Witam. To nie będzie długi tekst (mam nadzieję). Udowodnię w nim, że człowiek jest wiecznie od wszystkiego uzależniony, że nie można ufać nikomu, że seks prowadzi do bezrobocia, że Bóg "pożyczył" człowiekowi rozum i wolną wolę. Więc jeśli twierdzisz, że te tezy są głupie możesz przestać czytać ten tekst i zająć się czymś bardziej pożytecznym (np. zbieraniem grzybów)

Powiem tylko, żę to co tu opiszę to jest mój (i innych ludzi, których nie znam) tok rozumowania. Od początku. Czym jest wolność? Na babsko-chłopski rozum jest to taki bajernik, że można robić to co się chce, to co można i czasem powinno (choć nie do końca). Wolność została w życiu człowieka ograniczona. Zauważcie, że nie można tak działać aby nikomu nie zaszkodzić (żeby nie było, że namawiam do zła). Czy jako niemowlak jesteś wolny? W pewnym sensie, ale wtedy nie zdajesz sobie z tego sprawy. No bo co taki brzdąc może robić na wolności? Płakać (??). Dlatego nie będę omawiał dłużej tego przypadku. Potem wolność nasza jest ograniczona przez...szkołę! Tak szkołę. Wiadomo dlaczego. Musimy wkuwać jakieś dziwactwa, pojęcia, terminy. Ale uczymy się tam czegoś: pisać, czytać, liczyć (żeby nie było, że...). Ale robimy to wszystko pod presją. Why? No przecież nauczyciele wstawiają 1 za coś czego nie możemy się nauczyć albo nie rozumiemy. A przecież nauczyciel powinien wytłumaczyć. A jak dostaniemy złą ocenę to rodzice się wkurzają. A wtedy SRU, ŁUP po pewnej części ciała! I dechą! ... No może nie dziś ale jak ja chodziłem do podstawówki to ten nawyk wychodził z mody. Teraz wrzeszczą. Potem idziemy do ogólniaka. Sytuacja identyczna tylko więcej wkuwamy. Do rzeczy: Jeżeli uczymy się pod presją to znaczy to, że uczymy się DLA rodziców aby dali nam spokój (pomijam to, że ktoś chce zdobyć wykształcenie). Chyba każdy (oprócz Józefa) przyzna, że mam trochę racji. Co wtedy? Uczymy się ale nie mamy świadomości tego co się dzieje i tego co będzie. Mój przykład: Ja nie wiem gdzie pójdę na studia i mnie to nie interesuje-mama przegląda oferty uczelnii i wybiera za mnie (mam przesrane). Wniosek: Wolność odbierają nam rodzice! Tak, tak. Najpierw nas "robią" (mnie się nikt nie pytał czy się chce urodzić) potem ślą do przedszkola. Potem do szkoły. Czy im to wystarcza? Nieeee. Wsadzają nas do liceum jakiegośtam. A później każą iść na studia. Ale to im nie wystarcza! Potem pewnie są jakieś studia wyższe albo do roboty. Nie ma łatwo. Dlatego w ramach zemsty należy później starych posłać do domu starców! Ale! Zauważcie też, że rodzice są albo byli w podobnej sytuacji. Spróbujmy wcielić się w rolę rodziców. Pracujemy sobie gdzieśtam (za biórkiem czy z łopatą- nie ma to w tym przypadku znaczenia...no może dla Józefa) i co? Pracodawca zmusza nas do wykonywania różnych, czasem błędnych poleceń. Wyzyskuje nas, wyciska jak orzecha (Tak, wiem-pomyliłem owoce. Chodziło mi o melona :)) a my charujemy za grosze (choć nie zawsze...żeby nie było). Nie mamy wolności. Mamy telefony komórkowe, za pomocą których jesteśmy dyspozycyjni 24 godziny na dobę (BTW: raz napisałem 24 gadziny na d**ę. Ale się nauczycielka wkurzyła). I co? Wzywają nas do roboty o trzeciej rano. Czemu? Bo jakiś pacan coś nabroił i musimy posprzątać, albo maniak z bombą grozi, że się wysadzi...LUDZIE!!! (i Józef). A potem rodzi się dziecko (nie po tym jak nas wzywają). Zauwżcie, że dziecko jest przedsięwzięciem nieopłacalnym. Ile to żre! A jak ryczy nocą! Odbiera wolność. No bo trza w nie pakować pieniądze wiedząc, że nie przyniesie to zysku! I wstawać o treciej rano bo ryczy. A wraz z wiekiem potrzeby dziecka