Rowerzysta - zło konieczne?
Od kiedy człowiek zszedł z drzewa i odkrył ogień, postanowił sobie coraz to nowymi wynalazkami ułatwiać życie. Nie da się ukryć, że odkrycie koła było przełomem w dziejach ludzkości. Gdyby nie ten, jakżesz prymitywny, wynalazek, świat w dzisiejszej postaci nie byłby w stanie funkcjonować. Gdzie człowiek nie spojrzy - prawie wszystko wiąże się z krągłościami. Rower jest tego chyba najlepszym przykładem :) Wynalazek niejakiego M. De Sivraca w 1690 r. (a także panów Blancharda i Maguiera w roku 1779) sprawił niezakłamaną radość swoim właścicielom i rozpoczął nową erę w dziedzinie historii - erę cyklistów.
Wiem, wiem, wstęp nieco abstrahuje od zamierzonego tematu ale zawsze lepiej wygląda artykuł ze wstępniakiem niż bez :) (w przeciwieństwie do kleju o którym mówią, że "lepiej trzyma jak go ni ma" :). Zapewne wielu z Was domyśliło się już, o czym będzie traktował poniższy artykuł - o Nas i o środowisku, które patrzy na to co robimy z zadowoleniem, względnie ze skrajną nienawiścią. Nie od dziś wiadomo, że rowerzysta na ulicy to wróg publiczny numer jeden dla kierowców, a w szczególności prowadzących tiry i autobusy. Czemu zacząłem właśnie od tego tematu? Ano jest on najpowszechniejszym zjawiskiem, wywołującym ciągle najwięcej kontrowersji. W znowelizowanym kodeksie drogowym możemy znaleźć następujący cytat:
Art.
24
2. Kierujący pojazdem jest obowiązany przy wyprzedzaniu zachować szczególną ostrożność, a zwłaszcza bezpieczny odstęp od wyprzedzanego pojazdu lub uczestnika ruchu. W razie wyprzedzania pojazdu jednośladowego lub kolumny pieszych odstęp ten nie może być mniejszy niż 1 m.
Mieszkając w dużych miastach, bądź też (jak jest to w moim przypadku) egzystując w GOPowskiej aglomeracji, jesteśmy skazani na dojazd do najbliższego lasu przez centrum tegoż miasta i jego obrzeża. A wiadomo - centrum to zazwyczaj ścisk, tłok i zupełna samowolka. Przykład? Proszę bardzo ... Badajże kilka dni temu wracaliśmy z kumplem z małej wycieczki. Stoimy na światłach, a za nami przewóz. Zapala się zielone, a ja nadal czekam z zamiarem puszczenia kierowcy autokaru przodem (co mi będzie tą krową smrodził przed nosem :). Jednakże widząc, że gość się zbytnio do tego nie kwapi i najprawdopodobniej będzie skręcał w prawo, depłem na pedał i popędziłem prosto. Ledwo co zdążyłem przejechać skrzyżowanie, a tu nagle przede mną widzę tył hamującego "Autosanu", zatrzymującego się na przystanku. Daję po hamulcach, kumpel o mało co nie wepchnął mnie na tył tego autka ... Wymijamy gościa, a ja w wymowny sposób pokazuję mu, co o jego zachowaniu sądzę. Wiele zapewne to nie zmieni ale niech przynajmniej drań wie, że nie jest sam na drodze :). Kolejna sytuacja z życia wzięta. Jadę drogą na Niegowonice, wymija mnie gość tirem i tak pięknie "ścina" zakręt, że jego naczepa o mały włos nie ląduje na moim przednim kole (w tym przypadku próba przetłumaczenia kierowcy o co mi chodzi równałaby się samobójstwu, w końcu ciężarowcom nie płacą za to ze się zatrzymują, tylko za to że jadą ;). Albo nie denerwuje Was fakt, jak kierowcy Maluchów (zazwyczaj 17 - 20 letni) "bawią się" w wyprzedzenie na trzeciego, czy też głośne oznajmianie chęci wyprzedzenia drażniącym i przeciągłym klaksonem? Bo mnie bardzo ... Z kolei inny artykuł mówi:
Art.
32
1.
Liczba pojazdów jadących w zorganizowanej kolumnie nie może przekraczać:
[...]
2) rowerów jednośladowych - 15.
2. Odległość między jadącymi kolumnami nie może być mniejsza niż 500 m dla kolumn pojazdów samochodowych oraz 200 m dla kolumn pozostałych pojazdów.
