20 - 05 - 01 godz. 20:43:22sek.

Ostatnio przeczytałem w CDA całkiem ciekawy text (w Przemyśleniach, jakby ktoś pytał) na temat przemocy w grach i nie tylko, pod niewiele mówiącym tytułem - "Czy Adolf Hitler grał w Quake'a". Przeczytałem i stwierdziłem, że texcior jest tylko kolejną próbą usprawiedliwiania ludzi chorych, którzy pod wpływem danej gry popełnili przestępstwo. Autor napisał, cytuję: " (...) gry, nawet te najbardziej brutalne, nie są jakąś kwintesencją zła, lecz jeszcze jednym czynnikiem w życiu człowieka, także bardzo młodego." No dobra, z tym prawie się zgadzam, ale patrząc na takie Stany Zjednoczone, gdzie jakiś (a, tam, itak to "wygwiazdkujecie") wyciąga w szkole spluwę strzela sobie, mordując kilkanaście osób, a potem jeszcze palnie sobie w łeb, t niby czego się najczęściej dowiaduje policja od jego qumpli ( tych co przeżyli naturalnie)? Ano tego, że spodobało mu się, jak flaki jakiegoś gościa w qłeju czy innym "nierealnym" rozpryskują się po ścianach i chętnie by to zobaczył w rzeczywistości. A to już połowa drogi. Następnym krokiem jest wyjęcie tacie z biurka guna i przemycenie go do szkoły, a potem już można zweryfikować efekty z gry z rzeczywistością. Po kilku trupach okazuje się, że tak naprawdę nie ma efekciarskich zgonów, a zabijanie żywych ludzi to nic fajnego. Więc nasz zrozpaczony morderca, żeby nie mieć kłopotów, popełnia samobójstwo. Tak, takich przypadków było już wiele, i to nie tylko w USA. Tłumaczenie, że " te okrucieństwa nijak się mają do >osiągnięć< Stalina, Hitlera, Mao, Polpota i innych". Jasne, że oni nie zagrywali po nocach w Quake'a, ani w "Półżywego", ale jakiś powód mieli. Tak jak są hackerzy, którzy kradną wiadomości by terroryzować innych i tacy dla których sam fakt włamania się sprawia wystarczająca radość, tak samo są ludzie, którzy zbijają, bo widzą w tym jakiś wielki cel (jak np. Hitler, przecież on zabijał dla władzy nad światem {kurde, jak w kretyńskiej kreskówce :)}) i są tacy, jak w przypadku podanym wyżej. Ale ktoś, lub coś musiało dać przykład. I tak np. dla Stalina i spółki byli to pewnie średniowieczni władcy, dla świrów, którzy zabijają w szkołach ( lub wybiegają z piłą tarczową na ulicę), powodem jest to, że nagrali się w eFPePeki, lub gapili się w brutalne filmy w TV (o której też była wzmianka w arcie, swoją drogą nie wiem po jaką cieżką cholerę się tam znalazła) i im do łba strzeliło. Wszystko się zmienia, więc dlaczego też nie to?

No, dobra arta czas kończyć, a miał on być tylko krótką kontrą dla przemyśleń nijakiego TekWin'a. Tak więc gry rzeczywiście nie są śmiercią rozmnażającą się na CDkach, czy inną zarazą, ale coraz częściej są powodem (czy jednym ze znaczących powodów) śmierci wielu osób. Jasne, że nie są to mordy na taką skalę jak te popełnione przez wyżej wymienionych po nazwisku, ale co za różnica, czy wariat zabije dwie osoby, czy dwadzieścia. Wariat to wariat, morderstwo to morderstwo, takie są fakty.

Oskar 'osa' Kunik
z Katowic