katorga

pełen wiary, nadziei i...strachu
stoję nad przepaścią końca końców
nie czuje nic
pełen nienawiści, goryczy
staram się zrozumieć swoja dusze.
nie rozumiem nic z tego co zostało powiedziane
i czuje, ze cały świat przytłacza mnie
przygnieciony, utrapiony, zgarbiony przez mękę
życia....kończę
czy warto było ?
co teraz czeka mnie ?
leże w grobie, nie ma mnie
świat w piekło przeistacza się
ktoś dotyka mnie i stara się
z katorgi wyrwać, ale ja....już wiem.


bez znaczenia

weź życie we własne ręce
płacz, walcz, twój ból dodaje mi sił
czy nie widzisz ?
gdzie koniec, gdzie początek ?
zgubiony we własnych myślach
już dawno straciłeś wszystko i nic
czy nie czujesz ?
twoja droga łamie się
plątaniną słów i ludzi tak podobnych do siebie
jak pająk w grobie starasz się swoja uwić nic
witaj w świecie, który niszczy cię 
twój ból nie znaczy nic
twój gniew nie znaczy nic
twoje prośby nie znaczą nic
twój koniec nie znaczy nic.


on

popatrz na czarną noc,
biała poświata rozjaśni ci drogę
czujesz wiatr wiejący w oczy
twój głos w ciszy rozchodzi się
nikt nie widzi cię.....biegniesz
nie uciekniesz ! usłyszę cię,
ale nie znajdę twych śladów

leżysz, duch opuścił ciało
błąka się, serce tak czyste
nie rozumie....

budzisz się, chcesz wrócić
nie ! twój koszmar właśnie skończył się ?


król

stary dom pośrodku lasu, cisza
wolność i spokój
nagle wszystko znika, wali się
wielki ogień zgarnia żniwo,
krzyk kobiety słyszy bóg
ocean dymu płynie przez wieś
ale ludzi nie ma tu
są daleko, w innym świecie...
przyszła śmierć w okrutnym ogniu

jakiś "król" pogniewał się,
nie dostał dziś pieniędzy,
łatwiej było zesłać ból
niż z "nędzą" się pogodzić

kula ognia, wielki grzyb
zgarnął kawał nieba,
nie ma teraz pięknych rzek,
gdy "król" pieniędzy nie ma.


grób

stoisz nad grobem, twe łzy nie maja kresu
już nic nie ma...
w jednej chwili sens życia,
to tylko jeszcze jedno puste słowo
chęć wiecznego spoczynku pobudza twe zmysły
pustka jaka została nie daje ci żyć
dusza przepełnia się nienawiścią
pytasz czemu ?
jeszcze tak niedawno pełen życia,
teraz zimny niczym głaz
leży bez ruchu
pytasz czemu ?
życie niesprawiedliwe
tyle bólu daje
bez szans na ukojenie
pytasz czemu ?
koniec tak szybko nadszedł,
teraz już wiesz 
życie swój kres ma.


rycerz ognia

samotny rycerz ognia stoi
na wzgórzu śmierci, nie czeka
na nikogo, nikt nie czeka na niego

słońce nowe wzejdzie, a on
dalej będzie stał na straży
duszy mego ciała

samotny rycerz ognia stoi
na wzgórzu śmierci, czeka na mnie,
nie widzi, że ja
już dawno stoję u jego boku
gotów do wiecznej walki.


sam?

męka życia, ból istnienia
ani ty, ani cały wszechświat nigdy
nie zrozumie moich myśli
skryty za kamienną twarzą
nigdy nie odsłonie całego siebie
zbyt bolesny cios zadany przez życie
doprowadza mnie do wiecznego bólu,
który będzie trwał przez wieki,
aż ma dusza dostrzeże światło nadziei 
na wieki sam pośród ludzi odpornych, kamiennych
co noc uciekam stad, wracam na początek,
wieczny ogień płynący z mych oczu
nigdy nie zostanie ugaszony,
sam pośrodku lasu, nikogo nie ma wokół,
stoję przez tysiące lat beznadziejnej egzystencji,
nikt nie podał przyczyny naszych narodzin
koniec już blisko, z oddali widać
jak brama piekła otwiera się,
ja ciągle sam, idę, z głową podniesioną do góry,
bez nadziei na lepsza przyszłość.


