"Ojcze, powiedz ludziom, że
już nigdy więcej nie usłyszą mego głosu…" *
Gdybym potrafił, opisałbym teraz milczenie. Nie takie zwykłe,
wynikające z niechęci do odzywania się. Opisałbym milczenie
spowodowane zadumą. Co będzie dalej? Czy ja też kiedyś zrobię
taki krok? Przede wszystkim, czy potrafiłbym to zrobić? Nie byłoby
ani mądre, ani też sprawiedliwe gdybym powiedział, że spotkała
mnie największa z możliwych tragedii. Tak na pewno nie było.
Spotkało mnie jednak kiedyś coś, po czym można całkowicie
stracić wolę walki. Ja też ją straciłem, w pewnym stopniu
przynajmniej. Był dzień, w którym spoglądając w przyszłość
nie widziałem nic. Moje oczy widziały tylko to, co było przed
tym dniem. Wszystko to, co było zanim ten dzień nadszedł.
Chciałem być sam, żeby nikt nie musiał widzieć tego, co może
się rysować na mojej twarzy. Nie chciałem, żeby ktokolwiek
patrzył mi w oczy. Bałem się, że może coś w nich dostrzec.
Jednocześnie jednak czułem I wiedziałem, że właśnie teraz,
właśnie w tej chwili nie powinienem zostawać sam. Droga, jaką
musiałem pokonać do domu była bardzo daleka. Odległość była
na tyle duża, że przerażało mnie pokonywanie jej w samotności.
Sam ze sobą, sam z wydarzeniami tego dnia, sam ze wszystkim co
ten dzień poprzedzało, sam ze strachem o kolejne dni, które
dopiero miały nadejść. Najgorsze było to, że już dużo wcześniej
spodziewałem się nadejścia tego dnia. Wiedziałem, że
nadejdzie. Często myślałem o tym, co będzie potem. Co ja sam
potem zrobię, jak sobie z tym poradzę. To były myśli, które
mnie przerastały I przerażały. Bałem się zerkać w przyszłość,
bałem się tego, co mogę w niej zobaczyć.
Udało mi się pokonać drogę do domu. Było ciężko. Głowa ciążyła
mi od różnych myśli a żadna z nich nie napawała mnie
optymizmem. Wiedziałem, że dobrowolnie stałem się świadkiem
wydarzeń, które tego dnia miały miejsce. Mimo tego jednak, że
było to dla mnie wydarzenie druzgocące, chciałem w nim
uczestniczyć. Mimo wszystko, nie chciałem stracić tego widoku.
Zanim ten dzień nadszedł, zastanawiałem się, czy będę w
stanie później jakoś funkcjonować. Wiedziałem, że pozostawi
we mnie trwały ślad. Wielką ranę, po której zostanie wielka
blizna. Bałem się jednak, że po tym dniu umrze cała moja
wola. Przerażała mnie ta myśl, bo jednocześnie zdawałem
sobie sprawę z tego, że nie wolno mi do tego dopuścić.
Wiedziałem, że tak, jak ktoś rozpoczyna nowe życie, tak samo
ja muszę swoje ciągnąć dalej. Było zbyt wiele rzeczy, które
chciałem jeszcze zrobić. Czułem, że mam jeszcze wiele do
zrobienia. Gdy pomyślałem o ludziach, którym mogło na mnie
zależeć, prawie fizycznie czułem ich ból. Nie wolno mi było
do tego dopuścić. Rozdział został skończony, ale książka
jeszcze nie zamknięta. Nie mogłem sobie pozwolić na luksus
zamknięcia historii, której ostatnie słowa zostałyby wyryte w
marmurowym kamieniu, zaraz pod moim nazwiskiem. Cierpiałem I nie
miałem ochoty walczyć. Nie mogłem jednak pozwolić na to, żeby
z mojego powodu cierpieli inni ludzie. Ludzie, którzy są mi
bardzo bliscy. Nie wolno mi było pozostawiać pytań bez
odpowiedzi I nie wolno mi było ranić tych ludzi. Możliwe, że
byłoby to wyjście najlepsze z możliwych. Zostawić wszystko za
sobą I już nigdy do tego nie wracać. Mnie jednak nie chciało
to przejść przez głowę. Myśl się pojawiała, spotykała
jednak ciągły opór. Następne dni były ciężką walką.
Przede wszystkim walką o siebie samego. Na pewno nie udało mi
się jej całkowicie wygrać, część mnie po prostu odeszła.
Jak wtedy, bodaj w najcięższym okresie mojego życia, tak samo
I teraz wiem, że nie mógłbym sobie pozwolić na zamknięcie
drzwi, których już nikt nie mógłby otworzyć. Wiem, że nie
nigdy nie targnąłbym się na własne życie. Mimo tego, że
jest ciężkie, mimo tego, że pozostawia ciągle ropiejące rany
- nie mógłbym pozwolić sobie na ten komfort. Chcę żyć, bo
nie widząc przed sobą żadnego wyraźnego celu wiem, że jest
jeszcze wiele do zrobienia a wokół mnie są ludzie, nawet jeśli
to jest tylko garść, którym na mnie zależy.
Eddie
*ostatnie słowa wypowiedziane przez podstępnie zamordowanego
indiańskiego wodza, zwanego Crazy Horse. Mimo zupełnie innej,
bardzo odległej w czasie historii, mają bardzo wiele wspólnego
z tematem.