Pedro MUNITIS Alvarez (19.06.1975)

Część z was zastanawia się pewnie, o kim ja chcę pisać. Jasne, to przecież jakiś mało znany piłkarz z jakiegoś prowincjonalnego Realu Madryt ;-) Radzę jednak przeczytać, bo Pedro Munitis nie tylko moim zdaniem był jednym z tych niewielu Hiszpanów, którzy nie zawiedli podczas EURO 2000. Poza tym, przypomnijcie sobie, kto był królem strzelców w Hiszpanii w sezonie 1999/2000. Tak, tak, Salvador Ballesta znany jako Salva zdobył 27 goli, więcej od Raula czy Rivaldo. Grał wówczas w Racingu Santander, a w ataku partnerował mu bohater niniejszego tekstu. Według wielu fachowców Salva zdobył tytuł króla strzelców głównie dzięki Munitisowi, który pracował na niego biegając po obu skrzydłach i dogrywając mu piłki.
Po sezonie obaj przenieśli się do lepszych klubów: Salva do Atletico Madryt, które... spadło do drugiej ligi (śmiechu warte, ale renomę ma faktycznie lepszą niż Santander), natomiast po Munitisa sięgnął wielki Real Madryt. Zanim jednak zadebiutował w barwach 'Królewskich', został powołany do składu Hiszpanii na mistrzostwa Europy w Belgii i Holandii. Jak zagrała tam Hiszpania, wszyscy chyba wiedzą - gra całkiem niezła, ale kolejne rozczarowanie (przynajmniej mają tę satysfakcję, że przegrali z mistrzami). W pierwszych dwóch meczach Munitis nie zagrał i - przegrali z Norwegami oraz wygrali ze Słoweńcami. Pierwszy mecz mówił sam za siebie. Hiszpanie zagrali bardzo przeciętnie, a w dodatku Molina znowu puścił kuriozalnego gola (na miejscu Camacho nigdy bym go nie wystawił). Natomiast w drugim było niewiele lepiej, ale zwycięstwo zapewniły przepiękne strzały Raula i Mendiety. Ciekawy za to był gol Słoweńców, gdzie dwóch zawodników złożyło się do strzału myląc Canizaresa. Wracając do Munitisa, został on wpuszczony przez selekcjonera w meczu z Jugosławią w drugiej połowie. Nie tylko rozruszał trochę niemrawy atak Hiszpanów, ale również doprowadził do wyrównania stanu na 2-2 świetnie zakręconym strzałem zaledwie minutę po golu Govedaricy. W półfinale Hiszpania trafiła na Francję. Po faulu na Munitisie Hiszpania zdobyła wyrównanie, jednak w drugiej połowie Camacho zdjął z boiska Mendietę, Ivana Helguerę oraz Munitisa czyli praktycznie trzech najlepszych Hiszpanów (nie licząc Raula). Wynik znamy, jednak do Munitisa nie można mieć pretensji (najprędzej do Camacho, bo gdyby Mendieta strzelał karnego zamiast Raula, to mielibyśmy dogrywkę...).
W Realu Munitis poznał, co znaczy ciężka walka o miejsce w składzie. Od pierwszej minuty nie grywa tam zbyt często, jednak na ławce ma doborowe towarzystwo - Hiszpan Morientes, Brazylijczyk Savio czy Argentyńczyk Solari. Sądzę, że w wielu klubach Pedro Munitis miałby pewne miejsce w składzie. Należałoby jeszcze scharakteryzować jego styl (po prostu gra tak jak ja... hmm, a może jednak to ja gram w jego stylu :-) Przede wszystkim Munitis to mój typ fizyczny (tyle, że ważę jakieś 8 kg mniej :-) Jeśli widzieliście jego (wielce prawdopodobne) lub mnie (prawie nieprawdopodobne), to kumacie, o co chodzi. Jednak dzięki temu posiada niebywałą wręcz zwrotność, co przy jego przyspieszeniu i wrodzonej szybkości jest niezwykle groźne. Samym zrywem do dalekiego podania potrafi zostawić za sobą wysokich i mało zwrotnych obrońców. W dodatku, jego technika stoi na poziomie godnym największych mistrzów (może minimalnie odstaje od np. Raula). Te cechy czynią go bardzo dobrym skrzydłowym, który potrafi minąć kilku obrońców, zanim poda celnie do napastnika, któremu wystarczy dostawić nogę. Nie wspominam już o tak podstawowych umiejętnościach, jak centra czy gra z pierwszej piłki. W zasadzie jedyną jego wadą jest to, że obrońcy często korzystają ze swojej przewagi fizycznej i traktują go niezbyt delikatnie nie narażając się na odgwizdanie faulu. Jednak Pedro Munitis ma dopiero 26 lat i jeszcze wszystko przed nim.