Przyznam się, że od samego początku nie byłem zbytnio przekonany co do kandydatury pana Engela, choć Smuda również nie był dla mnie odpowiedni. Ja najchętniej wtedy widziałem jako selekcjonera Edwarda Lorensa. O jego zasługach nie trzeba chyba przypominać. Ale cóż, stało się :-) Po pierwszych trzech meczach Polski w 2000 roku byłem przekonany, że Engel ma swoją koncepcję gry i nastawiłem się już pozytywnie do jego osoby, ale zmieniłem zdanie po obejrzeniu meczu Polska - Finlandia. Ten mecz to była tragedia. Do meczu z Ukraina przystępowałem więc sceptycznie (mój prognostyk to było 5:2 dla Ukrainy - całkiem optymistyczny). Przyznam się, że moją reakcją na pierwszy gol Polaków (podobnie jak 6 miesięcy później podczas meczu Norwegia - Polska) był niepowstrzymany śmiech. Po prostu nie umiałem wytrzymać, bo Ukraina dała sobie wbić frajerskiego gola i to jeszcze przez tak słabą drużynę. Jednak w miarę trwania meczu, mój szacunek do naszej ekipy rósł w coraz szybszym tempie.Teraz, gdy Polska ma 16 punktów i bilans bramkowy 15-5 (piszę te słowa jeszcze przed meczem z Armenią), jestem pełen podziwu dla wszystkich, którzy przyczynili się do tego. Równocześnie wszystkim krytykom pana Engela można powiedzieć jedno: póki reprezentacja wygrywa, twoja krytyka jest nic nie warta :-) W zasadzie można by na tym zakończyć, jednak ja chciałbym przedstawić najważniejsze czynniki, które wpłynęły na tak dobrą grę polskiej ekipy.
Po pierwsze osoba Jerzego Engela. Jest to moim zdaniem jeden z najlepszych trenerów w Europie (!), bo skoro z takiego zespołu (nikomu nie ujmując) potrafił zrobić drużynę, która wygrywa z lepszymi od siebie, to należą mu się tylko i wyłącznie gratulacje. Nawet negatywne wyniki na mistrzostwach świata (do których awansujemy, w co święcie wierzę) nie zweryfikują mojej oceny. Przede wszystkim Jerzy Engel umie stworzyć atmosferę współpracy, tak potrzebną do osiągania wyników. W zespole nie ma miejsca na gwiazdy. Nawet we Francji choćby Desailly czy Lizarazu są traktowani na równi z Zidane'm, a wyniki znamy wszyscy. Engel doprowadził również do tego, że każdy chce grać w reprezentacji (konflikt, zresztą moim zdaniem sztucznie wytworzony, z Juskowiakiem to już przeszłość), ale nikt nie skarży się z powodu pomijania w wyjściowej jedenastce. Dla każdego najważniejsze jest samo powołanie. Nawet jeśli piłkarze myślą inaczej, to w wywiadach mówią cały czas według tego samego schematu. I bardzo dobrze! Skończyły się wreszcie czasy, gdy każdy pomijany wyżalał się dziennikarzom, jaki to on jest dobry, a selekcjoner go nie chce. Trzeba tu również oddać honor Januszowi Wójcikowi, bo to on zapoczątkował wyżej wymienione zjawiska. Co prawda popełniał błędy personalne i inne, ale stworzył odpowiednią atmosferę. Wracając do pana Engela, to bardzo ważne jest również to, że ma własną koncepcję gry i nie zmienia jej pod wpływem różnych "ekspertów". I bardzo dobrze! Selekcjoner może przyjmować sugestie od ludzi, którzy znają się na piłce, ale wszystkie decyzje podejmuje sam i nie powinien poddawać się naciskom. Dlatego uważam, że Jerzy Engel jest właściwym człowiekiem na właściwym stanowisku.
Po drugie piłkarze. Przede wszystkim Jerzy Engel dobrał sobie ludzi, którzy mają nie tylko umiejętności, ale także serce do walki. Obecnym kadrowiczom należa się wielkie brawa za ich postawę. Tym bardziej, że wszyscy z nich starają się podnosić swoje umiejętności. Nie chciałbym tu nikogo wyróżniać, ale chyba największe postępy zrobili Kałużny, Kłos i bracia Żewłakowowie. Poniżej spisałem kilka słów refleksji o każdym piłkarzu.
Jerzy Dudek - czy trzeba tu w ogóle coś pisać? Chyba jedynie to, że ma dopiero 28 lat i szczyt umiejętności może osiągnąc (jak się uda) na EURO 2004.