3. Odległość między rowerami poruszającymi się w kolumnie rowerów jednośladowych nie może przekroczyć 5 m.
6. Zabrania się wjeżdżania między jadące w kolumnie rowery jednośladowe [...].
Tu z kolei najbardziej interesuje mnie podpunkt 6. Ile razy zdarzyło Wam się widzieć (albo mieć do czynienia) z traktorem, samochodem, czy (o zgrozo!) tirem próbującym wymusić pierwszeństwo w takiej kolumnie? Mnie niestety i ten przypadek nie ominął :(. Gość poltkiem na siłę próbował władować się pomiędzy grupę, w której jechałem ... De gustibus.
Art.
2
Ścieżki rowerowe ... Tja ... Kwestię tą można bardzo łatwo rozpatrzyć na przykładzie chociażby mojego miasta, w którym to istnieje aż ... niech no policzę bo się w tym można pogubić :), tak - 10km dróg rowerowych! Co prawda, kwestia ta nie dotyczy takich ludzi jak chociażby ja czy Rogaś (maniakowi wszystko jedno gdzie jeździ, byle był pot, krew i łzy :):) ale społeczeństwa traktującego rower jako formę relaksu po ciężkim dniu w szkole/pracy/u dziewczyny. To właśnie z myślą o takich "niedzielnych jeźdźcach" władze miasta powinny tworzyć nowe trasy, przebiegające wzdłuż ciekawych tarasów widokowych - niestety, wszelkie tego typu projekty przepadają jak kamień w wodzie. A szkoda ... Kolejną ciekawą sprawą wartą poruszenia jest fakt transportu rowerka naszą kochaną koleją. Nie dość, że PKP nie posiada osobnego wagonu do przewozu takiego sprzętu (co jest standardem na zachodzie, nawet w podmiejskim taborze), to jeszcze każe wykupywać bilet bagażowy (im dalej jedziemy, tym droższy, wiadomo ...). Jednak najbardziej kuriozalnym faktem w tym całym zamieszaniu jest to, iż niekiedy posiadając bilet bagażowym nie załadujemy rowerka do tegoż wagonu ze względu na ... brak miejsca!!! Tak, nie przewidziało Wam się. W wakacje, ferie zimowe, czy też w dłuższe dni wolne od pracy taka sytuacja może mieć miejsce. Także zakwaterowanie w niektórych pensjonatach, bądź też schroniskach może być kłopotem - nie wszyscy właściciele są przyjaźnie nastawieni na widok rowerzysty. Według nich, rower stojący w pokoju może zniszczyć (sic!) meble, pobrudzić lamperię, a jego użytkownik wyprze się wszystkich zniszczeń przez niego popełnionych. No cóż ... Na szczęście nie wszyscy mają tak negatywne podejście do ludzi w kaskach i potrafią okazać im pomoc. Bodajże w zeszłym roku kolega złapał gumę. Wszyscy z nas zaopatrzeni byli w dętki, jednakże nikt nie wziął ze sobą pompki :P. Do domu dojść było nijak (40km wędrówki? no way!), więc pomocy należało szukać w pobliskich gospodarstwach. Z początku nie wiedzieliśmy jak się zabrać do "proszenia o pompkę", jednak babcia, która siedziała nieopodal nas i słyszała cała rozmowę zapytuje się: "Co chłopcy, nie macie czym koła napompować?" "No, jakoś tak wyszło ...". Na to starsza pani kazała nam chwilkę zaczekać, zawołała swojego wnuczka (chyba :) i szepnęła mu parę słów na ucho. Po chwili mieliśmy już pompkę, a opona była twarda i zdatna do jazdy. Byle więcej takich osób na świecie. Bardzo optymistycznie wyglądają nowe sondy, dotyczące propagowania turystyki rowerowej. Blisko 75% ankietowanych jest zwolennikiem jazdy na rowerze i jej propagowania wśród własnego środowiska. To bardzo cieszy, zważywszy na to, iż w dorocznej liście rzeczy najczęściej kupowanych (tzw. produktów doraźnej potrzeby) dwa kółka zaliczyły bardzo drastyczny spadek ze ścisłej czołówki (3 miejsce) na środek pierwszej dwudziestki (24 miejsce). Co ja mogę więcej napisać? Na pewno tekst ten zawierał więcej minusów niż plusów z rowerowego życia, jednak możecie mi wierzyć - pomimo takiego obrotu sprawy jazda na rowerze w Polsce jest rzeczą nadal bardzo przyjemną i pouczającą (możecie się pochwalić swojemu geografowi, jak to dobrze znacie topografię swojego terenu :), sprawiającą wiele radości.
Artykuł ten nie ma na celu obrażania, oczernienia ani też wytykania błędów wyżej wymienionym postaciom - jest on jedynie osobistym poglądem niżej podpisanego autora. Wszelkie uwagi dotyczące tego tekstu proszę kierować na ten adres.
®Yaro