WRÓĆ

Anioł

Ramię anioła przeszył dreszcz. Krople jego krwi stoczyły się po nagim ciele i poleciały w przepaść. Przepaść zwaną Ziemią. Anioł spojrzał w dół, w kierunek z którego nadszedł ból. Spojrzał i ujrzał,

Mężczyzna podtrzymywał jeszcze przez chwilę kobietę. Jej twarz, wykrzywiona w przedśmiertelnym grymasie, zdawała się głośno wołać o pomoc. Na twarzy mężczyzny malował się wyraz zadowolenia. Zwolnił uścisk. Z boku kobiety pociekła ciemnobrunatna krew. Morderca wytarł długi nóż w połę swojego płaszcza. Ułożył ciało równo, wzdłuż ściany, naciągnął głęboko ciemny kaptur i odszedł. Uśmiech wciąż nie znikał z jego twarzy...

Ogromna rozpacz targnęła aniołem, popchnęła go w dół ku dnu przepaści. Gniew zmusił go do wyciągnięcia świetlistego miecza. Skrzydła zatrzepotały i z ogromnym pędem poprowadziły anioła ku napastnikowi. Ból przeszywający ramię już się nie liczył, nie istniał...

Ból targnął świetlistą sylwetką ponownie, naznaczając udo anioła głęboką szramą. Świetliste spojrzenie przeniknęło zaporę łez i dostrzegło,

Czteroletnie dziecko kuliło się w kącie swego pokoju krztusząc się własnymi łzami. Sylwetka jego ojca urosła do niewyobrażalnych rozmiarów i zbliżała się szybko. Za szybko. Czarny gumowy kabel znaczył powoli zakurzoną podłogę. Żyły na skroniach "tatusia" nabrzmiały krwią. Mięśnie wielkiej ręki napięły się, nasiąkając całym gniewem tego tytana. Koniec kabla poderwany z niewiarygodną siłą pomknął w kierunku dziecka...

Kolano anioła eksplodowało, malowniczo znacząc krwią jego ciało. On, nie zważając na ból pomknął w kierunku dziecięcego pokoiku. Zdawał się nie zauważać, że im bliżej jest dna otchłani, tym więcej ran orze jego ciało. Zdawał się tego nie zauważać do momentu gdy...

Ciało anioła płonęło. Spopielone skrzydła nie były w stanie utrzymać jego ciężaru. W ostatnim powiewie skierowały go w to ognisko bólu. W...

Krąg ciemnych postaci otaczał wyrysowany na ziemi pentagram. Pentagram ten wyrysowany był krwią kobiety leżącej w jego środku. Posępna pieśń wydobywająca się z gardeł czarnych postaci wydawała się nie mieć końca. W strzępach wypaczonego mózgu kobiety urosła ona do miana doskonałej. Ostatnie słowa które słyszała huczały w jej głowie jeszcze długo po śmierci. Czarne postacie zaczęły zamazywać pentagram. Jedna z nich wrzuciła ciało do rzeki. Czarna msza została skończona.

Bezładna, krwawiąca masa spadła na samo dno przepaści, w sam środek zamalowanego niedawno pentagramu. Masa ta doczołgała się ostatkiem sił do chodnika. Promienie wschodzącego słońca padły obok, umiejętnie omijając resztki dumnego anioła. Na chodniku zadudniły kroki...

Facet w garniturze spieszył się na. Szedł krótszą drogą, której z całego serca nienawidził. Zawsze roiło się tu od biedaków i śmieciarzy. Kiedykolwiek tędy przechodził, zawsze ktoś go zaczepił. Tak było i tym razem. Żebrak był wyjątkowo paskudny, cały we krwi i taki jakby spalony. Uczepił się jego nogi i wydyszał jedno słowo "pomóż". Ale biznesmen nie miał zamiaru ani czasu pomagać temu żebrakowi. Znał takich jak ten mnóstwo. Odtrącił jego rękę, kopnął w żebra i odszedł w kierunku przystanku. Odszedł nieświadom, że...

Anioł umierał. Ciemności spowiły jego umysł, a ciało zdematerializowało się. Odszedł w niebyt. Odszedł ze świadomością niewypełnienia boskiej misji. Świadomość dźwigana na barkach potwornie mu ciążyła. Ale teraz nic już nie mógł na to poradzić...

Bartek (KeT_RaB) Filipowicz