*** Czy głośne znaczy złe? ***


Do napisania niniejszego arta zbierałem siły już od dłuższego czasu. Jednak albo nie miałem siły i chęci, albo jakiegoś dobrego pomysłu. W końcu za namową innego zwariowanego fana (pozdrófka dla KoRn^ika, sorry jeśli źle napisałem ;)) najlepszej kapeli świata postanowiłem przejść do dzieła. Jak już wywnioskowaliście text będzie o hardcorowym zespole muzycznym o wiele mówiącej nazwie KoRn. Może na początek kilka słów o nim. Kapela powstała w Stanach Zjednoczonych w 1993 roku. Nie jest młodzieniaszkiem, ani żadnym staruchem. Po prostu w sam raz :). W jego skład wchodzi pięciu członków (jednak nie widzę sensu, aby ich teraz wymieniać), z których najsławniejszy jest zapewne Jonathan Davis. Facet ma taką przeszłość, że spokojnie mógłby swym życiorysem obdarować kilka książek. No i tu zaostrzyłem pewnie ciekawość niektórych osobników, jednak jeśli chcecie coś o nim wiedzieć musicie już sami doszukać się tych informacji. Co tu jeszcze powiedzieć, dla ludzi którzy nie mieli z Kornem nigdy styczności? Ano może przytoczę fakt, że to właśnie oni znacznie przyczynili się do odkrycia i popularności takich obecnych sław jak Limp Bizkit czy Orgy!! Tak, tak to prawda. Dość o historii, w końcu nie po to postanowiłem w ogóle napisać. Otóż będąc ich wielkim fanem strasznie denerwują mnie różnorakie komentarze o tym, że ich muza to szajs, głośne świństwo i wielka komercha!!! Nie chodzi mi o to, że każdy kto to powie tego ja od razu zabijam (po prostu umiera w męczarniach ;)) czy coś w tym stylu, ale czemu nikt nie podeprze się jakimiś argumentami? Mógłbym się nawet założyć o palec za paznokciem ;), że ci ludzie nawet nie przesłuchali jednej piosenki. No dobra może przesadzam, ale co można wywnioskować po przesłuchaniu dwóch, trzech piosenek? Zupełnie nic!! Trzeba się wsłuchać i czasem nawet posłuchać jednej kompozycji kilka razy, aby się do niej przekonać. I najgorzej, że obraźliwe gesty słyszę od kolesi, którzy sami na co dzień słuchają Bratney Spars czy innego disco. Przy okazji przypomniał mi się jeden przypadek. Chyba w USA, chłopak przyszedł do szkoły w koszulce Korna i nauczycielka wyrzuciła go z klasy, grożąc że jeśli nie zmieni koszuli to go z powrotem nie wpuści!! To jest dopiero tolerancja... Aż mi słów brak. Zresztą mój kochany kuzyn mieszkający w Niemczech także jest uważany za "odmieńca i psychopatę", gdyż jako jeden z niewielu słucha tego zespołu, który akurat tam nie jest zbyt popularny. Zresztą sądzę, że trzeba uznawać poglądy i upodobania innych. Nie każdy słucha tego samego rodzaju muzyki i każdy ma inny gust. Ja widząc fana Metalliki (a za tą kapelą jakoś nie przepadam) nie podbiegam do niego i nie bluzgam na jego temat oraz jego zainteresowań. Co więcej, ostatnio poznałem wiele osób słuchających Metalliki i wszedłem z nimi w polemikę wymieniając wzajemne poglądy. Wszyscy z nich to bardzo fajni ludzie i nawet się teraz przyjaźnimy :). W tym miejscu wypada mi, więc przeprosić fanów Britney i tego disco, skoro już mówiłem o tolerancji :).

No dobra przejdę teraz do drugiej rzeczy, a mianowicie komercji. Nie wiem czemu tak niektórzy sądzą, ale ja nie dopatruję się w muzyce Korna żadnej piosenki czy czegoś podobnego robionego pod publikę. Jeśli posłuchacie trochę każdej z czterech płyt to zauważycie iż wszystkie się trochę różnią. I tak np. "Issues" jest jakby to powiedzieć "bardziej taneczna" jeśli można to tak ująć; z kolei "Korn" w zasadzie bardzo mocna, głośna itp. Wszystkie się między sobą zasadniczo różnią, ale przecież nie ma sensu wydawać płyt takich samych z jedynie zmienionymi tekstami. Po prostu chłopaki za każdym razem próbują czegoś nowego lub chcą zwyczajnie wyrazić uczucia rządzące nimi w chwili nagrywania właśnie tej płyty. A jeśli ktoś nie jest pewien co to jest tzw. komercja to niech posłucha właśnie jakiś Bakstrit Bojsów czy Dżast fajf. Przecież takie zespoliki są tworzone z jedną myślą: PIENIĄDZACH. Zbiera się na castingu kilku (najlepiej pięciu) chłopa, i pisze dla nich ballady o miłości, które oni następnie śpiewają przez swe młode gardła. Jedynym warunkiem przyjęcia do takiego boys bandu jest wygląd zewnętrzny!! To wystarczy, aby naiwne dzieci w młodym wieku, które co tydzień mają innego idola kupowały ich płyty jak świeże bułeczki. Oczywiście atmosferę wokół nich podkręcają brukowce piszące, że jakiś tam Stefan z jakiegoś tam zespołu nie wziął szczoteczki do depilacji nóg. No i już afera ma skalę światową. Tymczasem prawdziwe gwiazdy zdobywają popularność, przez lata wyrzeczeń i codzienne próby. Chociażby Korn. Prawdziwy szał na nich zaczął się po płycie "Follow the Leader", która została wydana w 1998 roku! A więc istnieli już pięć lat. BB w tym czasie wydali by już pewnie 50-ty krążek :). Ach i na koniec mam jeszcze taką małą aluzję. Nie wiem czemu, ale wszystkim wydaje się, że fani Korna to dwumetrowe bestie, z trzema sztucznymi zębami, garścią włosów sięgających do kolan i chodzących nocami po cmentarzu, aby się ich nikt nie wystraszył. Po prostu jakoś się przyjęło iż wszyscy ich fani nie mogą być normalni. No cóż, aby przekonać niektórych "niewierzących" osobników przytoczę komentarz moich koleżanek z klasy, które dowiedziawszy się o mym zamiłowaniu tym zespołem stwierdziły: "Co? Ty tego słuchasz? Przecież ty taki spokojny i miły jesteś!" :). Naprawdę tak było i nic nie wymyśliłem. Przyznaję że w mym długawym zamiłowaniu do Johna i reszty chłopaków poznałem tylko jedną dziewczynę popierającą mą pasję. A szkoda, bo ta muzyka jest stworzona dla wszystkich...

Przy okazji pozdrawiam jeszcze: Qn'ika, Elda (CM rulez!! :)), Mr Jediego, Smugglera, Blooda, KoRn^ika no i całą resztę osób słuchających dobrej muzyki ;).

P.S. A wiecie, że w chwili gdy to czytacie (lipiec - sierpień) powinna się pojawić już powoli ich nowa płyta? A więc zbierajcie kasę, pędźcie do sklepu i sami się przekonajcie, że są "the best"!!!.

[HEX2000: A ja dodam tylko od siebie, że mój przyjaciel też słuchał Korna. Jednak gdy usłyszał Samaela i Amorphisa, to jego podziw dla tego zespołu znikł. Ale o gustach się ponoć nie dyskutuje;).]


© Zombie [np. Korn - Freak on a leash :)]