Oznajmiam wszem i wobec, że jest to art o tym
głupim Big Brotherze. Komu robi się niedobrze na sam dźwięk
tego słowa, niech dalej nie czyta, by nie dostać nerwicy.
Jak głoszą szumne hasła reklamowe, jest to program o podglądaniu
życia. Nie mówią one prawdy - real life'u tam nie uświadczysz.
Ludzie zamknięci w owej chałupce żyją troszeczkę jak w bajce
- nie pracują, nie martwią się o to, jak wyżyć. Jak pisał
pewien psycholog, jest to raczej sprawozdanie z niekończącej się
imprezy, niż obserwacja zmagań zwykłych śmiertelników.
I faktycznie - oni praktycznie w kółko się bawią. I choć
zdarzają się smutne chwile przy wyrzucaniu kolejnych mieszkańców,
to przecież na większości imprez ktoś w końcu schleje się w
belę i trzeba będzie go wynieść (a wtedy krzyki i lamenty:
"och, to straszne! Tej nocy już go nie zobaczę!"
Albo: "Czuję się winny, to ja mu podałem tą butelkę
piwa, a teraz już po nim! Chlip!" wyobrażacie sobie??)
Nie uważam tego widowiska za mądre czy wartościowe. Jego działanie
jest raczej szkodliwe: wielu młodych ludzi uważa mieszkańców
za bożyszcza, mimo że nic specjalnego nie zrobili - ot, trafiło
się ślepej kurze ziarno i wdepnęła na chwilkę do telewizji.
Podziwiają ich i szaleją za nimi, zamiast zainteresować się
ludźmi wartościowymi i mającymi coś do przeka- zania. Przykładem
takiego fisia jest moja znajoma, która uważa BB za "arcymądry",
a na pytanie, dlaczego, odpowiada: "bo można się nauczyć
ufności do ludzi". Już sama nie wiem, śmiać się, czy płakać.
W zasadzie nic specjalnie ciekawego w Sękocińskim domku się
nie dzieje - garstka ludzi snuje się tu i tam, od czasu do czasu
coś namalują lub skonstruują, pokłócą się czy poprzytulają.
Nic niezwykłego - takie rzeczy każdy sam może robić w zaciszu
własnego mieszkanka. Czemu więc tylu ludzi woli oglądać, jak
robią to inni? Czemu Big Brother zawdzięcza swą popularność???
Po pierwsze - reklamie. Reklamie naprawdę obszernej i porządnie
zrobionej. Wmawiają nam, że jest to coś naprawdę niezwykłego
i niesamowitego, coś, czego jeszcze nie było. Owo coś ma nam
dostarczyć cudownych wrażeń, pozwolić zajrzeć nam w głąb
siebie i lepiej poznać naszą (polską) mentalość. A ja wam mówię:
bujda z buraczkami i sosem chrzanowym! Przecież nic
nadzwyczajnego tam nie ma, o czym zresztą był poprzedni akapit.
Prawda, że jeszcze nie było w naszym pięknym kraju programów
tego typu, ale nie różni się on specjalnie od telenoweli. Zaś
co do poznawania siebie i bliźnich, czy muszę pisać, jak
wierutna to bzdura? Do programu zostali wybrani ludzie raczej
stereotypowi. Ja nie identyfikuję się z żadnym z nich i nie
wierzę, by mogli oni reprezentować Polskę jako całość.
Po drugie - swojej interaktywności. Miło chociaż troszkę wpłynąć
na losy tych tam w środku, czyż nie? To tak, jakby być ich władcą
- mam taki kaprys, to wyrzucę tego, on mi się nie podoba, no to
fru go* stąd! Co z tego, że topi się w tej decyzji spore pieniądze,
co tam, że władza owa jest złudna! Ja i tak kcem.
Po trzecie - owczy pęd. Oglądają wszyscy naokoło ciebie i wciąż
o tym mówią, więc czujesz się wyobcowany i trochę gorszy. A
można temu zapobiec, poświęcając zaledwie 45 minut dziennie.
Taki baranek siada więc przed telewizorem i ogląda Brotherową
sieczkę, bo tak robią wszyscy. Przecież tysiące ludzi nie mogą
się mylić, to musi być coś naprawdę niezwykłego! Jeden
nudny odcinek? No to co, następny będzie pewnie ciekawszy. A
potem zasiada się przed ekranem i oczekuje na to coś, czego być
może nigdy nie będzie - na sensację. Ponieważ ona sama z
siebie powstaje rzadko, tworzy się ją sztucznie. I tak: skandal
w domu Wielkiego Brata! Małgosia i Klaudiusz rozmawiali o
nominacjach. Jeśli chcesz, by zostali, dzwoń i jeszcze bardziej
nabijaj nam portfele. Piotr Lato zdradził na kogo głosował!
Nie możemy zrobić tego samego po raz drugi, ale jeśli chcecie,
by został naszym reporterem, dorzućcie nam jeszcze kasy. To
Alicja powinna wyjść, a nie Klaudiusz! Zamiast zamienić ich
miejscami, damy wam okazję do wytrwonienia u nas fortuny, a przy
okazji zwiększymy sobie oglądalność.
Przykłady można by mnożyć i mnożyć, ale ogólna zasada jest
ta sama - wszystkim rządzi kasa pod przykrywką sprawiedliwości.
Bo każdy chyba wie, że ten program powstał jedynie dla pieniędzy?
