Dzień dobry,

Przeczytałem artykuł o Łysiaku i z kilkoma stwierdzeniami autorów nie zgadzam się. Po pierwsze, faszyści to wbrew komunistycznej propagandzie lewica a nie prawica - proponuję zajrzeć do którejś z w miarę współczesnych encyklopedii.

Smg: Zgadza sie, czy ja napisalem ze faszyci to prawica?

Po drugie, "Malarstwo Białego Człowieka" prezentuje dokładnie to co zawiera tytuł książek. Wydaje mi się że intencją Lysiaka było poprostu przedstawienie sztuki malarskiej pewnego kręgu kulturowego, ksiązki cyklu nie prezentują jednego
okresu czy stylu ale całokształt malarstwa , hmmm , właśnie białego człowieka. Nie można tego nazwać malarstwem np. europejskim czy chrześcijańskim bo autor pokazuje i opisuje dzieła tworzone  poza naszym kontynentem i nie tylko przez chrześcijan. Nie można cyklu nazwać ogólniej bo autor naraziłby się na zarzut nie uwzględnienia malarstwa np. chińskiego
czy aborygeńskiego.

Po trzecie - polityczne sympatie i antypatie Łysiaka, walka z różowymi etc. Życiorys Michnika czy Kuronia nie są takie świetlane jak obaj byście chcieli.

Rozumiem, ze "skoro swietych nie ma to nie mowcie, ze on sukinsyn". Co to za rodzaj argumentacji? Na tej zasadzie to nie mozemy potepiac np. Hitlera, bo Churchill tez mial w czasie II wojny pare nieladnych rzeczy na swym sumieniu..

W czasie gdy młody Łysiak tchórzliwie chodził do kościoła bohaterscy Kuronie rozbijali harcerstwo zakładali jedynie słuszne
czerwone, działali w ZMP a potem robili karierę w PZPR.

Mam nadzieje, ze to ironia? Bohatersko chodzic do kosciola to bylo mozna w czasach Nerona.
A swej kariery w PZPR (Michnik w PZPR?! To cos nowego) taki Kuron nigdy sie nie wypieral i wcale nie twierdzil, ze robil tam za Wallenroda. Ja tam nikomu nie wytykam dawnych grzeszkow o ile sie do nich czlowiek uczciwie przyznaje. Wytykam natomiast dwulicowosc i "odwracanie kota ogonem", co namietnie robi pan Lysiak, usilujac pokazac siebie jako ostrego opozycjoniste w czasach, gdy jego ksiazki wychodzily w pierwszym obiegu w setkach tysiecy nakladu, a sam Lysiak byl ulubiencem wladzy.

Co robili owi bohaterowie w najgorszym okresie terroru stalinowskiego ? Walczyli ? tak, ale z zaplutymi karłami reakcji , aktywnie i z poświęceniem budując system.

Jasne, to oni w Jedwabnym tych Zydow...

A co w tym czasie robił tchórz Łysiak ?

Chodzil do podstawowki.

Czy wstąpił do tego czerwonego harcerstwa ? - nie , a może do ZMP ? - nie , to może tchórzliwie od razu do partii ? - też nie.

Podziekuj jego rodzicom.

KOR drodzy Panowie powstał w roku 1976 - wtedy za działalność opozycyjną nie rozstrzeliwano ani nie wywożono do łagrów.

A to pech, kurcze, a to pech... a powinno sie? Ale jak przejdziesz przez sciezke zdrowia, w ktorym stoi z 30-50 gliniarzy, a kazdy z wielka pala w reku, to wtedy podystkutujemy czy milej isc sobie takim szpalerem czy tez wojazujac po Ameryce pisac nowa ksiazke...

Nawet z założeń działalności Michnika, Kuronia czy szerzej dzisiejszych różowych nie wynika chęć "obalenia ustroju" - chcieli go jedynie reformować w myśl zasady Socjalizm tak - wypaczenia nie

Takiez same hasla wisialy w stoczni gdanskiej w roku 80-tym. Czesi w 1968 tez tylko chcieli reformowac socjalizm. Wegrzy w 1956 chcieli odpuscic sobie socjalizm i kosztowało ich to paręnaście tysięcy poległych. Dziś każdy jest odważny ale wtedy szczytem szczytów marzeń była "finlandyzjacja" Polski, czyli Polski jako kraju wprawdzie "na orbicie" ZSRR ale mającego względnie dużo swobody. Tylko idiota targa tygrysa za wąsy, nazywając to odwagą. A jeśli zarzucasz tchórzstwo całemu polskiemu narodowi (który te hasła wtedy poparł) no to niele. Znaczy nie całemu narodowi. Założę się, że pan Łysiak zamruczał sobie pod nosem "ja się nie zgadzam, to Targowica". Naturalnie bardzo cicho zaburczał.

