UWAGA SPOILER !!! Jeżeli nie widziałeś[łaś] filmu a zamierzasz go obejrzeć to pamiętaj, że
poniższy tekst opisuje sporo jego fragmentów i może zepsuć wrażenia.
"DEEP BLUE SEA"
O tym filmie zapewne wiele osób słyszało i stwierdziło, że jest to totalna kicha i w ogóle jak można coś takiego oglądać. Ja tam się tym razem wyłamywać nie będę i potwierdzę, że film do najambitniejszych arcydzieł nie należy. Przejdźmy do rzeczy...
Na środku oceanu zostało zbudowane podwodne laboratorium zajmujące się badaniem rekinów... Szczerze mówiąc chodzi tu bardziej o ratowanie ludzkośc poprzez eksperymentowanie na tych zwierzątkach. Otóż mózg rekina produkuje coś w rodzaju kompleksu białkowego, który pobudza nieaktywne neurony dotknięte chorobą Alzheimera. Jednym słowem naukowcy z laboratorium "AQUATICA" znaleźli cudowny lek. Oczywiście, jak to w amerykańskich filmach bywa rekiny wydostają się na wolność i pływając po całej bazie polują na grupkę naukowców. Oczywiście nie byłoby najmniejszego problemu, gdyby nie fakt, że aby wydzielić odpowiednią ilość białka należało wcześniej powiększyć mózgi rekinów. Nie muszę już chyba dodawać, że teraz bestie są cholernie inteligentne i w szukają bardzo wyrafinowanych sposobów aby zabić naszych bohaterów.

Niestety, nawet ja z moją kiepską znajomością biologii nie łykam tak naiwnego scenariusza... Jak widać są pewne rzeczy, w które nawet ja nie wierzę. Fabuła absolutnie niczym nie zaskakuje. Każdy kto chodzi do kina wie od samego początku, że z grupy około ośmiu ludzi przy życiu utrzymają sie maksymalnie trzy osoby. [No cóż.. w większości tego typu filmów reżyserzy wychodzą z założenia, że "ktoś umrzeć musi, by żyć mógł ktoś"]. Najmniej zaskakującą jest oczywiście śmierć Russella Franklina [granego przez Samuela L. Jacksona]. Standardem jest, że po wygłoszeniu długiej, zachęcającej do walki ze wspólnym wrogiem mowie, ten który ową mowę wygłosił zginąć musi. Po prostu scena chyba była zbyt wyniosła i żeby przypadkiem widzom nie przysłoniła efektów specjalnych to została zakończona trupem w szczękach rekina... Jak to mówią amerykanie "Shit Happens" :))).
Nie byłbym sobą, gdyby nie wspomniał o dr Susan MacAlester... W sumie to tylko dla tej kobiety skończyłem oglądać ten film... Cóż poradzę... chyba się po prostu zakochałem... Wrażenie wywiera oczywiście scena striptizu przed rekinem [nie żartuję, poważnie jest tam taka scena, zdjęcie zamieszczam poniżej :)]. Boska Saffron Burrows... panowie zapamiętajcie to nazwisko... bo naprawdę warto :))) Wcześniej zagrała w filmie "Wing Commander"... trzeba jej przyznać, że najlepszych filmów to sobie nie wybiera :) Wróćmy jednak do samego filmu.

Bardzo dobra komedia... choć na pewno nie taki był zamiar reżysera to naprawdę szczerze się uśmiałem oglądając to "dzieło". Swoją drogą to takiej szmiry dawno nie widziałem... Mimo wszystko polecam ten film każdemu, po pierwsze jest bardzo dobry na sobotni wieczór, kiedy człowiek nie ma ochoty myśleć, można się wtedy ponabijać z "jajogłowych rekinów" :) Warto ten film również obejrzeć, żeby zobaczyć jakich filmów raczej robić się nie powinno. Miałem ten film nominować do P.K.O. ale nie mam serca, żeby to zrobić... każdy po przeczytaniu tego arta i tak doskonale wie co myślę o "Piekielnej Głębi".
Ocena: 2/6
troy [amfilm@go2.pl]