Moje nowości


Linkin Park - Hybrid theory

Na wiosnę ukazał się album zespołu Linkin Park - "Hybrid Theory". Gdy usłyszałem po raz pierwszy ich utwór praktycznie nie zwróciłem na nich uwagi, jednak gdy parę tygodni później usłyszałem go po raz kolejny to dostałem olśnienia. Mimo iż nie był to metal, grunge tylko rock z samplami i mixami, zaraz byłem posiadaczem ich płytki. Początkowe moje obawy związane z tym, że będzie to komercja w stylu limp bizkit lub że będą dwie - trzy piosenki, które da się słuchać tak jak Papa roach (podkreślam "da" a co nie znaczy że są świetne), zostały po pierwszym przesłuchaniu zniszczone (wątpliwości). Co prawda są buraki na płycie, jednak w większości przypadków mixy i sample dobrze wkomponowywują się do gry gitar. Kolejną wadą jest to, że na płycie występuje rapowanie, na szczęście nie jest to żaden koliber, ani wu - tang (na szczęście), jednak on istnieje (na nieszczęście). Na Linkin Park składa się z pięciu członków, co jest ciekawe nie ma oddzielnego basisty i gitarzysty prowadzącego grę, wszystkim zajmuje się jedna osoba, przez to muszą być oni często wspomagani np. podczas "One step closer". Śpiewają głównie o tym co czują, o buncie lub też o jakichś wydarzeniach, zresztą nieźle to robią. Dobry jest pomysł z drugim wtrącającym się głosem (najlepszy "dialog" w "One step closer"). Utworów jest sporo jednak nie jest to coś do czego przyzwyczaiła nas Metallica, czy Iron Maiden, gdyż są one żałośnie krótkie. Najdłuższa piosenka trwa zaledwie 3:36. Jest kilka piosenek, tkóre mogły by walczyć miano tej najlepszej, a są to "One step closer" - była by nią bez watpienia gdyby nie ambitny kawałek z "shut up" i byłaby też trochę dłuższa, a także "Crawling", "Runaway" i "Pushing me away". Najmniej szans na przyszłość przepowiadam piosence "Cure for the itch".

Jeżeli miałbym przypisać do jakich zespołów ich muzyka jest podobna, wybrał bym KoRn, Deftones i ... limb bizkit (specjalnie małą literą). Choć zapewne musiał bym skłamać, bo nie przypomina ich muzyka muzyki żadnego z wyżej wymienionych zespołów, gdyż mają oni coś z każdego jednak nie, aż tak dużo (na szczęście z tego ostatniego najmniej). Reasumując płyta Hybrid theory jest warta swojej ceny, jeśli chcesz na chwilę odpocząć od mocniejszych brzmień posłuchaj jej. Pozostaje mieć tylko nadzieje, że następna płyta Linkin Park będzie jeszcze lepsza, utwory się wydłużą, nie będzie debilnych momentów, które wydłużą tylko czas trwania piosenki oraz że będzie więcej mocnego brzmienia!

Papercut - 8/10
One step closer - 9/10
With you - 5+/10
Points of authority - 6/10
Crawling - 9/10
Runaway - 9-/10
My myself - 6+/10
In the end - 7/10
A place for my head - 7/10
Forgotten - 7+/10
Cure for the itch - 3/10
Pushing me away - 8+/10

Ogólnie: 8-/10

© S_NicK


Halford: "Resurrection"

Podobno cuda się nie zdażają... Dlatego nie mogłem uwierzyć, kiedy pewnwgo, nie pamiętam czy pięknego, dnia usłyszałem (ściągniętą z netu) MP3 o tytule Ressurection. Był to tylko krótki fragment ale najwarzniejszy był podpis pod tytułem. Zobaczyłem tam ROBERT HALFORD. Przyjrzałem się temu ponownie, bo godziny spędzone przed monitorem mogą wywoływać zwidy. Nic się nie zmieniło. Widać było dokładnie imię i nazwisko wokalisty. Wtedy pomyślałem, że to może jakiś pseudonim artystyczny albo co ... szybko to jednak odrzuciłem, bo o rozprawie sądowej było by już głośno. Oznaczało to tylko jedno: Rob ZMARTWYCHWSTAŁ !

Dla tych którzy nie wiedzą kim jest Robert Halford (!co za wstyd!) : jest to pierwszy (i najlepszy) wokalista Judas Priest. A Judas Priest to wielki zespół. Jeden z pierwszych bandów grających metal. Jak by to zawrzeć w jednym wyrażeniu - metalowi bogowie (Metal Gods). Niestety drogi panów z JP i Boba rozeszły się jekiś czas temu. JP znaleźli sobie nowego frontmana (Ripper'a jak się nie mylę) a Halford założył własny zespół (chyba o nazwie Fight), który ciutkę odbiegał od kanonu muzycznego Judasów. Mnie się on nie podobał, ale to nie jest ważne. Po paru latach spędzonych z Fight i innymi mniej lub bardziej udanymi zespołami, Bobby powrócił jako Robert Halford na albumie o jakże wymownym tytule Resurrection.