nieśmiertelny

wielki kamień z cicha płacze
krótki wiersz o sobie pisze
często pisze sam o sobie
bo już nikt nie został mu
leży sam pośrodku piachu
przeżył wojny, przeżył cale wieki,
ale nigdy szczęścia nie znał
wielką władzę w sobie ma 
nieśmiertelnym zawsze będzie,
ale nie wie co to strach
i jak wielka moc dąć może

nigdy śmierci poznać mu nie dane
duszy mięć nie będzie

jego moc tak bardzo chciałby każdy z nas
nieśmiertelnym być, nie znać bólu,
nie mieć krwi, o jeden krok
od bramy piekła leżeć
z każdym o swe życie grać

nigdy umrzeć, co za ból
poprzez wieki wciąż na ziemi gnić
bez nadziei, wiary i bez przeznaczenia.


mgła dumy

widzę grób w twoich snach
widzę piekło w twoich oczach
widzę śmierć w twoich rękach
zapłacisz za kłamstwa
zapłacisz za szaleńczą dumę
twoja maska nie przesłoni nigdy prawdy,
prawdy, która nam się należy,
każdy dostał wielką klatkę,
największe więzienie - ziemia
wszyscy czekają na znak, którego
nie będzie, bo to my sami
trzymamy w ręku przeznaczenie,
sami decydujemy o swym losie,
bez wiedzy innych próbujesz
odgadnąć myśl choćby jedną,
którą pozwoli ci przeżyć
jeszcze minutę i czujesz
szczęście, dopiero koniec
sprawia, ze żyjesz, potrzebujesz
i widzisz innych za mgłą dumy,
i mówisz "gdybym miał jeszcze 
jedna szanse", cale życie było
wielką farsą z kawałkiem goryczy
nieczuły dla innych, niewidomy dla siebie
otrułeś swa dusze,
umarłeś za życia...


zapach śmierci

wiele godzin, wiele dni, wiele lat
samotnych siedzę i wciąż czekam
bicia serca słyszę ton, krew gorąca płynie w nim
wydrzyj ze mnie resztkę życia lub na zawsze
w otchłani zgiń, ciągle żyje, ciągle czekam
skowyt wilka, glos ciemności,
słuchaj go z uczuciem
bo ty nigdy nie zrozumiesz czemu ja
wybrałem nicość, bez ruchu
w świadomości twej staje się dla ciebie
nikim, wczoraj bratem, dzisiaj wrogiem

pewnej śmierci czuje zapach
twoja świeczka zgaśnie w mroku
bez przyjaciół i bez wrogów
bez przeszłości, bez przyszłości
a ja czekać nie przestanę.


nie ma nas

minie rok, miną dwa,
umrzesz ty i umrę ja
zostanie po nas tylko proch...
a może ktoś usłyszy nas ?
nasz cichy jęk z grobu,
grobu, który sami stworzyliśmy
nasz wielki piękny świat
nie zapewnił nam ochrony
teraz leżysz ty i leżę ja
minął rok, minęły dwa
umarłaś ty i umarłem ja

słodka śmierć już przyszła po nas,
zatańcz z nią ostatni taniec
w ogniu przeznaczenia
umarłaś ty i umarłem ja.....ale
to nie koniec naszej drogi
w otchłani duszy
znajdziemy nowa ścieżkę.


kobieta

piękna jak poranna rosa
stoisz przede mną w ubraniu zrobionym ze snów
twe piękno jaśniejsze niż słońce
twe usta tak pełne miłości
stoję i wiem, że ty
nie dla mnie jesteś przeznaczona
ty jesteś dla siebie stworzona
piękniejsza niż tysiące gwiazd na niebie
jesteś stworzona dla siebie
nikt nie pokocha już ciebie
tak jak ja kochać chciałem,
wiele łez w bezsenną noc wylałem
gdy ciebie na swej drodze spotkałem
serce me obolałe
wysławia twoja chwałę
i przez wieki wychwalać będzie
aż ostatni księżyc wzejdzie.