Adam Matysek - wielu zdążyło już go skreślić wychwalając Dudka pod niebiosa, łącznie z ternerem bramkarzy w Bayerze Leverkusen (nawiasem mówiąc trzeba było być ślepym, żeby nie widzieć, że Matysek jest ze trzy razy lepszy od Zuberbuehlera). No to teraz czapki z głów przed człowiekiem, który wygrął nam mecz w Oslo razem z Dudkiem i Zielińskim.
Jakub Wierzchowski - transfer do Werderu Brema już o czymś świadczy, a tym, którzy widzieli jego interwencję w meczu z Islandią więcej nie trzeba mówić.
Tomasz Kłos - prawdziwa rewelacja! Pamiętam, gdy jeszcze 4 lata temu Polska grała ze Szwecją, Kłos grał w kadrze B i był wtedy zaledwie kryjącym obrońcą, zresztą niezbyt dobrym, wolnym i mało zwrotnym. Grał wtedy przeciwko Henrikowi Larssonowi. Teraz Larsson jest czołowym snajperem Europy, a Kłos jest świetnym środkowym obrońcą, który z miesiąca na miesiąc gra coraz lepiej na prawej obronie.; Nie tylko poprawia drybling, co prawda nieco statyczny, i dośrodkowania, ale coraz częściej robi akcje prawym skrzydłem.
Tomasz Hajto - jeszcze niedawno był znany głównie z wrzutów z autu i zdobywania żółtych kartek. Oglądając go w Oslo przecierałem oczy ze zdumienia - Hajto grał równie czysto jak Alessandro Nesta, podobnie w meczu w Cardiff (może jedynie za dużo dyskutował). Jest bardzo skuteczny w obronie, nie mówiąc już o jego długich piłkach, które rzuca z dokładnością zbliżającą się do Beckhama (pamiętamy to choćby z meczu z Anglią w Warszawie w 1999, cudowne podania do Gilewicza).
Tomasz Wałdoch - sam fakt, że został kapitanem Schalke 04 przemawia na jego korzyść. W poprzednich eliminacjach popełnił kilka poważnych błędów, ale gra w Schalke mu służy, bo w tych gra już bardzo pewnie.
Jacek Zieliński - to jest zastanawiające, jak ten człowiek mimo swego wieku cały czas podnosi swoje kwalifikacje. Jego interwencje z marcowych meczów wręcz proszą się o oklaski. Podobną klasę prezentuje niewielu defensorów w jego wieku.
Jacek Bąk - w zasadzie jest idealnym materiałem na stopera. Gdy tylko zgra się z resztą obrońców, będzie nie do powstrzymania, szczególnie w walce powietrznej.
Mariusz Kukiełka - złoty medal na MME z 1992 roku jest jak na razie jego największym sukcesem. Jeśli kontuzje będą go omijać, to doczekamy się godnego następcy Jacka Zielińskiego (choć ten ostatni chyba jeszcze długo pogra).
Michał Żewłakow - jego awans w futbolowej hierarchii zadziwia wszystkich, chyba z wyjątkiem Jerzego Engela. Selekcjoner zaufał mu dosyć szybko i nie zawiódł się. Co prawda Żewłakowowi jeszcze daleko do Lizarazu, ale jeśli poprawi drybling, to kto wie... Mnie bardzo cieszy jego umiejętność strzelania rzutów wolnych (mecz z Walią w Warszawie), tym bardziej, że próbuje też je strzelać zewnętrznym podbiciem, a przykład Roberto Carlosa pokazuje, że takie są najlepsze (chyba, że się umie podkręcać piłkę jak Beckham).
Tomasz Rząsa - co prawda nie grał wiele, ale w razie jakichś ubytków w polskiej obronie jest potrzebny. Na lewej obronie Feyenoordu ostatnio przegrywa z Tininho, co, patrząc na błędy Brazylijczyka i wyniki Feyenoordu, nie jest najlepszym posunięciem. Jest solidnym i wszechstronnym lewonożnym zawodnikiem.
Tomasz Iwan - tym, którzy pamiętają jego grę w meczu z Bułgarią w 1999 nie trzeba nic mówić. Natomiast jeśli ktoś miał dość patrząc na jego grę w reprezentacji (tak jak ja), to po meczu z Walią powinien być zadowolony. Iwan wreszcie wraca do formy. Wystawianie go ma podstawy szczególnie przeciwko zespołom z silną lewą stroną, bo np. takiego Karwana nie ma sensu obarczać obowiązkami defensywnymi. Szkoda na to jego sił...
Bartosz Karwan - chyba już na dobre pozbył się lenistwa, które jeszcze do niedawna cechowało jego występy. Na prawym skrzydle jest najlepszy w Polsce, ale powinien odważniej wdawać się w pojedynki jeden na jeden, bo przy jego szybkości daje to efekty.