Zminił się troche image Halforda. Zrezygnował z bujnej czupryny na rzecz połyskującej łysiny. Może przyczynił się do tego jego wiek? (25 sierpnia skończy 50 lat) Nie ma też skórzanych kurtek nabijanych ćwiekami. Są za to tatuaże pokrywające znaczną część jego ciała. W sumie pozostał tylko jeden element, motor. Podobno nie wjeżdża już nim na scenę, ale na okładce jest. Ale image to nie wszystko. Liczą się jeszcze umiejętności wokalne. A tych panu Halfordowi nie brakuje. Posłuchajcie np. Made in Hell a sami się przekonacie.

Nawet najlepszy wokalista sam jeszcze płyty nie zrobił. Dlatego nawet Halford musiał zaopatrzyć się w muzyków. I tutaj kolejne zaskoczenie. Widnieją tu bowiem dwa swojsko brzmiące nazwiska: Mike Chlasciak (gitara) i Bobby Jarzombek (perkusja). O ile z Mikiem udało mi się już skontaktować (dzięki pomocy Rockn' Roberta) i wiem, że ma rodzine w Warszawie to o pochodzeniu Mr. Jarzombka mało mi wiadomo. No i jest jeszcze jedna osoba, która wspomaga Halforda wokalnie w utworze The one you love to hate - Bruce Dickinson. Genialny wokalista Iron Maiden. Jest super.

Z dobrze poinformowanego źródła (nawet z BARDZO dobrze poinformowanego: od Chlasciaka :-) ) wiem, że wyszła już płyta Insurrection i są to w większości utwory z Resurrection w wersji live. Niestety nie jest ona dostępna w naszym wspaniałym kraju. Może uda mi się ją zdobyć poprzez wspaniałego Rockn' Roberta a wtedy możecie liczyć na jeszcze jedną recenzję :-)

© + iommi +


Metallica: "Kill'em All"

W roku 1983 na rynek muzyczny trafiła niezwykła płyta, niezwykłego zespołu. Mało kto wtedy podejrzewał tak wielki sukces Metallici. Co prawda jej sukces okazał się jej zgubą, ale nie o tym mam pisać. Bo Kill'em All to naprawdę wartościowa płyta. Chociaż nagrywana była w składzie Hetfield/Urlich/Burton/Hammett to pod niektórymi piosenkami (Metal Militia ; The Four Horsemen ...) możemy zobaczyć jeszcze jedno znane nazwisko : Mustaine. Niestety przyszły założyciel Megadeth został wyrzucony z zespołu przed nagraniem pierwszego albumu :-(

Na Kill'em All można (po raz pierwszy i ostatni) usłyszać Metallice jako zespół, który przed chwilą opuścił garaż. Głos Hetfielda jest jeszcze surowy i nie tak "wyrobiony" jak na kolejnych krążkach. Szczególnie słychać to na piosence, którą w całości sam napisał - Motorbreath. Jest to jedyny przypadek w historii grupy, kiedy ktoś samodzielnie pisze piosenke. Mamy tutaj jeden utwór instrumentalny : (Anesthesia) Pulling Teeth ale do udanych, to bym go nie zaliczył ... . No cóż, nie ma rzeczy idealnych.

Płytka wypada dobrze na tle obecnych dokonań Metallici. Ale w porównaniu do np. Ride The Lightning już słabiej. Myślę, że Kill'em All można zaliczyć jako "rozgrzewkę" do przyszłych dokonań zespołu. W każdym razie, warto ją mieć w swojej kolekcji.

© + iommi +


Nativity In Black (A Tribute To Black Sabbath)

Niewiele zespołów doczekało się poświęconej im płyty. Płyty która jest chołdem dla twórczości grópy. Black Sabbath doczekali się.

Album ma tytuł Nativity In Black (A Tribute To Black Sabbath). Zbiór kompozycji i wykonawców po prostu rzuca na kolana. Czy wyobrażasz sobie usłyszeć w innych okolicznościach, Biohazard, Bruce'a Dickinson'a i np. Cathedral razem ??? Zespoły o tak odmiennych stylach łączą swoje siły aby podziękować ludziom którzy stanowili i stanowią inspiracje i natchnienie.