równowaga

to ja stoję w czarnym lesie
to ja decyduje o twojej śmierci
czekam codziennie na ciebie
w mym domu przeklętym przez boga

to ja jestem aniołem
to ja czuwam gdy spisz
to ja zapłacze nad grobem
czekam codziennie na ciebie

w mym domu boga

                    Jonasz


XXX

Pełen plecak
Rzeczy
Tak nieprzydatnych w podróży...
Pakowałem go
Całe życie.
Wyruszyłem by się go pozbyć,
W przepaść rzucić.
Dziś wiem.
Kurz z autostrady
Ma smak kadzideł.

                    TjA


XI wiek

Nastał XXI wiek
A świat poległ 
Anarchia faszyzm zło
Teraz ujawnia się to wszystko
Wielu ludzi zginęło
Na bezkrwawej wojnie poległo
Ich trupy bez celu się włóczą
I niczego nowego się nie uczą
Wegetując z dnia na dzień
Tylko o siebie martwią się
Wyłącznie własne życie ich interesuje
Co utratę uczuć powoduje
To jest świat nienormalny
Tak nie może być 
Nie chce mi się już żyć
Trzeba to skończyć jak najszybciej
Bo trudno będzie wytrzymać dłużej
Ludzkie życie nie ma wartości
Pozostaną po nas tylko białe kości
Przed śmiercią krzyknę z radości
Jestem wolny jak ptak
I walę ten cały zasrany świat


Taki świat

Na wstępie powiem tak
Pierdolę ten cały świat
I to jest fakt
Swojego zdania nie zmienię
Chyba że pewne osoby zapadną się pod ziemię
Każdy wie o kogo chodzi
A jeżeli nie to niech go to nie obchodzi
Bo to może chodzić o niego
A ja wyjaśniać nie mam ochoty tego
Są pewne na tym świecie rzeczy i osoby
Które wprawiają mnie w nastrój pogrzebowy
Ja się bez nich obejdę 
Z pewnością lepsze bratnie dusze znajdę
Ten świat jest już tak stworzony
Więc nie bądź urażony
Gdy pomyślisz że to o Tobie było
Po prostu coś Ci się pomyliło
Może pomyślisz że jestem nawalony
Ja się nie poczuję urażony
Taka jest kolej rzeczy
Gdy ktoś na kogoś złorzeczy
Ja nic nie poradzę na to zło na świecie
Może o tym nie wiecie
Ale mnie gówno dzisiaj obchodzi
Że ktoś zginął w powodzi
Dostał strzała w łeb
Albo pies mu zdechł
Jeżeli nic się nie zmieni
To nie będziemy mieszkali na ziemi
Ale pod ziemią
Gdzie kwiatki sobie gniją
To była mała zachęta do tego
Żebyś zrozumiał kolego
Nasza natura jest jebnięta
I sama nas unicestwia

                    Mocniejsze teksty by Paweł


Wysłuchaj mnie i uwierz mi

Jestem anielsko śpiącym samotnikiem
Płynącym po niebie jak wolny ptak
Nie mam zmartwień ani trosk
Czekam na przebudzenie,
Nadchodzi czuję to
Wierzcie mi już niedługo 
Wykluje się niespodziewanie 
Z twardej skorupy 
Zobaczę nowy świat
Nowymi oczyma mej duszy
Są duże i zielone
Czekam na ten moment 
Już niedługo wierzcie mi
Żyję 
Już widzę, jest pięknie
Kocham te spaliny
Te kłęby dymu i smogu
Kocham patrzeć na tych ludzi 
To jeszcze dzieci 
Znają miłość, zdradę i bul
Potrafią kochać i ranić 
Nie potrafią najważniejszego, wybaczać
Wiem to 
Znam te uczucia 
Sam ich doświadczyłem
Wierzcie mi 
To nic przyjemnego 
Ale widzę to wszystko
Nowymi zielonymi oczyma
I wierzcie mi
Kocham to, bo to mój świat
Możemy go zmienić 
Wierzcie mi... 
Niestety 
Muszę spocząć 
Koniec nadchodzi 
Czuję to 
Wierzcie mi
Nie chcę tego
Będę walczył 
Bo kocham ten świat
Te tony zanieczyszczeń, spalin i przemocy
Tych młodych nie potrafiących wybaczyć
Powiedzcie wszystkim o wszystkim
Wykorzystaj dzień 
Łap noc 
Uważaj! Nie zachłyśnij się jak ja
Porzuć twardą skorupę i 
Oczyma pełnymi zieleni 
Poznawaj życie
Zrób to
Dla mnie
Ja już nie zdążę
Wierzcie mi...

