali kosmici, film z wiernym wyjaśnieniem od podstaw dlaczego szary pan za oknem ma cztery rączki i czarne oczki wielkości strusiego jajka trwałby cztery MILIARDY lat (lub coś koło tego, trzeba by wyjaśnic cały proces ewolucji), dopiero wtedy widz mógłby z czystym sumieniem i bez cienia wątpliwości oglądać scenę porwania małej Samanthy czy inego berbecia. Założe się że 100 lat temu, ówcześni oglądając film sci-fi też zastanawiali się jak to możliwe żeby ci kolesie chodzili sobie po księżycu, albo że oto kroczy sobie armia złożona z tysięcy identycznych z wyglądu żołnierzy. Technologia poszła naprzód. Dziś nie ma już żadnej zagadki, panowie Armstrong i Aldrin bawili sie w berka na szarym globie już 32 lata temu a i armia złożona z klonów nie jest niczym niemożliwym.
Poza tym zwróćcie uwagę na konstrukcję terminu science-fiction (fikcja naukowa). No właśnie. Polega to mniej więcej na tym, że autor filmu wynajduje na jego potrzeby jakieś nowe zabawki - lasery, teleportery, genialne komputery i inne Matriksy - to jest część science, a że nie wie jak takie coś będzie wyglądać na serio, więc tworzy to na obraz swojej wizji - to jest fiction. Przyszło mi do głowy coś jeszcze... Światy sztuczne (książki, filmy, gry) wymyślono po to, by widz mógł się wczuć, zagłębić w fabułę, wniknąć w świat (wiem że to trudne przy 21 calowym telewizorku, ale dla chcącego nic trudnego), wtedy tak jak Luke nie będziesz się zastanawiać jak działa miecz ale jak ukatrupić Vadera.
Morał tej historyjki taki, że nie nie warto podczas seansu czy to w domu czy w kinie mącić sobie głowy zbędnymi pytaniami JAK? DLACZEGO?, nie warto też porównywać każdego z "end credits" do buraka czy kartofla bez kory mózgowej (trafił sie taki koleś po seansie MI:2, lol) bo akurat nam wydaje się że jedną czy dwie rzeczy można było przedstawić inaczej (lepiej?). Po pierwsze zepsujesz sobie przyjemność z oglądania filmu, po drugie narazisz się na propozycje eskorty do apteki po nową fiolkę proszków ;]
Dla dociekliwych (HAFY): (wiem, że o Matriksie powiedziano już wszystko ale... ) agent Smith nie wcielił się w Neo bo Morfeusz zainstalował na kompach Linucha, a że cała ekipa to doborowi hackerzy to i odpowiedznia konfiguracją anty-takeoverową nie było problemów (i co ty na to :), dalej... głupia uwaga o sado-maso spodenkach Trinity, gdyby Carie-Ann Moss parodiowała w kiecce a'la "Woman In The Red Dress", podczas wykonywanych ewolucji widzowi nasunęłoby się parę innych pikantnych skojarzeń, a może powinna założyć shorty a'la Amazonki@Polsat (wtedy dopiero byłoby na co popatrzeć), także nie wyobrażam jej sobie w niebieskich dżinsach i bluzeczce (jakoś mi to do klimatu nie pasuje, film niby cyberpunkowy a tu Trinity rozkłada gliny nosząc niebieskie spodenki i różową bluzeczke z serduszkiem), a tak przynajmniej założyła stylowe wyszczuplające, czarne maskujące w nocy, skórzane spodenki nie odsłaniające absolutnie nic!, zarzuty o tajemniczą rezurekcję poprzez pocałunek, hola hola, kto tu mówi że Neo wogóle umarł, jeżeli załozymy że poprostu zapadł w śpiączkę sprawa przestaje podpadać pod X-Filesy, przypadki wybudzeń ze "snu" poprzez kurację dotykową są całkiem powszechne...
Te kilka zdań przesłałem HAFY [wiem, że jestem niesamowicie wredny i nie powinienem fragmentów cudzych artów wysyłać, mam nadzieje, że zostanie mi wybaczone]. Bardzo mi się spodobał jej komentarz do ostatniej częśći: "Ja to serdecznie zazdroszczę ludziom, którzy po czterech strzałach w klatkę piersiową zapadają w śpiączkę"
Proszę o komentarze.
nogryf
PS: Nie propaguje bynajmniej wiary w to, że Ziemia jest płaska bo tak zakłada reżyser, jak zobaczysz takie coś w telewizorze to łap za pilota i pstrykaj byle dalej. Za fachowców w swojej dziedzinie uważam aktualnie Quentina Tarantino za ogół pracy i Guy'a Ritchie'go za świetny "Snatch" ("Przekręt" PL). Jeśli szukasz "wiarygodnego" S-F polecam serial na tvp2 "Ziemia - Ostatnie starcie", ogólnie raczej średnia produkcja kanadyjska, ale na fundamencie świetnej historii, już sie nie mogę doczekać nowych odcinków...