"Święta,
święta i po świętach" – riposta
Czytając
wrześniowe wydanie Action Mag’a natrafiłem na tekst autorstwa Kery pt.:
"Święta, święta i po świętach". Ponieważ jako praktykujący katolik i
Polak nie mogę zgodzić się z prezentowanymi w nim poglądami, napisałem
niniejszą polemikę.
Przypomnę,
że autorka tego tekstu w pogardliwy sposób odniosła się do tradycji świątecznej,
która w naszym kraju istnieje od pokoleń.
Na
początku stara się udowodnić bezcelowość świątecznych przygotowań. Moim
zdaniem, jest to przykład lenistwa i „amerykanizacji” stylu życia współczesnych
Polaków. Czyż nie lepiej, zamiast piec ciasta i ubierać choinkę, byłoby kupić
to wszystko gotowe w hipermarkecie? Może byłoby łatwiej, ale zabiłoby się przy
tym to coś, co nazywamy świąteczną atmosferą. Czy Kera w dzieciństwie nie
ubierała świątecznego drzewka i z wypiekami na twarzy nie oczekiwała pierwszej
gwiazdki?
W
kolejnym miejscu autorka atakuje zwyczaj odprawiania w wigilijną noc Mszy Świętej
Pasterskiej. Twierdzi: „nie doznaję tam
ani catharsisu, ani nawet kolęd nie śpiewam”. Czy kiedykolwiek spróbowała na
pasterce naprawdę wczuć się w jej ducha i oddać się magii tej podniosłej
chwili? Chyba nie. Jeżeli jednak nie chce, niech na nią nie uczęszcza. Zabolało
mnie także to, że Kera porównała, (choć nie bezpośrednio) ludzi wierzących do
tępego tłumu, który „pcha się do szopki... żeby obejrzeć kiczowate figurki” i
„klepie Zdrowaś Maryjo”. Jeżeli się czegoś nie rozumie, to, według mnie, nie
wolno tego komentować a tym bardziej krytykować!
Następnie autorka krytykuje
to, że ludzie dekorują na święta swoje domy i miejsca pracy. Nie rozumiem,
dlaczego nie może ona pojąć, że ludzie kochają święta i w tym czasie chcą, by
wszystko im o nich przypominało.
Kera polemizuje także z
tradycją rodzinnych spotkań przy świątecznym stole. Czy nie zauważa, że w
współczesnym świecie, tak zabieganym i zapracowanym, coraz mniej jest czasu na
wspólny, rodzinny posiłek i serdeczną rozmowę? A może dla niej rodzina to tylko
mąż – alkoholik, rozwrzeszczane dzieci i czepliwa teściowa? Bo dla mnie nie!
Bezsensowne jest także łączenie faktu świąt z ilością samobójstw. Czyż nie
można by zaprosić samotnego sąsiada do wigilijnego stołu, by i on mógł poczuć
rodzinną, wspaniałą atmosferę Bożego Narodzenia?
Autorka skarży się także na
jakość świątecznego programu w telewizji. Zastanówmy się jednak, czy nie dałoby
się inaczej zorganizować sobie czasu w święta. A może by tak z całą rodziną
zasiąść przy choince i pośpiewać kolędy?
W ostatnim akapicie Kera
stwierdza, iż święta powinny być „przede wszystkim dla nas samych; nie my dla
opłatka, nie my dla atmosfery, nie my dla świąt...” Czy jednak wtedy dalej były
by to święta?
Moim
zdaniem nie! Wydaję mi się, ze autorka nie przeżyła jeszcze w swoim życiu
prawdziwych świąt i ich nie zna. Niech wiec nie wypisuje bzdur w zinie, który dociera
do 200 000 czytelników.
CrazyJack