Przyjaciele

Odszedł
I nie wróci
Przynajmniej nie teraz
Nie tu 
Lecz przyjaźń żyje
W nas 
We mnie i w nim
Ale jest ktoś nowy
Ona 
Nie znam jej zbytnio
Ale jest
Czuję od niej dobroć i ciepło
Czuje dom i rodzinę
Jestem rozdarty
To smutny z rozstania
To radosny ze spotkania
Ale tak jest 
Tak musi być
A przyjaźń nie przemija
Ona tylko czeka
Ale nie próżnuje 
Rozwija się w nas
We mnie , w nim i w niej
I kiedyś powróci 
I będę znów szczęśliwy
A teraz nie jestem?
Jestem ale inaczej
Inaczej niż zwykle
Ale szczęśliwy byłem, 
Jestem i chyba będę szczęśliwy


Jestem

Jestem!
Ale któż o tym wie?
Garstka mych przyjaciół?
Czy oni wiedzą że ja jestem?
Myślę że nie
Jednak ja jestem
Ciągle trwam, i wytrwam
Przetrwam wszystko, 
Może nie wszystkich
A czemu?
Chce być
Chce żeby o mnie usłyszano 
I mnie zapamiętano
A wtedy przetrwam 
Wszystko i wszystkich

                    Gandalf


15. 

Chciałbym latać.
Chciałbym wzbić się ponad szczyty świata.
Chciałbym być sobie panem,
Lecz słucham co mi nakazane.
Chciałbym na koniec świata
Pojechać wreszcie,
Lecz uwięziony jestem
W ciała areszcie.


Do M.W. 

Być Twoją bielizną.
Dotykać Ciebie tam, gdzie nikt inny nie dotyka.
Być Twoim losem.
Być wszędzie tam, gdzie Ty.
Być Twoją szklanką.
Czuć dotyk Twoich warg.
Być Twoją rękawiczką.
Czuć dotyk Twej dłoni w chłodny, zimowy wieczór.
Być Twoją ręką.
Móc Cię dotykać.
Być Twoim łóżkiem.
Co nocy czuć Twój spokojny oddech.

Moim największym marzeniem.


XXX

I choć nie wiem jak ma na imię,
I choć nie wiem jakiego koloru są Jej oczy,
I choć nie wiem gdzie mieszka,
I choć nie wiem jak wygląda,
I choć nie wiem jak brzmi Jej głos,
I choć nie wiem czy kiedykolwiek Ją spotkam,

Brakuje mi Jej.


Do naukowców.

Nie rozkładajcie miłości na:
atomy, jony, cząsteczki,
hormony, gruczoły,
zwoje mózgowe, dendryty,
impulsy nerwowe.

Zostawcie miłość z dala od:
doświadczeń, badań, pomiarów,
menzurek, probówek, naczyń,
komputerów, tomografów,
ultrasonografów.
Z dala od zapachu
i sterylnej bieli laboratorium.

Pozwólcie mieć nadzieję,
chociaż byście ją utracili.
Pozwólcie zachować szczęście
i móc dawać je innym.


Dziewiąte błogosławieństwo 

Błogosławieni Ci,
Co mają oczy, a nie widzą,
Albowiem oni osiągną szczęście.


