*** Mob Ruzes ***


Zapewne wielu z was po raz pierwszy słyszy nazwę tego zespołu. To wcale nie jest takie dziwne, ponieważ kapela jest bardzo słabo znana w naszym kraju. A szkoda, ponieważ polscy dystrybutorzy czasami nie wiedzą co tracą. A w przypadku Mob Rules tracą sporo, choćby z tego względu, że pominęli jedno z większych objawień europejskiej sceny power metalowej ostatnich kilku lat... W artykule tym, postaram się wytłumaczyć, dlaczego tak twierdzę.

Moje pierwsze spotkanie z niemieckimi grajkami miało miejsce podczas nocnej, rockowej audycji w jednej z bydgoskich stacji radiowych. Pan prezenter oświadczył na antenie, że puści dwa utwory zespołu w Polsce nikomu wręcz nieznanego, grającego progres power metal. Dziesięć minut później wiedziałem jedno: chłopcy grają rewelacyjnie! Tydzień później, ich drugi studyjny album (oryginalny!) noszący nazwę "Temple of Two Suns" znalazł się w mojej płytotece. Kosztowała mnie sporo ta przyjemność (jak każda inna płyta kupiona w sklepie, a nie u ruska), lecz uważam, że był to jeden z moich lepszych zakupów muzycznych ostatnich miesięcy.

Zespół Mob Rules powstał późnym latem roku 1994 z inicjatywy basisty Torsen'a Plorin'a oraz gitarzysty Matthias'a Mineur'a, którzy opuścili swoje poprzednie kapele, aby zająć się muzyką bardziej profesjonalnie. Z biegiem czasu do zespołu dołączyli wokalista Klaus Dirks oraz perkusista Arved Mannot. Przez dłuższy okres czasu dawali mniejsze koncety wraz z zespołami takimi jak Crossroads, C.I.T.A. i Pink Cream. Wiosną roku 1996 do zespołu dołącza drugi gitarzysta Oliver Fuhlhage, który, że tak powiem, wspomógł melodycznie formację. Zespół rozpoczął pracę nad materiałem na debiutancki album, który światło dzienne ujrzał mniej więcej dwa lata później, a na rynki zagraniczne został wprowadzony na początku 1999 roku. Płyta o dość ciekawym tytule "Savage Lands" zebrała doskonałe recenzje zarówno wśród dziennikarzy niemieckich jak i zagranicznych. "Najbardziej utalentowany niemiecki zespół od czasów Helloween i Blind Guardian" - tak brzmiały niektóre z recenzji wystawianych zespołowi. Formacja wyrusza w swoją pierwszą poważniejszą trasę koncertową wraz z Ivory Tower po Niemczech. Na całym świecie pojawiają się fancluby, z Australią włącznie. W październiku 1999 roku, muzycy wchodzą do studia, a owocem ich niemal półrocznej pracy jest właśnie płytka "Temple of Two Suns".

(materiały dotyczące historii zespołu można znaleźć we wkładce do oryginalnej płyty... mam nadzieję, że nie walnąłem się podczas tłumaczenia informacji. Jeśli tak to z góry przepraszam).

Powrócę jeszcze na chwilę do pierwszego wydawnictwa Niemców. Otóż okładka albumu "Savage Lands" dość mocno przypomina mi okładkę płyty "Dawn of Victory" włoskiego Rhapsody, a nawet odwrotnie, gdyż "Savage..." było pierwsze. Po prostu rysunki są na swój sposób mocno do siebie podobne. Ale to tak na marginesie.

