THE GATHERING
"Metamorfoza"
Dla mnie osobiście, kariera zespołu z Holandii rozpoczęła się wraz z dołączeniem do kapeli Hans'a i Rene Rutten'a (bracia, założyciele TG) wokalistki Anneke van Giersbergen. Od tego czasu i wydania płyty "Mandylion" rozpoczął się prawdziwy The Gathering. Nie zmieniajmy jednak faktów. Zespół przed przyjściem wokalistki wydał dwie płyty i demo (1990r).
W czasie dziesięcioletniej kariery ich styl grania bardzo się zmieniał.
Zespół przeszedł wyraźną metamorfozę. Zaczynając od ostrego deathmetalowego
grania, by po przyjściu Anneke zmienić swój styl na doom/gothic. Każda płyta to
w jakimś rodzaju eksperyment. Dziś The Gathering jest już bardziej kapelą
rockową z elementami gotyku, niż metalową. Jednak członkowie zespołu są jeszcze
młodzi. Zobaczymy co pokaże przyszłość.
W artykule tym chciałbym przedstawić poszczególne płyty studyjne, wraz z małym komentarzem na ich temat. Są to oczywiście moje osobiste odczucia, więc nie każdy musi się z nimi zgadzać. Zapraszam do lektury.
"Always"
1992
Utwory:
The mirror waters
Subzero
In sickness and
health
King for a day
Second sunrise
Stonegarden
Always...
Gaya's
dream
Skład:
Bart Smits - wokal
René Rutten - gitara
Jelmer
Wiersma - gitara
Frank Boeijen - klawisze
Hugo Prinsen Geerligs -
bas
Hans Rutten - perkusja
Płyta debiutancka. Zespół nagrywa znośny materiał. Prawdę mówiąc, nie jest on rewelacyjny. Ale TG daje się poznać jako zespół kierujący się w swojej muzyce uczuciami oraz emocjami. Szkoda tylko wokalisty - Bart'a Smith'a (zdecydowanie słyszałem lepsze męskie głosy). Trochę negatywnie wpływa na cała muzykę zawartą na krążku. Ciężko się tego słucha. Niemniej jednak, krążek zyskuje sobie grono zwolenników (niestety ja nie mogę się do nich zaliczyć...). Na swój sposób płyta jest ciekawa (nastrój, atmosfera oraz brutalność mieszająca się z uczuciami i delikatnością). Dla zespołu jest to bardzo ważny krążek. Jest furtką do dalszych działań.
"Almost a dance"
1993
On a wave
The blue vessel
Her last flight
The sky
people
Nobody dares
Like fountains
Proof
Heartbeat amplifier
A
passage to desire
Skład:
Niels Duffhues - wokal, gitara akustyczna
Martine
van Loon - wokal
René Rutten - gitara akustyczna i elektryczna
Jelmer
Wiersma - gitara akustyczna i elektryczna
Frank Boeijen - klawisze,
sample
Hugo Prinsen Geerligs - bas
Hans Rutten -perkusja
"Wypadek przy pracy" - tak wielu ocenia ten krążek. Muzycznie zespól trochę się uspokaja. Zanika brutalność, growling, deathmetal, pojawia się wyciszenie, melodia (!!!). Utwory są bardziej zróżnicowane, lepiej zaaranżowane, bardziej złożone. Zespół powoli zaczyna odnajdywać swoją ścieżkę. Płyta jest trochę niedoceniana przez słuchaczy. Wokal w wykonaniu Niels'a Duffhues'a to katastrofa. Ten facet kompletnie nie ma muzycznego wyczucia. Po prostu dno. Nie chce mi się więcej o tym pisać.
"Mandylion"
1995
Strange machines
Eléanor
In motion #1
Leaves
Fear
the sea
Mandylion
Sand and mercury
In motion #2
Skład:
Anneke van Giersbergen - wokal
René Rutten -
gitara, flet
Jelmer Wiersma - gitara
Frank Boeijen - klawisze
Hugo
Prinsen Geerligs - bas
Hans Rutten - perkusja
Wspaniała, przecudowna, doskonała, wybitna, niepowtarzalna, piękna.
Jedyna w swoim rodzaju. Niesamowity głos Anneke van Giersbergen. Utwory są
długie, bardzo przemyślane. Zespół stwarza swój niepowtarzalny styl. Widać, że
wokalistka miała duży wkład w materiał. Eksploduje fala uczuć i emocji owinięta
w pełną piękna muzyką. Tego przedtem nie było. Wystarczy mocno wsłuchać się w
słowa. Płyta (przynajmniej dla mnie) dość trudna w odbiorze. Jej nie można po
prostu włączyć sobie w ciągu dnia i słuchać, robiąc przy tym sto innych rzeczy.