(a jak sobie wyobrażali owe tak ? sądząc z okresu kiedy z partii występowali to najbardziej odpowiadały im lata 50-te , kiedy aktywnie działali a nie okresy odwilżowe kiedy z partii wychodzili bądź zostawali wyrzucani.). Czytając życiorysy KORowców zawsze mnie zastanawiało z czego ci ludzie żyli , skąd mieli książki, mieszkania (które przecież były z przydziału) itp.

Jasne, KFB im fundowała :). Taki Łysiak sobie uczciwie zarobił, nikt nie powie że mu KGB coś zafundowało. A tu taki wyłazi z więzienia, pracy nie dostanie - i proszę, mieszkanie ma. Wiadomo za co mu je dali, wiadomo...

Ale wracając do Łysiaka , moim zdaniem nazwaniem Go "pupilkiem władz" jest pewnym nadużyciem.

No tak - dostał paszport jak każdy Polak. Jego ksiązki byly drukwoane zaledwie w kilkusettysiecznych nakladach. Do Ameryki go puszczono po calej sekundzie namyslu itd. Wiec jaki tam pieszczoch

Na pewno był swego rodzaju "wentylem bezpieczeństwa" jakich w PRL trochę się zdarzało tak na pokaz zewnętrzny jak i wewnętrzny, takimi wentylami poza literaturą były kabarety

Dokladnie. Dlatego wlasnie byl pieszczochem wladz. "A niech sobie poczytaja, niech sie im wydaje ze maja swobode". Dokladnie.
(czasem nawet puszczane w tv), kina studyjne, niektóre teatry czy nawet ów niezbyt brutalnie zwalczany KOR.

Powiedz to np. niejakiemu Pyjasowi. Posiedz sobie 5 lat w ciupie i pracuj jako palacz w kotlowni. Rozumiem ze chcialbys masowych egzekucji no ale coz, komuchy zmiekly, zabki im wypadly, juz nie gryzly na smierc. Ale OK - rozumiem, ze pan Lysiak nie wstapil do KORu (w ktorym byl nawet niejaki Maciarewicz - tez komuch?), bo wiedzial ze nie ma szansy na bohaterska smierc, wiec wolal w Ameryce sie narazac na zawal, konsumujac hamburgery :)))

Książki "pupilków władzy" ( w moim odczuciu pasuje tu np Żukrowski, Przymanowski czy Putrament)wydawane były w stkach tysięcy egzemplarzy, wielokrotnie wznawiane, dostępne w bibliotekach (musiały dostać odpowiednią ilość z klucza)i księgarniach. Książki Łysiaka były "z pod lady" , nakłady 20 - 40 tysięcy dziś wydają się duże ale w latch 70-80-tych rozchodziły się jak ciepłe bułeczki.

Byly pieszczoszki i pieszczochy. Nie twierdze, ze Lysiak byl arcypieszczochem. Ale tez nie mozna powiedziec by w jakijolwiek sposob utrudniano mu zycie czy zeby cierpial za komuny. Prawda?

Konia z rzędem temu , kto przytoczy fakt z życia Łysiaka wskazujący na jego sympatie lub chociaż tchórzliwe poparcie dla komuny.

Oportunizm, prosze pana. Byli pisarze co nie publikowali, co uznali ze lepiej nie byc w Ameryce niz byc. Ja tam nie robie wiwisekcji zycia Lysiaka i grzebac mu w zyciorysie nie zamierzam. Ale nie zamierzam tez sluchac jak pan Lysiak kreauje sie na bohatera i Wielkiego Opozycjoniste. Ale dobra - jeden przyklad. W stanie wojennym Lysiak jakis czas (krotki) pisywal felietony w pismie drugiego obiegu. I szybko przestal. Czemu? Otoz (jak powiedzail) dowiedzial sie ze corka jednego z drukarzy wyszla za maz za syna Urbana (czy na odwrot) a na weselu bawili sie "esbecja i dysydencja". Wiec pan Lysiak uniosl sie honorem i pisac przestal. A potem pojechal do Ameryki - zapewne zeby byc dalej od tego moralnego bagna, gdzie mozna pala dostac, albo ktos palcem za te felietony pogrozi itp. No i sam widzisz: esbecja i dysydencja w jednym szeregu, widac zdrade narodowa i spiski itp. Bla bla bla. Tchórz pana Łysiaka oblecial, wystraszył sie tego co zrobil (nie daj Boze zamkna, paszport zabiora?) i dal se luz. A potem pieknie to uzasadnil. Wokolo zdrada, jeno Lysiak czysty.


W życiorysach KORowców aż roi się od partyjnych i ZMPowskich legitymacji.