Nie łudźcie się, że przyświeca mu jakiś wzniosły cel. Ażeby
się uniewinnić, dofinansowują na przykład jakąś fundację
czy dom dziecka. Wspaniała to inicjatywa, ale oni poświęcają
jej jedynie niewielki ułamek swoich zarobków. Żerują na
zamkniętych w Sękocinie ludziach niczym hieny na padlinie. Oni
tam w środku walczą o nagrodę, lecz czymże jest dla
organizatorów marne
500 000 wobec zarobionej przez nich sumy?
Ludzie zgłaszający się do programu myśleli natomiast nie tyle
o pieniądzach, co o sławie. Sławie łatwej i w sumie niezasłużonej.
Według mnie ludzie sławni powinni się wykazać jakimiś
nadzwyczajnymi umiejętnościami, wytrwałością czy pracowitością,
zacięciem, stałą pracą nad sobą, jakąś pasją, zrobić coś
naprawdę dobrego czy zasłużyć się dla nauki, sztuki itp.
Tymczasem mieszkańcy domu BB są niezwykle popularni za nic.
Posiedzą sobie parę tygodni w czterech ścianach, dostaną
jedzenie za darmo i o nic nie muszą się martwić, a potem
wychodzą i wszyscy za nimi szaleją. Dlaczego tak się dzieje??
Wydaje mi się, że tu znowu winna jest reklama. Wokół wychodzącego
wytwarza się wielki show, jaki to on wspaniały, mądry i
niesamowity. Ludzie chcą się popisać przed znajomymi: "A
wiesz, byłem w Sękocinie, gdy ktośtam wychodził".
Stwierdzenie takie wywołuje jęki zazdrości. Człowiek to
przecież taki zawistny potwór. Lubimy, gdy ktoś nam zazdrości,
czyż nie? Ma się wtedy to cudowne poczucie wyższości, to
wspaniałe "ja jestem lepszy!" Wszyscy chcą wiedzieć,
jak tam było i czas jakiś jesteśmy w centrum zainteresowania.
Taka nasza mała, lokalna sława. Czy nie tak, moja droga wierna
publiczności BB?
Tak więc Big Brother żeruje także na ludzkiej próżności.
Prywatną sprawą każdego jest, czy da się zwariować i
zostanie padliną dla owej telewizyjnej hieny.
Publiczność BB dzieli się na trzy grupy: aktywnych, biernych i
gardzących. Aktywny to właśnie padlina. Pojedzie wszędzie,
gdzie będzie mógł zobaczyć któregokolwiek mieszkańca, będzie
wysyłał tony sms-ów, brał udział we wszystkich konkursach,
czytał tygodnik BB, wieszał sobie nad łóżkiem plakaty
Klaudiusza czy innej Manueli, oglądał powtórki powtórek
sprzed tygodnia i pisał listy do Wielkiego Brata. Bezsensowność
takiego zachowania jest, przynajmniej dla mnie, zatrważająca.
Martwi mnie, że ludzie dają się nabierać na tandetę do tego
stopnia.
Druga grupa to bierni. Ich nazwa właściwie mówi sama za
siebie. Oglądają BB dla rozrywki, ale nie są takimi wariatami
jak aktywni. Interesują się programem i lubią jego uczestników,
ale mają jeszcze zdrowy rozsądek i nie szaleją za Wielkim
Bratem.
Gardzący natomiast nie znoszą tego programu, a oglądają go.
Tutaj istnieje wiele możliwości - psychologowie, interesujący
się wpływem programu na mieszkańców, lecz nie pochwalający
samej idei, ludzie, którzy zmuszają się do oglądania pod
naciskiem znajomych,a także obserwujący to żałosne widowisko
z ciekawości. Bywają i tacy, co patrzą na to z nudów i marudzą,
jakie to głupie.
Spójrzcie choćby na mnie - przy tym, co wypisywałam przez
ostatnie akapity, oglądam BB codziennie. Powody?? Przede
wszystkim wyżej wymienione. Najpierw zerkałam na to coś z
ciekawości, potem dyskutowałam ze znajomymi i przyznaję ze
skruchą, że wciągnęło mnie. Teraz patrzę z pogardą na to
przykre widowisko, ale wciąż patrzę. Widząc, jakie to głupie,
uwielbiam udowadniać moje tezy kumplom. Uwaga, przyznaję się
do słabości: obserwując, jak oni wariują na punkcie tej
telewizyjnej papki, czuję się od nich w jakiś sposób lepsza.
Tak, to niewłaściwe i powinnam z tym walczyć, ale wiecie,
jakie to trudne? Myślę, że wiecie - każdy człowiek
wielokrotnie zmaga się z podobnymi odczuciami.
Nie zgadzam się jednak z tezami, że Big Brother to zło
wcielone. To po prostu tandetna miernota, taka jak np.
telenowele. Jako, że jest zjawiskiem przejściowym, krzywdy
wielkiej nie wyrządzi. W dodatku nawet przyjemnie czasem na to
spojrzeć, a i pośmiać się można. Nie wydaje mi się, by BB
był obyczajowym armageddonem, jest to po prostu - głupi bo głupi
- ale program rozrywkowy.Dlatego sądzę, że prawda jak zwykle
leży pośrodku.
Icewind
p.s. Czytaliście takst Metfana(czerwcowy AM)?? Otóż facet tak
się przejął, że w jednym niezbyt długim wszakże arcie
osiemnaście razy powtórzył słowo telenowela!!! Ponieważ nie
chcę się wyżywać, nic nie napomknę o jego stylu tudzież
prezentowanych przez niego treściach - poczytajcie sobie
sami:-))
* a za kryptoreklamę Frugo powinnam dostać od nich honorarium
:-))