*** Pink Floyd ***


Nazwę chyba zna każdy, większość też poda jeden tytuł (Another Brick In The Wall - część 2), ale poza tym i niedawną modą na słuchanie ich przez (najczęściej) dziewczyny czytające Wartona (2-4 kl. LO) (btw. jak nie kojarzycie, to teraz słuchają Raegge) niewiele o nich wiadomo. Nie będę tu pisał o historii zespołu, wszystkich zgrzytach - "odejściu" Baretta, potem Wrighta, a na końcu Gilmoura i Masona od Watersa, reaktywacji bez Rogera :))), bo starczyłoby tego na całą encyklopedię (którą ktoś zresztą popełnił). Tym razem krótki przegląd połówki twórczości, zaczynającej się od tej ciemniejszej strony naszego satelity, czyli lata 73-99 - najbardziej znane i IMHO o wiele lepsze od wcześniejszych klimatów zapoczątkowanych jeszcze z Sydem Barettem. Ok, zaczynamy:

The Dark Side Of The Moon - pierwsza płyta Floydów, która odniosła TAKI sukces, jednen z tych albumów, które zapisały sobie dożywotnie miejsce w historii rocka, uznawany przez wielu nie-fanów za album XX wieku i coś w tym jest... Dla prawdziwego fana rocka nie znać tego tytułu, to jak nie wiedzieć o istnieniu Beatlesów, czyli po prostu wstyd się przyznać. Ale wracając...DSOTM jest jednym z tych albumów, które mają swój klimat i trzymają go od początku, do samego końca: fascynująca wycieczka do granic świadomości (polecam w nocy, w słuchawkach, leżąc na łóżku z zamknietymi oczami). Jest tu między innymi duży przebój Money, który IMHO trochę odbiega od klimatu, ale i tak jest fajny (pamiętacie w filmie The Wall, jak nauczyciel znalazł u bohatera "wiersze"??? - to był tekst Money). W skrócie: można tego nie lubić, można nie lubić Floydów, ale znać trzeba... "There is no dark side of the moon... A matter of fact: it's all dark."

Wish You Were Here - przez część fanów uznawana za naj..! Nistety mniej znana i ceniona niż poprzednia (IMHO też dobra, ale nie tak jak DSOTM). Kolejna płyta (winyl) tematyczna, opowiada o całej machinie wydawniczej, o manipulacji wykonawcami przez wydawcę i próbie wydostania się z bezosobowej machiny, jaką jest zespół - osobista aluzja Watersa. Mogę spokojnie polecić: muzycznie dobra, treść też w porządku, bardziej znany utwór to tytułowy WYWH - często można usłyszeć w radiu... "The band is just fantastic, (...) Oh BTW which one's Pink???"

The Animals - przez wielu pomijany, część uznaje zwierzątka za najgorszy album Floydów. Zwariowany album, jeżeli zagłębć się w txt, można odkryć, że opowiada dużo o życiu... niekoniecznie psów, świń (3 różnych!!!) i owiec. Tą płytę albo się lubi, albo nie (a żeby polubić trzeba przesłuchać ją przynajmniej parę razy). Na zachętę w owcy jest świetny tekst mówiony szalonym głosem: "Mój pan jest moim pasterzem... (itd)" :)))

The Wall - najbardziej znane wydawnictwo Floydów, doczekało się filmu ze świetną rolą Geldofa (wokal w Boomtown Rats). Ok, wyjaśnijmy sobie coś na początku... album jest super, ale momentami jest rasistowski... więc wkurza mnie hipokryzja ludzi, którzy ze swoją tolerancją na pokaz, mówią że to jest wielkie, cudowne i w ogóle wspaniałe (BTW. nie staram się tu krytykować tolerancji). Całe 2 płyty, to opowieść o życiu młodego angielskiego rockmana, ale prawie każdy znajdzie tu trochę ze swojego żywota. Do nagrania zaproszono orkiestrę pod przewodnictwem Michaela Kamena. Chyba nie muszę więcej reklamować albumu...

The Final Cut - zagrany już w trójkę, cały napisany przez Watersa album, ponownie usłyszymy na nim orkiestrę prowadzoną przez Kamena. Album dosyć różnorodny, znowu momentami rasistowska, klimat zmienia się prawie co chwilę, bardzo smutny, szczyt osiąga na Southhampton Dock i The Final Cut, który jest chyba najbardziej popychającym do samobójstwa utworem... W sumie płyta jest dobra, można posłuchać... "What have we done, Maggie what have we done..?"