rosną. I trzeba więcej wydawać szmalu. A potem dzieciak nie znajduje pracy bo jest dużo takich jak on i jet bezrobocie! I jest na naszym utrzymaniu! Wtedy cała wasza trójka (bo i mąż/żona) macie przesrane. Nikt już nie jest wolny. Wszystko odbiera nam wolność: starzy, nauczyciele, nasze dzieci (BTW: nie mam i nie chcę mieć), nawet koścół i jedzenie. Czemu? Bo jak jestem wolny i chcę robić co mi się podoba to jak nie będę jadł to kipnę! A kościół? Głosi, że trzeba czynić dobrze, nie robić źle w myśli i uczynku (!!) i tak dalej...odsyłam do katechizmu. Jak w dzisiejszych czasach można czynić dobrze?? Przecież to jest cholernie trudne!! Prawie niewykonalne. W dodatku aby pzreżyć trzeba od czsu do czasu coś przeskrobać. I jeszcze trza mieć czyste myśli! To już zniewolenie (w pewnym sensie)! Mówią jak mam myśleć! Jak to dobrze, że jest coś takiego jak spowiedź święta. Żeby nie było, że krytykuję Kościół: głosi wiarę w Boga (ok), namawia do czyniena dobra (ok) ale stwierdzam fakt, że jest to bardzo trudne, prawie niewykonalne. Do tego dochodzi sumienie. Jak coś przeskrobiesz to masz wyrzuty (czasem wymioty) i się zamartwiasz, i myślisz Bóg wie co. Jesteś więźniem własnej głowy! You are never alone with schizofrenia! To jest najgorsze wiesz co masz robić ale nie możesz. Dalej...GRY KOMPUTEROWE (wielkimi literami aby ktoś kto przegląda tekst zwrócił na to uwagę:)) {No to ja jeszcze pogrubiłem, żeby nie było nieporozumień :) - Qn`ik} w pewnym sensie odbierają wolność. Czemu? Dwa powody. Uno: jesteśmy przykuci do maszyny przez więcej (czasami) niż 3 godziny dziennie. To w pewnym sensie zmarnowany czas. To wina producentów! Muszą robić takie świetne gry?! Tak. Bo są zniewoleni przez mamonę! Secundo: Czy w grach możemy robić wszystko? Nie. Zawsze mamy jakąś misję, którą musimy wykonać. To zaczyna wkurzać. Jakby nie można było rozwalić swoich i wroga, i iść na wakacje. Jedyną grą, w której można robić prawie wszystko jest Fallout2 (nie 1 bo tam mamy większe ograniczenia). Nie będę pisał o grze bo od tego są odpowiedni ludzie. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że to moi starzy zmusili mnie abym kupił sobie komputer (wtedy to był commodore64) za kasę, którą dostałem na komunię - ja chciałem motor. I tak to się zaczęło. A teraz mówią, że JA kupiłem oraz, że to JA sobie taką szkołę wybrałem...nikt mnie nie pytał (mam przesrane). Zbliżając się do końca powiem jak zaradzić sytuacji: nijak! Tak już jest, a będzie gorzej (btw: nie namawiam do ćpania). A wszystko przez seks! Czemu? A skąd się biorą ludzie co kształtują rzeczywistość? I bezrobotni? Jakby każdy wstrzymał się z tym na rok (albo i trzy) to bezrobocie zmalałoby o kilka procent. A gdyby rodzice Hitlera używali prezerwatyw? (albo Józefa?). Świat byłby lepszy i ludzie "inni" nie mieliby prawa do ślubów (żeby nie było: kochający inaczej powinni się leczyć)! A gdyby mnie nie było nie musiałbyś tego czytać-fajnie by było. No i co sobie o mnie myślisz? Że jestam głupim wariatem bez doświadczenia? Powiem coś: "mądrość" nie znaczy "wiedza" w pewnym sensie mam trochę racji. Chociaż są tacy co się ze mną zgadzają i tacy co jak to usłyszą to myślą "pijany chłopiec czeka na rodziców" (czy chłopiec odnajdzie rodziców? Zadzwoń już dziś do Józefa). Nie mam zamiaru nikogo obrażać, ale uświadomić, że nie ma pełnej wolności w tym zdemoralizowanym, sprzedającym się świecie. Na tym kończę. Mówił do was wasz ukochany/znienawidzony/neutralny* (*-niepotrzebne skreślić)

ARCHWIMILIMIŁOPOTOPOCZERPACZKIWICZANIN
(po mojej ksywie można poznać jaki jestem...I don't care! )