|
|
 |
|
|
|
|
|
Megadeath The World Needs A Hero
Przyznaje się że nie podoba mi się ta płyta, tzn. sama muzyka jest ok. ale tego nie powinien nagrać taki zespół jak Megadeth. Szumnie zapowiadano powrót do korzeni, Dave Mustaine chwalił że usłyszymy Megadeth jak za czasów wspaniałego „Rust in Peace" tak więc czekałem, wyglądałem czy już nie nadchodzi. Cieszyłem się jak mały dzieciak na przyjazd wujka z Ameryki który zawsze imponował mi siłą. No i wujek wreszcie przyjechał jednak co ja widzę, miał być zdrowy i silny, a w drzwiach nagle pojawia się ten sam zmęczony i słaby człowiek co kilku lat temu. Tak mogę porównać obecną formę zespołu. Niestety nie zapowiada się na polepszenie. Co prawda jest dużo lepiej niż na najgorszej płycie w historii zespołu (Risk) ale to nadal nie jest to. Czy Dave myślał że jeżeli będzie głośno mówił o powrocie do korzeni to wystarczy? Czy powrót na okładkę maskotki Rattlehead-a i nazwanie jednego z utworów „Return to Hangar" ma nas przekonać?. Nie bo w tym wszystkim chodzi o muzykę. To ona ma podbić nasze dusze, a nie tanie sztuczki marketingowe. Tak więc wymienię mocne punkty płyty bo o słabych nie chce mi się pisać. „Return to Hangar" nawiązuje do „Hangar 18" z cudeńka nazwanego „Rust in Peace". To jest najmocniejszy utwór jaki możemy tu znaleźć, szczególnie jego końcówka jest zabójcza takiego, napiepszania już dawno nie słyszałem w ich wykonaniu, jak miło :-). Następny to „Recipe for Hate... Warhorse", który otwiera mocna perkusja, reszta też niczego sobie tylko życzyłbym sobie trochę szybciej. Zaniepokoił mnie „Promises" w którym dały się słyszeć skrzypce i chyba kontrabas. O czym to może świadczyć? Czyżby brak pomysłów kazał łapać się za instrumenty nie goszczące zbyt często w metalu? Nie będę kłamał, to mi się podoba, ale ten patent ze smyczkami powinien znaleźć się na nowej płycie Metallici a nie tutaj. Mam jednak nadzieje że nie nagrają płyty z orkiestrą :-). „The World Needs A Hero" w wielu momentach nawiązuje do poprzednich wydawnictw np. Dread And The Fugitive Mind przypomina swym początkiem Symphony of Destruction ale na tym koniec. Coraz gorzej działo się odkąd z zespołu zaczęli odchodzić ludzie niezastąpieni jak Nick Menza czy Marty Friedman i nie pomogą tu nowy nabytek jakim jest Al. Pitrelli. Po prostu z wiekiem nie chcemy już grać ani słuchać hałasu bez którego nie mogliśmy się obejść w młodości. Jak ja się cieszę że jestem młody :-)
[Mystic]
DO GÓRY
|
|
|
|
|
|