Z "DIARIUM" ...
Długo się zastanawiałam nad tym, co by napisać, ponieważ
ostatnio nic spod mego pióra nie wyszło...
Uprzedzam, że będzie to dość chaotyczne, bo to opis moich
ostatnich doświadczeń...
Wszystko zaczęło się od pewnego spotkania z psychologami -
mianowicie - zapisałam się na zajęcia, gdzie poznałam paru
nowych intrygujących ludzi... Co mnie zszokowało? - Jedna z
koleżanek; wyglądająca na dość inteligentną punkówę -
powiedziała, że "nigdy nie zrezygnuje z wyrażania
siebie" - i to mnie uderzyło... Jak już wspominałam w
moim "kazaniu o młodości" odrobinę odstraszająco
działa na mnie manifestacyjne demonstrowanie swoich poglądów i
upodobań przez noszenie naszywek, czy koszulek z zespołami - bo
cóż to ukazuje? Prócz przerażającego braku towarzystwa w
"tym samym stylu", przywiązania wagi do wyglądu zewnętrznego,
który zdaje się w tym momencie być trochę ważniejszy, niż
to co mamy w środku, chęci wyrózniania się od szarego społeczeństwa?
Długo się nad tym zastanwiałam i naprawdę teraz myślę, że
niewarto marnować 15 minut na układanie modnych ostatnio
"potarganych włosów", skoro przez ten czas można
zobaczyć film krótkometrażowy, nad którym będziemy myśleli
tydzień (jak mi się ostatnio zdarzyło)... Ale coż - kwestia
wyboru...
Ponieważ ostatnio zastanawiałam się nie tylko nad tym jakby tu
komuś dopiec swą krytyką, ale nad tym wszytskim, co mnie
otacza, pozwolę sobie zamieścić tu swoje rozmyślania...
Zawsze myślałam, że jestem raczej racjonalistką i że
wszystko robię zgodnie z rozumem, tak jak chce i według swoich
zasad... Ale ostatnio zaczęłam działać dość chaotycznie, w
pewnym momencie straciłam kontrolę nad tym, co robię, w ogóle
nie myślałam o skutkach działania w trakcie jego wykonywania,
jak to do tej pory miałam w zwyczaju i szczerze powiem, że mimo
tracenia nerwów, nadal nie wiem, co lepsze? Oczywiście miałam
już wcześniej takie sytuacje, ale nie zastanwiałam się nad
nimi tak gruntownie, może dlatego, że nie były tak doraźne...
Ale czy w końcu muszę wybrać? Może to i dlatego, że akurat
przerabiamy romantyzm... Aczkolwiek nie wiem czy mam siłe by
wahać się między rozumem, a sercem, jak pan Goethe? No ba
zauważyłam ostatnio, że nie myśle nad tym, gdzie sie znajduję.
Czekałam na koleżankę przez jakieś 10 minut w obskórnej,
aczkolwiek niosącej z sobą wiele wspomnień bramie i dopiero
wtedy zauważyłam, duży kosz na śmieci, przyczepkę, papiery
na ziemi, plakaty w oknach, a przeciez byłam tu juz parę
razy... Heh - ujawniam romantyczną stronę swojej natury...
Hmm - z moich doświadczeń wynika (hehe empiryzm) pewne pytanie
- czy każdy tak się czuje?
Tego nie wiem i pewnie się nie dowiem, jeśli nic pod moim
artykułem nie napiszecie... przecież specjalnie drukuje tak, żeby
było miejsce na polemiki, jakie często dopisujecie Gregorowi.
Hehe on przynajmniej wie, że ktoś prócz mnie i paru znajomych
go czyta.... No ale przeciez Was nie zmuszę...
Doświadczeń na pewno mi przybędzie, więc zapewne na tym się
nie skończy...
Pozostaje tylko podsumować myślą pana George'a Shaw'a -
"Lepiej czasami nie myśleć wcale niż mysleć głęboko i
błądzić", może?
Kera
P.S."diarium"-łac. - chronologiczny opis codziennych
wydarzeń, czynności; dziennik, pamietnik...