Pierwszy cover to After Forever w wykonanniu wspomnianego już Biohazard. Dalej jest White Zombie ze swoją jeszcze bardziej mroczną wersją Children Of The Grave. Idealnie nadaje się na długie trasy samochodem :-) Póżniej Megadeth i Paranoid. Fajny tylko megakrótki (2:31 - najkrótszy na albumie). Mustaine dał czadu, nie ma co. Ja bym mu dał się wyszaleć jeszcze trochę...
Utwór czwarty to 1000 Homo DJ's (???zna ich ktoś???). Największa porażka na płycie. W ogóle to jest jakaś pomyłka. Ja zespół z DJ w nazwie może się znajdować na składance poświęconej twórcom METALU ??? (i niech mnie w d*** pocałują wszyscy którzy pomyśleli teraz o Led Zeppelin albo o Purplach :-)).
Po totalnej klapie przychodzi czas na absolutny relaks. Oczywiście jak ktoś lubi się relaksować przy dźwiękach Iron Man'a w wykonaniu nikogo innego jak samego Ozzy'ego Osbourne'a (!) w toważystwie Therapy? (znak zapytanie wchodzi w nazwę bandu to jest zdanie oznajmujące :-)). Dalej jest jeszcze więcej mocnego grania. Warto wymienić Sepulture i ich Symptom Of The Univers, który znalazł się też na ' Roots ' a także wokalistę Iron Maiden - Bruce'a Dickinsona w jego (całkiem przyzwoitej) wersji Sabbath Bloody Sabbath.
Zaskoczeniem dla mnie jest Ugly Kid Joe (czy ta ksywa wam coś nie mówi ??? :-)) w utworze N.I.B. Jest dobry! A myślałem, że to będzie takie podśpiewywanie sobie ... w końcu świry też umieją śpiewać (no np. Ozzy ... ).
Po Faith No More i Type O'Negative, album zamyka Cathedral. Ich Solitude jest nieco dziwny i niektórym się spodoba a innym nie.

I to już wszystkie 13 piosenek. Piosenek dedykowanych czwórce ludzi, którzy zmienili losy metalowego świata (ja tu mówie o pierwszym składzie BS, bo co takiego zrobił np. Dio?).
A reraz dobre i złe wieści :
Dobre - wyszedł już krążek Nativity In Black (A Tribute To Black Sabbath) II
Złe (poza tym że jeszcze go nie mam) - śpiewa tam np. Busta Rames (pewnie źle to napisałem, ale wybaczcie - nie siedze w tym klimacie)

W każdym razie DO NASTĘPNEJ PŁYTY ...

© + iommi +


Megadeth: Youthanasia

Ostatno w telepudełku widziałem jeden z zwiastunów końca świata. Po paru minutach pojawił się napis o następującej treści : MEGADETH / Motel Psyho (mogłem trochę przekręcić tytuł). Domyślałem się tego już podczas trwania teledysku. Bo jaka druga kapela ma jednocześnie gitarzystę i wokalistę o charakterystycznym, rudym odcieniu włosów? Na Mustainie i nazwie zespołu jego związek ze starym, dobrym Megadeth się skończył. Zmiany w składzie nie wyszły zespołowi na dobre. Właściwie, to nowy Megadeth jest taką samą kupą jak nowy Bon Jowi. Po co o tym mówie? Żebyście mieli kontrast pomiędzy starą, megadobrą grupą a nowym megasyfem. I żebyście nie zasypali mnie mailami po usłyszeniu jakiejś nowej piosenki tego zespołu.

Po co mielibyście to robić? Bo zamierzam napisać ... a właściwie to już to napisze, prosze batrdzo: MEGADETH BYŁ JEDNYM Z NAJLEPSZYCH ZESPOŁÓW METALOWYCH PO NWOBHM. Tak, tak. Oczywiście to tylko moje zdanie. I ostatnio się zmieniło. Ale przejdźmy do recenzji Youthanasji i powspominajmy stare, dobre czasy ...

A jest co wspominać. Youthanasia to 12 kawałków na tym samym, wysokim poziomie. O niebanalnych tekstach i rozwiniętej linii melodycznej. Zarzucić jej można tylko wątpliwy talent wokalny Mustaina (to akurat, nie jest moja opinia ale Heatfielda i innych) i jak dla mnie marną gitarę basową (w porównaniu np. z Iron Maiden). Płytka nawiązuje do heavymetalowej tradycji. Piosenki takie jak Killing Road czy Reckoning Day przypominają czasy NWoBHM. Aż się łezka w oku kręci ;-) Denerwuje mnie tylko harmonijka w Elysian Fields. I co właściwie znaczy to A Tout Le Monde?(to akurat udało mi się rozszyfrować: "Do człego świata" , ale co dalej???) To, że Mustaine lubi francuski (tak mówi) to nie znaczy, że ja go lubię! Jak w ogóle można śpiewać metal po francusku??? (można, spoko - poniosło mnie) Nie będę opisywał kolejnych utworów bo po co mam ciągle je wychwalać? Co prawda w prasie album nie był pozytywnie opisywany, ale fani uważają coś innego : 4 miejsce "Billboardu" a czymś świadczy, nie? A.. i jeszcze okładka. No coż. Nawet jeśli nie jesteś fanem metalu (to Ty to jeszcze czytasz ???) warto poświęcić jej chwile podczas najbliższej wizyty w (uwaga, uwaga! będzie kryptoreklama:) Empiku. Wywołała troszeczkę kontrowersji. Ale pamiętaj, że to było w 1994 roku ...

© + iommi +


Swoje propozycje do "Moich Nowości" nadsyłajcie tutaj.

Uwaga!!! Przedstawione tutaj teksty to tylko subiektywne odczucia autorów w stosunku do opisywanych płyt. Nie należy ich traktować jako recenzji czy rzetelnych, profesjonalnych opisów.