Po raz drugi przeczytalem sobie list niejakiego Fiorka z Katowic, zamieszczony w AM #12. Chodzilo o prace, pieniadze na gry, itp. Nie wiem jak Ty, ale ja prawie sie usmialem. Prawie, bo gdyby ktos zobaczyl jak smieje sie sam do siebie (i tak sie czasem zdarza, jak cos smiesznego przeczytam), to bym Ci z psychiatryka maile golebiami przesylal. Powod mojego rozbawienia: czlowiek napisal, ze przez poltora roku przyzwyczail sie do kasy a tu nagle jej zabraklo. Przyznam szczerze, nie jestem zwolennikiem poswiecenia i cierpienia za wszelka cene, ale uwazam, ze piec "paczek" miesiecznie dla 15-sto letniego siuska, to stanowczo za duzo. Brutalne? Ale za to prawdziwe. To fajnie, ze dzieciaki chca zarobic, ale tak to wlasnie jest, jak sie malolat zbyt wczesnie do zbyt duzych pieniedzy przyzwyczai. Niestety. Fiorek sam w liscie napisal, jaki tryb zycia pedzil, gdy zarabial te pieniadze: "gierki, pizza, piwko... same przyjemnosci". Ja tez lubie sobie czasem pozwolic, ale jest cos takiego, jak "rezerwa-na-wszelki-wypadek". Bedac w wieku szkolnym i zarabiajac wiecej niz przecietny nastolatek na oczy widzial, nalezaloby troche pomyslec. Takie pieniadze, w takim wieku, to kilka mozliwosci wiecej. Zgadza sie, czy znowu jakies pierdoly chrzanie? Mozna bylo troche tych pieniazkow odlozyc, zeby je pozniej w siebie zainwestowac, chociazby w nauke jezykow obcych. Latwiej jednak jest powiedziec: Nie ma. Bylo, ale sie skonczylo i nie ma skad wziac wiecej. Ludzie, rozsadku troche i mniej konsumpcyjnego podejscia do zycia. Tym milym akcentem koncze. Pozdrawiam, Eddie