XXX 

Mówili mi, że nie ma
Nic bardziej sztucznego, niż
Plastik.
Mówili mi, że nie ma 
Nic bardziej fałszywego, niż
Twierdzenie, że Ziemia jest płaska.
Mówili mi, że nie ma
Pełniejszego połączenia piękna z płaskością, niż
Obraz.
Mówili mi, że nie ma 
Większej próżni, niż ta
W kosmosie.

Dziś wiem, że się mylili.
Wczoraj poznałem
Ciebie.


Na moście 

Płynę mostem w górę rzeki myśli.
Czerwone płatki radości spadają w toń,
a brązowe kolce smutków ranią me palce.
Czuję jeszcze róży życia woń,
patrzę w szklane oczy przechodzącej lalce.
Papierowe samoloty rzucane przez malców
wznoszą się po oderwaniu od palców,
lecz opadają do wody i już ich nie ma.
Marzenia.


Noc 

Dlaczego piszę wiersze tylko nocą?
Nocą, mówią, nogi się pocą,
Nocą, gdy krople w szyby łomocą,
Nocą, gdy ludzie oddają się kocom.

Nocą księżyc napełnia mnie swą mocą.
Oto dlaczego. Pytanie brzmi: PO CO?


XXX

Nie było go,
choć podobno ktoś go znał.
Nie było go,
choć go gdzieś ktoś widział.
Nie było go,
choć do niego ktoś mówił
Nie było go,
choć miał ręce ubrudzone gliną.

       Zbiór wierszy od 19.04.1999 do 17.06.2000 by Phnom Penh


XXX

- Noo, nie płacz już,
nie warto.
Pamiętasz, jak rano
wołałaś "ja latam!"?
I gdzie twoje skrzydła?
Zgubiłaś?
A może same odpadły?
Ale nie martw się,
pomogę ci je znaleźć.
- Na co mi skrzydła,
przecież latając widzę
cały bezsens ich istnienia.
Wzbić się w powietrze
tylko po to,
by walczyć z wiatrem?
Walczyć wiedząc, że i tak
jest on niepokonany?
Lecieć chwilę, by w końcu
z hukiem spaść na ziemię?
Nie, nie chcę już skrzydeł.


XXX

Nie ma cię
Siedzę sama
Mija kolejne nudne popołudnie
Tracę czas
którego i tak za mało
I nic się nie zdarzy...
Zastanawiam się
Czy warto żyć dla tego
którego nie ma
Czy warto żyć nadzieją
że może kiedyś
wszystko się zdarzy...


XXX

czarna mucho
mój aniele stróżu
siedzący na ścianie
uchroń me myśli
przed cieniem
beznadziei
uchroń me słowa
przed kurzem
przekleństwa
czerwona plamo
aniele stróżu
rozmazany na ścianie
dlaczego
nie zdołałeś
uchronić mnie
przed chwilą
gniewu

                    Miss M. (czyli Emik)


Lato

Tamtego lata dojrzałam.
To zostało zapisane na długo
Przed moim urodzeniem.

Blask słońca i powiew wiatru
Igrają ze sobą bez końca,
Gonią się wciąż na nowo.

Każde wypowiedziane słowo
Znaczy ślad na mojej twarzy,
Łzą rzeźbi każdą rysę.

Tamtego lata upadłam
Z drzewa wprost na kamienie
Niczym anioł strącony z nieba.

Nie bolało, gdy upadałam,
Tylko moment zetknięcia z ziemią
Obudził moje zmysły.

Każdy promyk pali moją skórę,
Dźwięk rani moje uszy,
Każdy dotyk zgniata mnie od środka.

Tego lata zmartwychwstałam
Urodziłam się znów, po to
By po trupach iść prosto do celu.

Zaprzedałam się sobie
I tylko sobie służyć będę
Oznaki buntu będę surowo karane.

Nie walcz ze mną!
Nie wygrasz ze śmiercią,
Choćbyś zrzucał z siebie liście...


Magia 

Dziwna ta książka,
Którą mi dałeś.
Czarna okładka
I kartki czarne.
Nie znam nawet autora...

