Obiecalem sobie, ze piszac jakis czas temu tekst na temat gier i towarzyszacemu im
uzalaznieniu, juz wiecej tego temaru nie porusze, jednak nie moge przejsc obojetnie
wobec tego co ostatnio zaobserwowalem u znajomych jak rowniez wobec tego co spotkalo
mnie dawno temu, tekst ten nie jest jednak o grach, tylko o ircu jednak miedzy jednym a
drugim nie ma praktycznie zadnej roznicy, jesli chodzi o powolne wciaganie nie
zdajacego sobie sprawy z wlasnego staczania sie czlowieka, staczania sie w sidla
uzaleznienia.
     Nie mowie tego oczywiscie po to by przestraszyc czy ostrzec bo ilez innych tekstow nt.
irca powstalo, ktore w zamierzeniu autora mialy wlasnie przestrzegac potencjalnych
userow...wiec po co to pisze? chce wam pokazac co potrafi zrobic ten z pozoru malutki,
niewinny programik z czlowieka ktory niczym cisniety glaz w otchlan powoli acz
nieublagalnie pozbywa sie wszystkich realnych przyjemnosci, zostaje sam w rzeczywistym
swiecie pograzony w swoim snie....tym czlowiekiem bylem ja, jak i wielu mi podobnych.
Kiedys dawno temu wybralem sie z kumplem da cafejki ot posciagac sobie wazne informacje
na klasowke z polaka, przy okazji zachaczylem o nieznany mi wowczas irc, wtedy zaczela
sie moja krocjata niewolnika...poczatkowo niewinnie po pol godziny dziennie oddawalem
sie szalenstwu rozmawiania z przedstawicielkami plci pieknej...wtedy jeszcze to bylo do
przyjecia
no bo co tam pol godzinki...do czasu odkrycia kanalu mojego rodzinnego miasta krakowa,
od tego momentu moje zycie osobiste przestalo miec dla mnie jakiekolwiek znaczenie
wolalem rozmawiac z dziesiatkami innych osob, ktorych w rzeczywistosci nie mialem szans
poznac, praktycznie calymi dniami moglem przesiadywac w cafejkach a ze na brak kasy nie
narzekalem, wydawalo mi sie, ze jestem w niebie, na konsekwencje tego nie musialem zbyt
dlugo czekac, rzucila mnie panna, rozmowy z kumplami ograniczaly sie jedynie do paru
nic nie znaczacych zdan, a ja powoli zamykalem sie w swoim wirtualym swiecie chcac byc
rozpoznawany jedynie jako cobretti....i tak przez ponad 7 miesiecy zylem w blogim
letargu wierzac, ze wszystko jest w najlepszym porzadku, ale coz szkole skonczylem i
trza bylo poszukac pracy....jak powiedzial kiedys smuggler "wejsc w bagno jest latwo,
wyjsc jest znacznie trudniej"....swiete slowa...to co pozniej przezylem przez kolejne
miesiace to byl koszmar, tylko jedna mysl zaprzatala moja glowe, nie potrafilem sie
zorganizowac (w pracy) a gdy mialem czas bylem zbyt zmeczony by isc do wirtualnych
przyjaciol, taki stan trwal, jak mi sie zdawalo, wieki ale w koncu udalo mi sie wyrwac
z tych niewidzialnych macek, kto kiedys probowal walczyc z papierosami czy alkoholem
bedzie wiedzial jak trudno zerwac ze swoja slaboscia....z tego miejsca chcialem
pozdrowic age188 za wytrwalosc i opor, ten krociotki zyciorys lub jego czesc mozna by
przypisac kazdemu kto mial/ma podobne przezycia, zdaje sobie sprawe, ze dla mnie ten
czas spedzony na ircu jest czasem straconym bezpowrotnie, nic mi nie wroci tych
chociazby marnych 7 miesiecy....kiedy to pisze mamy maj czyli praktycznie polowa
lata...ludzie popatrzcie, rozgladnijcie sie dookola jest tyle innych rownie
wciagajacych zajec przynoszacych nie mniejsza radosc jak rozmowa, chocby i ta
wirtualna, przejrzyjcie na oczy, nie jest jeszcze za pozno, chcecie aby ta
najpiekniejsza pora roku przeminela zostawiajac was samych? Nie robcie wokol siebie
bariery ktora potrafi skutecznie odizolowac was od swiata....jak powiedzial jakis
sredniowieczny filozof "Czas jest jak moneta. Tylko ty powinienes decydowac jak ja
wydasz. Bacz, by inni nie zrobili tego za ciebie" Zastanow sie choc przez krotka chwile
nad sensem tego cytatu, uwierz mi to nie sa puste slowa, jesli ja bylem na tyle twardy
by walczyc o swoja przyszlosc to ty rowniez mozesz i co wiecej mozesz te walke
wygrac,...co prawda nadal korzystam z irca, ale w granicach zdrowego rozsadku by znowu
nie wpasc w to samo bagno po raz drugi czego wam i sobie zycze.