|
House of
the Dead 2

Z
House of the Dead łączą mnie bardzo dobre wspomnienia. W część pierwszą
tej znakomitej gry zagrywałem się najpierw w salonie potem na ekranie
kompa. Gdy zobaczyłem część drugą na Dreamcast`cie mogłem tylko
powzdychać i cierpliwie czekać na konwersje na blaszaka. Minął rok, dwa
i gdyby nie śmierć Dreamcast`a nie wiem ile jeszcze trzeba by czekać na
drugą odsłonę Domu Śmierci.
Gra jest typowym arcade` owym shooterem fpp, oznacza to tyle iż
pod naszą kontrolą znajdują się trzy rzeczy: strzał, ładowanie broni i
ruch celownika po ekranie. Za ruch postaci nie jestesmy odpowiedzialni i
jedyne czym trzeba się martwić to rzesze potworów (głównie zombiaków),
czekająca aby odesłać je tam gdzie ich miejsce. Od czasu do czasu w grze
pojawiają się cywile (zazwyczaj na linii ognia), niestety potraktowanie
ich na równi z zombiakami nie jest najlepszym pomysłem, gdyż poza kacem
moralnym tracimy wtedy jeden kredyt. Jeśli natomiast ocalimy cywila od głodnych
krwi zębów możemy liczyć na bonusowe życie.
Gra podzielona jest na 6 etapów, na których końcu czeka na
nas boss. Na pierwszych czterech levelach stoją oni na niezbyt wysokim
poziomie. Natomiast w piątym levelu przyjdzie nam walczyć ze starym
znajomym z części pierwszej, a ostatni boss jest taki jaki powiniem być,
tzn. w pierwszej chwili wydaję się być nie do zabicia, ale gdy
odnajdziemy już jego słaby punkt sprawa jest prosta.
Rozgrywka jest kwintesencją grywalności. Możemy wyłączyć
mózg i zająć się tylko niewymagającą wysiłku intelektualnego rzeźnią.
Gra ma jedynie dwie rzeczy, które mnie bardzo denerwują.
Pierwsza z nich to brak możliwości zmiany koloru krwi (w pierwszej części
była taka możliwość, a więc mamy tu mały krok do tyłu). Drugi błąd
opiszę na przykładzie. Jeśli mamy pięć żyć i dostaniemy jedno
bonusowe to gra go nie zapamiętuje. Skandal!
W prasie wytykano jej jeszcze dwie rzeczy, które moim skromnym
zdaniem nie są wadami. Pierwsza to rozdzielczość - tylko 640 x 480, dobra
to rzeczywiście niewiele, ale co z tego skoro gra wygląda ładnie?! Mogę
grać nawet w 100 x 100 byle było grywalnie. Druga rzecz pewnie w większości
z was wywywoła większy zawód, a mianowicie brak save`ów. Mi to absolutnie
nie przeszkadza, a nawet jestem zwolennikiem takiego stanu rzeczy. Skoro
przejście gry trwa nie więcej niż 30 minut to po co zapisywanie stanu?, bo
chyba nie po to żeby się cofać jak coś nie wyjdzie. Wiem, że gra ma
rodowód automatowo-konsolowy, ale mi to nie przeszkadza, a nawet odpowiada.
Podsumowując jest to pozycja ze wszechmiar interesująca, a
biorąc pod uwagę, żę na kompa mamy gier tego typu jak na lekarstwo,
zdecydowanie polecam każdemu.
moja ocena:
9/10
lecter666@poczta.onet.pl
|