Witam wszystkich. Ostatnio miałam okazje widzieć (przez szybę księgarni:))
broszurkę pt. "Jak pisać wypracowania". Natchnęło mnie to trochę i
postanowiłam napisać tego arta, bo wydawnictw w stylu wspomnianej wcześniej broszurki
nie czyta chyba nikt:)) (w każdym razie nie ja:)).
Poniżej znajduje się oryginalna (z wszystkimi błędami:)) recenzja panny Falki oraz
komentarz polonistki do tej pracy. Przytaczam ją tutaj ku przestrodze:))
RECENZJA "WESELA" WAJDY
Gdy pierwszy raz oglądałam "Wesele", w połowie filmu zasnęłam. Nie
wiedziałam, czy to wina przemęczenia, czy też było to takie nudne. Na szczęście moja
mama szybko się zorientowała, że drzemię i mnie obudziła. Przewinęłam więc kasetę
[nagrałam to sobie bo mi się nie chciało tego oglądać:)) - dop. Falka] i
zaczęłam oglądać jeszcze raz.
Właściwie miałam mieszane uczucia. Bo to przecież ekranizacja nudnej książki, ale
jakaś inna. Bardziej żywsza. W czasie scen weselnych na ekranie działo się dużo.
Ludzie śpiewali, tańczyli, było gwarno, parno, duszno. Czuło się tą atmosferę.
Było mi gorąco (mimo tego, że mój pokój jest najzimniejszym pomieszczeniem w domu) i
miałam ochotę to wyłączyć, byle tylko nie widzieć tych spoconych twarzy. Reszta scen
była spokojna. Niektóre nawet za bardzo. Dawały one chwilę wytchnienia, ale jakby nie
pasowały do reszty.
Co do gry aktorów nie mam zastrzeżeń. Państwo młodzi byli tacy, jak ich sobie
wyobrażałam. Daniel Olbrychski i debiutująca Ewa Ziętek zagrali nawet całkiem dobrze.
Również podobał mi się Jasiek grany przez Marka Perepeczkę, chyba dlatego, że
kojarzył mi się z Janosikiem (jak byłam mała, to lubiłam go oglądać).
Muzyka też nie była całkiem zła. Zwłaszcza ta, którą było słychać w tle, gdy
był pokazywany sad lub chochoły. Najbardziej z całego filmu podobał mi się Chochoł -
miał takie fajne słomiane rączki. Czesław Niemen śpiewał po prostu wspaniale. Była
to jedyna rzecz, która podobała mi się naprawdę.
Nie wiem, co sądzić o tym filmie. Z jednej strony podobał mi się śpiew pana Niemiena,
a z drugiej strony film nie podobał mi się jako całość. Nie lubię filmów o tematyce
narodowej i patriotycznej, ani ekranizacji ważnych utworów literatury polskiej. Dzieła
te są, według mnie, strasznie nudne. Ja lubię inny rodzaj książek i filmów. W
porównaniu z tym, co lubię i z tym, co mi się podoba, "Wesele" Wajdy wypada
dość słabo. Ale gdy nie porównuję go do niczego innego i nie biorę pod uwagę tego.
co mi się nie podobało, film wypada całkiem nieźle.
Komentarz polonistki:
Na maturze unikaj szczerości "aż do bólu" (szczególnie na początku
pracy), bo może być ona różnie odebrana.
Praca świadczy o Twojej naiwności, zupełnej nieznajomości klasyki filmu. Dlaczego nie
skorzystałaś z moich uwag na lekcji?! [bo na lekcji przysnęłam i tych uwag nie
słyszałam:(( - dop. Falka] Przecież mówiłam o tym, co stanowi wartość filmu i
jak go rozumieć. Nie możesz być taką ignorantką!
Ocena: 1
Na koniec chciałabym dodać, że nie jestem takim głąbem za jakiego można mnie
uważać po przeczytaniu tego textu. Normalnie mam 4 z polskiego, a ta nieszczęsna
recenzja powstała w czasie, kiedy miałam wyjątkowo dobry humorek:)) (chciałabym
zaznaczyć również, że nie jestem nałogowym alkoholikiem:))
Pozdrawiam.
FALKA
{Od siebie dodam, że o ile nie zgadzam się z uzasadnieniem oceny (Wg mnie nauczyciele nie powinni oceniać gustów, ale jakość pracy), to również o "Weselu" mam skrajne inne mniemanie. Nie jest to przede wszystkim "książka", która kojarzy się większości z powieścią, ale dramat o niezwykle sugestywnym nastroju, niesamowitej wręcz mnogości tekstów, które weszły tak do polskiego kanonu literackiego, jak i nawet mowy potocznej. Słowem: polecam wszystkim! - Qn`ik}