O nauczycielach infy, ale tych mądrzejszych
qqqqqqWszyscy rozprawiają o idiotyźmie nauczycieli informatyki, a ja napiszę coś
o tych, którzy naprawdę znają się na rzeczy, bo tacy istnieją. No może nie w całej Polsce i na pewno są w mniejszości (przynajmniej do niedawna
byli).
qqqqqqJestem aktualnie uczniem drugiej klasy L.O. w pewnym mieście w pięknej wielkopolsce. Tak się złożyło, że w swoim
krótkim życiu nie natrafiłem na żadnego nauczyciela, który nie umiałby dobrze wyłożyć tematu czy też wytłumaczyć trudniejszych pojęć. Już w
podstawówce uczyło mnie dwóch bardzo fajnych nauczycieli, którzy mieli pełne wykształcenie i predyspozycje aby uczyć i robili to dobrze. W tym
przypadku to większość uczniów nie grzeszyła komputerową inteligencją, jako przykład można by podać notoryczne używanie klawisza F8 w Nortonie,
czy też problemy z wpisywaniem danych do komórek Exela (pamiętajcie, że to była siódma klasa podstawówki a tam w programie dużo więcej nie
zaplanowano).
qqqqqqPotem przyszły egzaminy do LO, na szczęście zdałem je bez większego problemu (angielskiego uczę się od 1991 roku, a egzaminy językowe to u nas podstawa). W tym natłoku zajęć zdałem sobię sprawę, że jeszcze nie zastanawiałem się jak będzie wyglądał, a bardziej jaką wiedzę będzie posiadał mój nauczyciel informatyki, jaki będzie sprzęt itp. Sprzęt na szczęście okazał się na poziomie ponieważ minimum to był jeden Pentium 133, było kilka Pentium 166, kilka Celeronów od 333 do 400, i para Pentium II 450. Wszystko to było połączone w profesjonalną sieciówkę i miało pełne oprzyrządowanie (tzn. CD-ROM, kilka pierwszych DVD-ROM, wystarczającą ilość RAM-u). No to jest git, pomyślałem sobie, jeszcze tylko pozostało czekać na nauczyciela. W naszej szkole jest ich kilku, jeden ma nawet doktorat z dziedziny nauk informatycznych (sprawdzone), reszta jest po studiach. Mnie miał uczyć człowiek, który dopiero co takowe skończył i jest to jego pierwsza praca. Na pierwszy rzut oka wydawał się lekko dziwny, ale okazał się człowiekiem naprawdę dobrze przygotowanym do pracy w tym zawodzie. Nie miał, żadnych problemów z przejściem przez testy, które mu przygotowaliśmy i w ogóle był i jest w porządku. Raz zdenerwował mnie tylko kumpel, który powiedział, że nauczyciel ten jest do dupy i ogólnie nic nie umie bo cracka nie potrafi napisać. Jak się go zapytałem czy on umie, powiedział, że nie, bo on cracki to z internetu ściąga.
qqqqqqOstatnie zdanie poprzedniego akapitu skłoniło mnie do napisania jeszcze paru zdań. Tym razem będzie nie o nauczycielach ale o uczniach. Ludzie, wy nie narzekajcie, że oni was Worda czy Exela uczą (niektórzy jak słyszą Turbo Pascal to się śmieją, bo oni by od razu Delphi chcieli, bo co na takim Turbo Pascalu da się zrobić), popatrzcie na siebie kilka lat wcześniej, nawet wstawić Cliparta wielu z was nie umiało. Nauczcie się podstaw obsługi komputera a później bierzcie się za rzeczy trudniejsze (przecież domu bez fundamentów nie postawisz). Jak widzę bandę wielkich informatyków, którzy mają AMD Durona, Pentium 3 lub Celerona 600 i wyżej z G-force'ami i oni się się chwalą, że umią wszystko, to wybaczcie ale mnie chce się rzygać. Podchodzi kiedyś taki jeden do mnie i mówi, że zgrał jakiś program z sieci i go rozłorzył, coś tam pozmieniał, i się pod nim podpisał (serio!!!). A jak co do czego przyszło to ledwo co w Wordzie się łapał. I co tu z takim zrobić co???.