Teraz kilka słów na temat "Temple of Two Suns". Według mnie płyta jest bardzo progresywna. Wyznacza nową ścieżkę, nowy styl power metalowego grania. Posiada w sobie wiele ciekawych rozwiązań, z którymi spotkałem się po raz pierwszy. Jest bardzo melodyjna, piosenki szybko wpadają w ucho (nie wykluczone, że pojawią się oskarżenie o komercję, ale nie sądzę, przynajmniej tak nie uważam), są nowatorskie, nawet przebojowe. Muzyka jest lekka i przyjemna, dobrze zaaranżowana, spokojnie można ją puścić rodzicom (nawet tym mocno wrażliwym na naszą ukochaną muzykę) i istnieje duże prawdopodobieństwo, że im również się spodoba! (moja mama jest zachwycona). Słychać w muzyce Niemców dużo optymizmu (mówię o muzyce, nie o słowach, które na swój sposób są power metalowe i do progresu zaliczyć ich za bardzo nie mogę, choć patrząc na to z innej perspektywy, to co jeszcze takiego rewelacyjnego można jeszcze wymyślić). Podczas np. nocnego odsłuchiwania albumu, do głowy przychodzą miłe myśli, które świetnie uzupełniają się wraz z muzyką lecącą z słuchawek. Słucha się po prostu świetnie.

Jak wspominałem wcześniej muzyka posiada wiele ciekawych rozwiązań. Linia melodyczna jest bardzo dobrze skomponowana, słychać instrumenty klawiszowe, smyczkowe oraz inne. Dobre partie gitary, eleganckie riffy, ładne solówki, nieprzeciętny wokal Klausa Dirks'a (od razu przypomniał mi się Europe, straszne podobieństwo). Wszystko to wpływa na muzykę bardzo pozytywnie. Utwory są zróżnicowane, zarówno pod względem ich szybkości, melodii (każdy jest inny, co znaczy, że nie są do siebie podobne...) jak i ich długości. Najdłuższe dwa mają sześć minut i nie ma w nich powolnego wprowadzania, od razu dobra muzyka, najkrótszy dwie i pól, który jest jednocześnie powitaniem na krążku i doskonale sprawuje się w tej roli. Nie będę opisywał tu każdego utworu osobno, bo nie ma to sensu, ale powiem tylko, że najlepsze według mnie to kawałki "Celebration day", "Flag of life", Unknown man" oraz... pozostałe (to informacja dla tych, którzy być może płytkę już znają. Obowiązkowo występuje ballada (podwójnie), która chyba jest do czegoś podobna, lecz miła w odbiorze. Więcej nie piszę. Kupcie płytę i oceńcie sami.

Na koniec dodam tylko, że Mob Rules stali się moimi małymi liderami jeśli chodzi o kategorię power metalu zespołów europejskich. Porównując go do ostatniego wydawnictwa "upadłego młota" (tak mnie się przetłumaczyło) ver HamerFall, muszę przyznać, że szwedzi stracili pierwsze miejsce na podium. Porównując "Renegade" i "Temple..." doszedłem do wniosku, że HamerFall stanął nieco w miejscu (choć nadal jest w czołówce) i do poziomu Mob Rules im jeszcze trochę brakuje (uparci mogą twierdzić, że HamerFall to heavy metal, ale to i tak nie zmieni mojego zdania). Nie znam nowego wydawnictwa Helloween. Tu nic mądrego nie napiszę.

Niemniej jednaj gorąco namawiam wszystkich heavy i power metalowców do zapoznania się z wyżej opisanym zespołem. Jednym całą pewnością się spodoba, innym nie. Uważam, że warto wydać na ten kompakt ponad pięćdziesiąt złotych, bo to zwraca się i to z nawiązką w postaci zadowolenia samego siebie z dokonania zakupu oraz wrażeń odnoszonych podczas odsłuchiwania.

Mam nadzieję, że polscy dystrybutorzy w przyszłości będą mocniej promować takie perełki jak Mob Rulez. Brak reklamy powoduje, że niektóre zespoły odkrywamy przez przypadek lub wcale. A czasami są to naprawdę zespoły godne zwrócenia na nie uwagi, jak choćby zespół wyżej opisany.

(wrażenia zawarte w tekście są tylko moimi osobistymi odczuciami, więc nie każdy musi się z nimi zgadzać)

Ocena: 5+/6


© Nocturnus
(skrzynkę sprawdzam bardzo nieregularnie - cafe)