Osobiście to słucham tej płyty tylko w nocy (na słuchawkach oczywiście). Wtedy
najlepiej mogę się wczuć w muzykę, zrozumieć śpiew Anneke, docenić otaczającą
mnie muzykę. Tu nie ma utworu lidera. Wszystkie są doskonałe. Według mnie
"Mandylion" to jedna z najważniejszych,
najpiękniejszych (ogólnie) i najbardziej progresywnych (w swoim gatunku) płyt
lat dziewięćdziesiątych. I ten przepiękny głos Anneke...
"Nighttime Birds"
1997
On most surfaces
Confusion
The May song
The Earth is my
witness
New moon, different day
Third chance
Kevin's
telescope
Nighttime birds
Shrink
Bardzo "klimatyczna" płyta. Zespól nieco złagadza swoje granie (dużo
melancholii). Anneke wspaniale operuje głosem. Piosenki są bardzo ładne, wiele w
nich melodii i przemyślenia. Bardzo dobra płyta. Obowiązkowa (obok
poprzedniczki, oczywiście) dla każdego szanującego się
metalowca\gota\gotki. Godny następca
"Mandylion".
How to measure a planet?
1998 (album dwupłytowy)
[Płyta nr 1]
Frail (you might as well be
me)
Great ocean road
Rescue me
My electricity
Liberty bell
Red is
a slow colour
The big sleep
Marooned
Travel
[Płyta nr 2]
South american ghost
ride
Illuminating
Locked away
Probably built in the fifties
How to
measure a planet
Jak to powiedziała Anneke w jednym z wywiadów "cały praktycznie album został nagrany na komputerze...". Nie ulega wątpliwości - jest to chyba największy eksperyment zespołu. Jest zdecydowanie za długa, nie przepadam za dwupłytowymi wydawnictwami. Muzyka jest mocno naładowana elektroniką, niepodobna do poprzednich wydawnictw. Nie twierdzę, że płyta jest zła, jest po prostu inna, jest eksperymentem. Wymaga od słuchacza cierpliwości. Muzyka "nie wchodzi" od razu. Ale z czasem nabierałem do niej przekonania. Na swój sposób, muzyka jest bardzo ładna. Jednak po wybitnym "Mandylion" i bardzo dobrym "Nighttime Birds", dla mnie jest to trochę za mało.
"if_then_else"
2000
Rollercoaster
Shot To Pieces
Amity
Bad Movie
Scene
Colorado Incident
Beautiful War
Analog Park
Herbal
Movement
Saturnine
Morphia's Waltz
If then else
Jak na razie najnowsze wydawnictwo. Zespół powraca jakby do początków swojej
działalności (z Anneke). Zrezygnowano z elektroniki, na rzecz gitar, wiolonczeli
i innych instrumentów. Jednocześnie zespół coraz bardziej oddala się od
metalowego brzmienia. Muzyka jest uczuciowa, melancholijna, spokojna, bardzo
rockowa. Niektóre utwory mogłyby być nieco krótsze. Płyta wręcz idealnie nadaje
się do posłuchania w długie jesienno\zimowe wieczory, najlepiej w towarzystwie
ukochanej ci osoby... Ogólnie jest nieźle.
Swoją przygodę z The
Gathering właśnie zacząłem od wydawnictwa "If then
else" czyli stosunkowo niedawno. Płyta bardzo mi się spodobała.
Potem było "How to measure a planet?". Tam było nieco
gorzej. Następnie było "Always". Prawdę powiedziawszy,
to w tym momencie przestałem wierzyć w zespół. Ale potem na horyzoncie pojawił
się "Mandylion"...
Nie polecam nikomu takiej kolejności poznawania wydawnictw zespołu. Może
gdybym poznawał ich dokonania w takiej kolejności w jakiej powinienem, być może
moje komentarze na temat niektórych płyt byłyby trochę inne. Ciężko powiedzieć.
Specjalnie w artykule nie sugerowałem się konkretnymi utworami. Nie chcę
wywoływać zamieszania typu "utwór X jest lepszy od Y". Także nie wystawiałem
żadnych ocen pod komentarzami. Nie chcę nikomu niczego nie sugerować. Każdy ma
swój odmienny gust. Chciałem stworzyć krótki i przejrzysty przekrój dokonań The
Gathering. Chyba mi się udało.
Adresuje ten tekst przede wszystkim do osób, które jeszcze nie obcowały (a chciałyby) z holenderską kapelą. Bo czasami warto oderwać się od np. black\death metalowych zespołów (które w Polsce cieszy się bardzo dużą popularnością) i posłuchać czegoś spokojniejszego. Przy muzyce The Gathering po porostu odpływa się z tego świata, a to głównie przez czary, które rzuca na nas wokalistka Anneke van Giersbergen... Tak, zakochałem się w jej głosie. Myślę, że nie jestem jedyny spośród osób, które również słuchają tego holenderskiego zespołu...
P.S. Niektóre informacje pochodzą z serwisu internetowego poświęconego The Gathering (http://gathering.galileo.com.pl). W artykule nie zamieściłem opisów płyt koncertowych, singli oraz płyty demo.
opracował: Patryk "Nocny69" Chyła