Radosław Kałużny - jeszcze do niedawna był tylko wysokim obrońcą dobrym w walce powietrznej. Teraz jest nie tylko najlepszy w główkach obok Kłosa, ale też świetnie podaje i znakomicie uzupełnia zarówno obronę, jak i atak. Nie wiem, czy nawet Engel nakazując mu wychodzić do przodu przy akcjach ofensywnych liczył na takie efekty.
Piotr Świerczewski - przede wszystkim jest nieoceniony, jeśli chodzi o przerywanie ataków w środku pola. Jednak od niedawna wykazuje pewną fantazję w inicjowaniu ataków, a poza tym najodważniej z wszystkich naszych piłkarzy biega z piłką przy nodze w środku pola szukając partnera lub miejsca na strzał. Do teraz pamiętam, jak z Anglią w 1999 zrobił sobie slalom lewą stroną między Anglikami. Jak na defensywnego pomocnika, ma znakomity drybling i wyszkolenie techniczne.
Tomasz Zdebel - jedyny piłkarz, co do którego mam wątpliwości. Jednak Zdebel mimo słabej gry obronnej należy do pomocników, którzy dobrze stosują dalekie podania na dobieg.
Arkadiusz Bąk - nigdy się nie spodziewałem, że akurat on zagra w środku pomocy w meczu z Walią. Jednak zagrał i to w stylu Świerczewskiego. Mimo skromnych warunków fizycznych rozbijał rosłych Walijczyków. Autentycznie zadziwił mnie swoją grą.
Marek Koźmiński - gdy oglądałem jego grę ze Słowacją w 1999, stwierdziłem, że ten zawodnik powinien definitywnie wylecieć z reprezentacji. Co za szczęście, że nie byłem wtedy selekcjonerem :-) Śmiem twierdzić, że jest on obecnie najlepszym rozgrywającym polskiej reprezentacji. Nominalnie jest lewym pomocnikiem z zadaniami ofensywnymi i defensywnymi, ale jeszcze lepsze od rajdów lewą stroną są jego podania. Widzi na boisku chyba jeszcze więcej, niż Świerczewski, a piłke zagrywa z niezwykłą precyzją.
Jacek Krzynówek - ma wszelkie predyspozycje, by stać się czołowym lewoskrzydłowym polskiej reprezentacji. Bardzo dobry w dryblingu, znakomite dośrodkowania, całkiem niezłe strzały. Jeśli nauczy się wchodzić na pełnej szybkości w pole karne, to będzie z niego pociecha.
Emmanuel Olisadebe - bezsprzecznie najlepszy polski napastnik. Przyjmuje piłkę tyłem do bramki, odwraca się, rusza do przodu mijając rywali dzięki niesamowitemu przyspieszeniu i strzela po rogach. Jeśli tylko będzie wykorzystywał wszystkie sytuacje sam na sam, to szybko zostanie najlepszym strzelcem Polski w historii.
Paweł Kryszałowicz - byłem mu bardzo niechętny, jednak po meczu z Walią muszę zmienić zdanie. Jednak dwa gole w trzynastu meczach reprezentacji chluby mu nie przynoszą. Na pewno nie jest nadzieją Polski, ale napastnikiem jest dobrym. Tylko czemu prezentuje tak słabą szybkość i równie mizerne strzały? Przecież w Bundeslidze gra dobrze.
Andrzej Juskowiak - niewątpliwie dobry snajper, ale chyba po prostu nie pasuje, do naszego zespołu swoim stylem. Reprezentacja nigdy nie będzie grała tylko pod Juskowiaka, a to jedyna możliwość, by zaczął strzelać gole. Myślę, że powinien nadal grać, ale nie będzie wielkim błędem pominięcie go w składzie.
Marcin Żewłakow - ma zadatki na klasowego snajpera. Jeśli w przeciągu dwóch lat przeniesie się do dobrego klubu, to może się rozwinąć naprawdę fantastycznie. Do teraz pamiętam, jak kiwnął Liliana Thurama w styczniu 2000 i podał Karwanowi (czemu ten Blanc to wybił?!).
Jeśli kogoś znudziły te peany na cześć naszych piłkarzy, to chciałbym tylko nadmienić, że również każdemu z nich mógłbym coś zarzucić, jednak nie można się czepiać, gdy reprezentacja wygyrywa i to w takim stylu (z Walią oddaliśmy 21 strzałów na bramkę, rywale - 9).Kończę ten tekst moim ulubionym ostatnio sloganem: Emsi na prezydenta!