Myslovitz: "Miłość w czasach popkultury"
Chciałbym tu opisać jedną z najlepszych płyt jakich słuchałem do tej pory.
Osobiście słucham Metalu (z dużej litery :)), ale pewnego dnia do rąk wpadała mi płyta Myslovitz pt. "Miłość w czasach popkultury". Po włączeniu i odsłuchaniu, jedno przychodzi na myśl: "Jest za*****ta". Zaryzykuję i powiem nawet, że niektóre kapele metalowe wysiadają przy tym. Te 12 utworów wprawiło mnie w takie klimaty że...zresztą co tu gadać.Ta muzyka jest genialna. Już po pierwszej piosence wiedziałem, że jest to coś dla mnie. Chłopaki z Myslovitz grają muzykę podobną do "Oasis"-taka była moja pierwsza myśl.Po kilku utworach wiedziałem jak bardzo się myliłem (Jest jeszcze lepsza).
Najlepsze utwory to m.in. "Chłopcy", "Długość dźwięku samotności" (ta jest genialna aż do bólu!!), "Dla ciebie", "Miłość w czasach popkultury" oraz "My" (również świetna do bólu!). Także "Zamiana" mi się spodobała. Pozostałe piosenki są super, ale najlepsze to te które wymieniłem.
Muzyka Myslovitz jest spokojna, rytmiczna i co najważniejsze skłania do refleksji. Jakiś tam 12-latek, albo inny kazio (z małej litery-to pogarda), który słucha disko-polo albo britney spears (j\w) nie zrozumie słowa, ani nawet nie poczuje tych klimatów. Gdyby płyta wpadłaby mi w ręce kilka lat temu (ok.3 do 6 lat temu), to nie wiem czy bym nawet zechciał ją drugi raz przesłuchać. A tak, to leci non stop na moim sprzęcie. Jeżeli ktoś widział jakiś teledyski z tej płyty (a było ich chyba 3), i nie spodobała mu się żadna piosenka to znaczy tylko jedno-gość jeszcze nie dorósł do słuchania tej muzyki. Do tej muzyki trzeba dorosnąć psychicznie.
Postanowiłem sprawdzić czy tylko ja mam takie odczcia w stosunku do tej muzyki. Dałem ją kuzynowi. Po 3 dniach oddał mi ją, a gdy zapytałem go jak mu się podoba mówi, że właśnie idzie kupić płytę.
Nie wiem jak inne osoby. Powinienem chyba jeszcze komuś ją pożyczyć, i spytać go o zdanie...
W "Miłości w czasach..." Myslovitz śpiewa głównie o miłości (to widać po tytule, i po nazwach utworów). Jednak widać że zespół włożył w nią (płytę) sporo wysiłku. Opłaciło się. Teksty piosenek ułożone są inteligentnie, muzyka jest grana świtnie, a i samo wykonanie nie odbiega od reszty.
Podobno płyta zyskała dużą sławę, i (nie pamiętam dokładnie) chyba dostała Fredyryka (ja i tak bym dał jej 10 :)). Czytałem w swoim czasie wiele artykułów o tej płycie, i nie spotkałem się do tej pory z krytyką. Nie twierdzę jednak że nikt tej płyty nie krytykuje. Może jest gdzieś taki artykuł, ale jak na razie nie spotkałem się z nim ( i tak bym się nie zgodził z zarzutami). A płytę polecam każdemu, kto lubi wolną klimatyczną muzykę, a nie denne i porąbane texty takich "gwiazd" jak britney czy enriqe (o małych literach już wspominałem).
P.S.: Gdybym miał oceniać tę płytę, to daję 10/10!
P.S.2: Kto zgadnie, co słuchałem pisząc ten text?
© SneeL
Iron Maiden: "Brave New World"
W historii każdego zespołu jest okres rozkwitu, pełni sławy i możliwości oraz schyłek kariery. W prawie każdego. Wyjątek stanowi niewątpliwie Iron Maiden. Ich nowy album jest już 12-tym studyjnym krążkiem na koncie grupy a należy pamiętać o licznych płytach koncertowych. To, że zespół wydaje płyty już od przeszło dwudziestu lat nie przeszkadza im utrzymywać ciągle tę samą, wysoką formę. Tak samo było i tym razem.
"Brave New World" jest szczególną płytą w historii zespołu: powraca na niej ich najwspanialszy wokalista - Bruce Dickinson. Pan Dickinson przyprowadził ze sobą kolejnego nowego-starego członka zespołu - gitarzystę Adriana Smitha i teraz Ironi grają na trzy gitary + bas ! Daje to duże możliwości co widać a raczej słychać na "BNW".
Mamy tu 10 piosenek. Czasowo podchodzą nawet pod 10 minut! Tym razem nie ma żadnego utworu instrumentalnego, rekomprensują to liczne solówki Murray'ego. Wprowadzenie treciej gitary mogło wywołać chaos ale, jak twierdzi sam Harris, większość utworów pisze na 3 gitary (???to dlaczego do tej pory w Ironach zawsze było dwóch wioślarzy???). Fakt, panowie dzielą się równo zadaniami. Tak więc możemy usłyszeć każdego gitarzystę (przypomnę: Murray, Smith, Gers) grającego zarówno solówki jak i partie prowadzące. Pełna demokracja :-) .
Pierwsza piosenka a zarazem pierwszy teledysk - The Wicker Man serwuje nam od razu mocne wyjście. Choć text jest trochę mroczny ( Your time wil come - czyżby przesłanie : Eddie dopadnie was wszystkich :-) ) napewno nie jest mrocznie śpiewany.
Ghost Of The Navigator jest w starym, ironowym stylu i przypomina klimat płytek jak Somewere In Time czy Powerslave.
Trzeci, tytułowy utwór rozpoczyna się kilku sekundowym intrem po którym następuje łagodne arcyklimatyczne wyołujące ciarki wejście Brucea. Zaraz jednak zmienia się w jego mocny głos i nic już nie pozostaje z początkowej łagodności.
Blood Brothers jest balladą, która ,nie wiem dla czego, przypamina mi ... walca!!! Dziwne...
The Mercenary - krótka, fajna i tyle :)
Dream Of Mirrors rozpoczyna się słowami: Have you ever felt, the future is the past...? A na te pytanie mam już odpowiedź. Tak! Po wysłuchaniu następnej piosenki - The Fallen Angel. Gdzieś to już słyszałem ...
Ludzie, tego jeszcze nie było !!! Jak nic The Nomad jest nasiąknięty klimatami orientalnymi!!! Wyczło czy nie, ocencie sami.
Kolejne video wyszło do Out Of The Silent Planet. I pomyśleć, że ma ona aż 6 i pół minuty!
Ostatnia już piosenka : The Thin Line Between Love and Hate. Kiedy przeczytałem ten tytuł byłem przekonany, że to inspiracja Dickinsona piosenką z albumu Ressorection Roberta Halforda pt.The One You Love to Hate (podobne, prawda?) na którym Roba wspomagał nie kto inny jak Bruce. Po odsłuchaniu podobieństwa nie stwierdziłem.
Według mnie płytka jest ok. choć zespół ma w swoim dorobku lepsze albumy. Mam tylko jedno zastrzeżenie pod adresem Brucea: coś Ty, Qrkwa, zrobił z włosami !?!
© + iommi +