Nie umiem jej przeczytać
Nikt nie pisze przecież
Czarno na czarnym.
Nie ma obrazków.
Mówiłeś, że ma kilka rozdziałów..

Wezmę długopis,
Spróbuję coś dopisać.
Staranne litery,
Niemal kaligrafia.
Znów nic nie widać.

Chwytam farby,
Mieszam je, nakładam;
Słońce, łąka,
To na nic -
Wsiąkają w kartki..

To zaczarowana książka..
Już wiem, co robić!
Przytrzymam ją nad świecą.
Ludzie powiadają,
Że odrobina ciepła pomaga...


Pragnienia

Wiem, że nie zawsze możesz mnie zrozumieć
Tego co myślę, co mówię
Nie zawsze wiesz, czemu się tak zachowuję
Może ja to po prostu lubię

Może łatwiej mi czasem udawać, że nie jestem sobą
Wtedy z poczwarki jestem motylem
Nie umiem jednak udawać, gdy rozmawiam z Tobą
Lub trwa to tylko chwilę

Chcę być lepsza, mądrzejsza, wyglądać ładnie
Umieć się zawsze zachować
Chcę mieć nadzieję, że kto? mi serce skradnie
I że już nigdy go nie odda

Chcę myśleć, że świat do mnie należy
I że ze wszystkim dam sobie radę
Chcę wiedzieć, chcę w to uwierzyć
Że nikt mnie już nigdy nie zdradzi

Chcę myśleć, że przeszłość mam za sobą
Że przede mną całe życie
Chcę wierzyć, że jestem już silna
tylko czemu znów płaczę skrycie?


Walka 

Spotkało mnie coś, o czym nie marzyłam
Ani otwarcie, ani nawet skrycie
Dzięki Tobie znów w siebie uwierzyłam
Powoli przywracasz mi wiarę w ludzi, wiarę w życie

Mogę z Tobą rozmawiać o wielu rzeczach
Nie mamy zbyt wielu zakazanych tematów
Lubię, gdy masz swoje zdanie, gdy się ze mną sprzeczasz
Lecz jest jeden temat, który jest tabu

Wiesz, o czym mówię, co mam na myśli
I to we mnie tkwi, wciąż boli
Staram się to z siebie wyplewić
krok po kroku, dzień po dniu, powoli

Sś jednak dni, gdy chcę się zatrzymać
Powiedzieć - dość, już nie mam siły; przystaję...
Kiedyś nie wiedziałam, że w ten sposób się poddam
Że sama się od środka tak bardzo wypalę

Czasem wystarczy chwila, bym w siebie zwątpiła
Jeden gest, wspomnienie, słowo
Bym swój cel sprzed oczu straciła
I tę nierówną walkę musiała podjąć na nowo

Czasem jednak te same rzeczy
Przypominają mi, że zbyt daleko zaszłam
By teraz dać się pokonać i wszystko zniweczyć
Już nieraz mi się udało, teraz też się staram

Boisz się, że poddam się w pewnej chwili
Ja również się tego boję
Wiem jednak, że nie zrobię tego bez walki
Że nie dam łatwo przeciągnąć się na tamta stronę

Jeszcze tyle rzeczy chcę w życiu osiągnąć
Jedne są banalne, inne chyba ważne
Poznać kogo?, naprawdę się zakochać,
Założyć dom, mieć dzieci, rodzinę

Marzy mi się dobra praca
Biały domek, fotel bujany
Wspólna wieczorem kolacja
Samochód i ogród z kwiatami

To są małe rzeczy, którymi żyję
Takie, które są moim celem
Moje marzenia, które zrealizuję
Dla innych to nie dużo, dla mnie bardzo wiele

Wiem, że może nadejść taki dzień
Że się ode mnie odwrócisz, że we mnie zwątpisz
Wiedz, że nie będę miała Ci tego za złe
Że nie poddam się przed końcem

Wykorzystuję każdą chwilę, by poznać świat na nowo
Nauczyć się go, odkryć raz jeszcze i z niego czerpać
Dziękuję, że mi w tym pomagasz i w tym wspierasz
Za to jestem Ci wdzięczna

                    Joanna Czapska