Zespół się rozpadł (Waters wyrzucił Masona i Gilmoura), ale po jakimś czasie chłopcy postanowili spróbować jeszcze raz, tym razem bez Rogera :))). David i Nick pracują nad materiałem i w 87 roku wychodzi:

Momentary Lapse Of Reason - nagrana z Wrightem (na razie jako muzyk sesyjny) nie lubiana przez niektórych fanów za brak Rogera (IMHO dobrze się stało, że go tu nie ma) i jego charakterystycznego głosu (IMHO David ma równie dobry). Wydaniu tej płyty towarzyszyło kilka skandali, między innymi sprawa sądowa (Waters) i próba sabotowania prezentacji albumu (Waters próbował wedrzeć się na jacht, na którym wszystko się odbywało - nie udało się :))). Jeden z moich ulubionych albumów, typowa rockowa płyta ze świetnymi textami (Gilmour) i super piosenkami: Learning To Fly, One Slip i Sorrow (ta ostatnia poprzedzona cudownym intrem). Ogólnie: jest super... ""chlup", "chlup", "chlup" (to z Signs Of Life)"

Division Bell - Rick wrócił już na stałe do zespołu i chłopcy zabrali się poważnie do pracy. Po pierwsze: cudowny wstęp - Cluster One. Po drugie: cuda takie jak...hmmmmmm...jak cała reszta. Te naj to IMHO: What Do You Want To Me, Comming Back To Life, High Hopes... Po trzecie: Poles Apart i Keep Talking - świetne utwory skierowane do "zgadnijcie kogo". Pierwszy o "złotym chłopcu", któremu coś nie wyszło, drugi namawiający go do jakiegokolwiek kontaktu... (BTW. Waters się odgryzł w "Lost Boys Calling"). Świetny album, polecam (ale i tak u mnie nr 1 to DSOTM)... Na samym końcu albumu (po High Hopes) mały dodatek...:))) "And headed straight... into the shining sun"...

Jak na razie DB, to ostatni album Floydów, ale do dnia dzisiejszego wyszły jeszcze 2 albumy (od końca): Is There Anybody Out There, czyli koncertowe wydanie Walla. Znajdziemy tam jednak utwory, których brakło na studyjnej ściance, między innymi What Shall We Do Now? - jeden z lepszych w całym albumie. Jeżeli lubisz płotek, to nie zawiedziesz się... "When we grew up, and went to school, there were cretain teachers...":)))

Na koniec zostawiłem sobie wydany po DB "PULSE". Jest to składanka z koncertów Floydów w ich obecnym składzie, a znajdziemy tam (IMHO najlepsze wersje) między innymi: Wish You Were Here, Learning To Fly, Comfortably Numb, Shine On You Crazy Diamond I-IX, Astronomy Domie, i inne...Jako bonus jest tu cały koncertowy DSOTM. Świetna okładka, fajne zdjęcia z koncertów. Jeżeli nie znasz Floydów, a chcesz usłyszeć jakąś próbkę, to posłuchaj PULSE..."One of these days, I'm going to cut You into little pieces!!!".

Krótka notka dla fanów: Jeżeli jesteś fanem Pink Floyd, masz dostęp do internetu, a nie byłeś nigdy na ich webboardzie, to wskakuj na www.pinkfloyd.com i dalej na webboarda. Aktywacja jest trochę wkurzająca: podajesz swój e-mail, a oni wysyłają tam hasło do boarda i chata (chat jest beznadziejny). Na szczęście nie doświadczymy stąd spamu. OBOWIĄZUJE ANGIELSKI!!! Jeżeli szukasz floydowego chata, to oficjalnym (najlepszym) jest Lexus: www.geocities.com/volga_777 - of korz obowiązuje ANGIELSKI!!!

Mam tylko 6,65 kilo, więc chyba się nie obrazisz (i nie wytniesz :) Qn'ik, że wepchnę pozdrowienia dla: Algerotha, Kyllana(Bartka), Commercial_4_levi, Sunflower, HeckTo, Soy CD, Lexusa i ciebie Qn'ik (wiem, przekupstwo...:))) [HEX2000: A co ze mną? ;-)))]


© Khot@wp.pl