Toz mowilem, ze tego nie neguje. Balcerowicz tez byl komuch i w ogole. Ale co to ma do Lysiaka?

Działalność Łysiaka , której wstydzić się moim zdaniem nie musi, powodowała że czytelnikowi otwierały się oczy na niektóre absurdy lewicy tak tej krajowej jak i zachodniej( polecam lekturę "Łysiaka na łamach" - posiadaw wydanie pierwsze z 1988 roku - nakład 49650 + 350 egz - ciekawostka - oddano do składania 30.10.84 , podpisano do druku w lutym 87, druk ukończono w marcu 88).

Takie bylo mniej wiecej tempo wydawania ksiazek. I ja nie mowie ze Lysiak ma sie wstrydzic swej dzialanosci. Ja mowie tylko ze ma sie wstydzic tego, ze teraz sie wybiela na potege i mianuje sie tym, kim nie byl, a przy okazji opluwa ludzi, ktorzy cos jednak wtedy robili.

Piszecie że niewstąpił Łysiak do KORu - z Jego poglądami pasowałby tam jak pięść do nosa.

Przypominam, ze byl tam np. Macierewicz. KOR nie byl klubem politycznym czy partia, a Komitetem Obrony (przesladowanych) Robotnikow. Wstepowalo sie tam nie po to by wyglaszac przemowienia, a pomagac ludziom przesladowanym (naturalnie niezbyt dotkliwie) przez komuszkow.

Po czwarte - piszący "na czerwono" sugeruje nakład "Perfidii" rzędu 0,5 mln - bardzo proszę sprawdzić i podać bo ja w to nie wierzę. Mam II wydanie - nakład 50 tyś egzemplarzy.

Byc moze, nie przecze. Naklady Lysiaka szly jednak w gruybych dziesiatkach jesli nie setkach tysiecy, byly wznowienia itp. Nie mogl narzekac.

Po piąte - co do moralności, honoru i zasad fair ("machloje", "gnojenie", "tumanienie") Łysiaka proponuję zapoznać się z Notą edytorską do I wydania "Lepszego" z 1990 roku - może trochę zmienicie zdanie (jak nie macie dostępu służę swoim egzemplarzem).

A prosze bardzo, z checia sie zapoznam. Ale pamietam rozmaite passusy pana Lysiaka juz za kapitalizmu (vide "samozbydlecenie sie Michnika"), ktore ciezko bedzie (nawet przy jego mistrzowskiej retoryce) zatrzec. Ostatnio zas wladze Politechniki Gdanskiej bardzo sie zdzwily, czytajac w TS art pana Lysiaka, w ktorej czarno na bialym udowadnial on wazna role, jaka odegral na tej uczelni w latach 80-tych. Bowiem nikt tego poza panem L. ni cholery nie pamieta.

Reasumujac: nie mam nic do Lysiaka, uwazam go za wybitnego pisarza. Natomiast jako czlowiek jest on dla mnie zerem. Nie dlatego ze w swoim czasie tchorzyl. Nie on jeden - wiekszosc ludzi wolala siedziec cicho i robic swoje. Ale za to, ze post factum kreuje sie na moralnego lidera Prawdziwej Opozycji i opluwa tych, ktorzy mieli mniej rozumu od niego - i nie siedzieli cicho, czekajac az ktos obali te komune, tylko wzieli sie za to sami. I teraz dzieki nim ja moge pisac te slowa. Ciekawe co bym teraz robil, gdyby wszyscy zachowywali sie jak pan Łysiak? Coz, moze pracowalbym w jakims dodatku komputerowym do np. Trybuny Ludu i pisal o tym jak Lenin przewidzial komputery.

Pozdrowienia
Maciej Głowacki

ps.

W redakcji Action Maga jest gość z xywką tow.Bierut - WSTYD !!! Pamiętam jak w Action Redaction kilka miesięcy temu Mr.Jedi i Smuggler "zdeptali" jakiegoś młota za xywkę Hitler czyżby brunatny socjalizm nie a czerwony tak ?

Bierut to byl maly pikus przy Hitlerze, przyznasz chyba. Ze juz nie wspomne o tym, iz Bierut, Bierutow (kolo Wroclawia jest takowe miasteczko i nadal nazwy mu nie zmienili - ma ja od 1356 - wstyd!!!) maja korzenie glebokie na kilkaset lat. Jesli tobie sie Bierut kojarzy tylko i wylacznie z pierwszym i jedynym prezydentem PRL, to trudno, nic nie poradze. Ale specjalnie dla ciebie postaram sie go niezbyt dotkliwie poprzesladowac - wybije mu zeby i polamie zebra, wywale ze szkoly i kaze udowodnic ze to Lysiak w '80 skoczyl przez plot w stoczni :).