Szacunek dla kasy [for Fiorek]
Didaskalia: Cytat z listu Fiorka. Tzn. Fiorek najpierw cytuje
moje slowa + jego komentarz + moj komentarz do jego komentarza.
Zawiklane? Jak zawsze :). {To
w takim razie ja - obrońca uciśnionych - nadchodzę z pomocą i
nieco koloruję ten tekst - stare wypowiedzi Smga są czerwonym
kolorem, odpowiedzi Fiorka kursywą, a sam tekst Smga zwykłą
czcionką. - Qn`ik}
Smg: "Jakbyś zapłacił
100 zł a nie 15-25 za grę, tobyś pograł dłużej, bo by ci
tej kasy było szkoda"
Fiorek: I tu sie mylisz. Gdy ojciec pojechał ze mna do
empiku, dwa dni przed mikołajem i powiedział "wybierz
sobie jakas gierke do 100zł." Wybrałem Planescape torment(
dobrze napisałem?), bo koszulka, podkładka i pełno bajerów.
Patrze na pudełko kazda gazeta dała tej ocene ponad 9/10,
zapowiada sie hicior. Przyjechałem do domu, pare nocek zarwałem
i co? Gra mi sie nie podoba! Teraz lezy w szafce i sie kurzy.
Fakt, szkoda mi troche kasy ale jakos mnie nie ciagnie do tej
gry. A przeciez całe 100zł. wydałem.
Smuggler mowi:
Dear Fiorku. W ogole chyba nie pojales o co mi chodzi. Przy czym
ja wyrazilem sie na tyle skrotowo, ze miales pelne prawo
zrozumiec me slowa niezgodnie z intencja, w jakich je
wypowiedzialem. Dlatego postaram sie powiedziec jeszcze raz to
samo - ale dluzej i szerzej :).
Otoz nie ma tak naprawde (wiekszego) znaczenia ile dales za gre -
20 czy 100 zl (tzn. w tym przypadku nie ma). Natomiast WIELKIE
znaczenie ma to SKAD i JAK wziales te forse. Scislej - jAK WIELE
POTU KOSZTOWALO CIE JEJ ZDOBYCIE. Aby Ci to uzmyslowic,
przeprowadze tutaj kilka symulacji.
1. Zalozenie 1-sze. Otrzymujesz kieszonkowe. Powiedzmy 60 zl
miesiecznie. 30 dychy wydajesz na rozne pierdolki w ciagu
miesiaca. Zostaje ci 30 zl. Idziesz na gielde, kupujesz 2 gierki.
W kazda z nich grasz srednio 2 tygodnie, moze i mniej jak zle
trafisz. ALe 2 tygodnie to max. Prawda? Bo po miesiacu sytucja
sie odnawia, sa nowe gierki, stare ida w odstawke.
Koszt uzyskania 60 zl - zaden.
Refleksja przy wydawaniu 30 zl - niewielka. Po prostu myslisz
tylko jakie by tu tytuly kupic za te 30 dychy.
2. J/w, kieszonkowe 60 zl. ALe wysepiles u ojca/matki dodatkowe
30 zl. Tym razem inwestujesz wiec na gieldzie 60 zl. Kupujesz 4
gierki, w kazda grasz tydzien lub mniej, bo za miesiac dostajesz
kolejna kase, wiec trzeba sie sprezyc.
Koszt uzyskania 90 zl - prawie zaden, sepienie nie jest meczace
:)
Refleksja przy wydawaniu 60 zl: jakie by tu gry kupic... (plus
ewentualnie: kurde, ile kasy dzis wydalem.... co tam, bedzie za
to w co grac, hehehe)
3. Sytuacja opisana przez ciebie. Dostajesz prezent, 100 zl.
Kupujesz 1 oryginal albo powiedzmy 6 (!) piratow
Koszt uzyskania 100 zl - zaden.
Refleksja przy wydawaniu 100 zl - w wypadku oryginalu: co by tu
sensownie wybrac. W wypadku pirata - daj mi to, to, to, to....
hm... a, daj jeszcze i ten CD i te gre, w koncu nie bede wracal z
pustymi rekami z gieldy. ALE BEDZIE GRANIA :)))))))))
Jak widac w 3 tych sytuacjach sytuacja jest blizniaczo podobna -
kasa przychodzi "sama". Cos jak dzieci, ktore przynosi
bocian :). Ot, nie ma - i sa, cholera wie w sumie skad :). Latwo
przyszlo, latwo poszlo.
A teraz popatrz na inna sytuacje. Oto ktos proponuje ci uklad.
Powiedzmy taki: "przerzuc te pryzme wegla z podworka do
piwnicy - za 50 zl". Powiedzmy, ze taki uklad zaproponowalo
ci trzech sasiadow. Idziesz na to i ostro pracujesz szufla przez
tydzien. W efekcie masz 150 zl na koncie, pecherze na rekach i
plecy bolace jak cholera. Ale nic to, radosnie idziesz na
gielde....... i co? Kupujesz powiedzmy 10 pirackich wersji bez
mrugniecia okiem, na zasadzie "trzeba przeciez te kase
wydac"? OToz zaloze sie ze nie. I owszem, kupisz sobie pare;
ale juz ci bedzie szkoda tak w 5 minut pozbyc sie CALEJ tej kasy
- bo ciagle jeszcze czujesz w plecach te tony, a odciski na
lapach jeszcze nie znikly i pieka. Bedziesz DUZO staranniej
myslal o tym na co wydac CIEZKO ZAROBIONA KASE. I moze nagle
najdzie Cie taka refleksja - "tu chyba cos nie pasi - ja na
te 150 zl tyralem wiele pieprzonych godzin i to tak, ze do
dzisiaj mnie wszystko boli, a ten losiek w pare minut je ode mnie
kasuje w zamian za CDki, ktore nagral w jedno popoludnie... i to
popijajac piwko, bo przeca czarna robote odwala nagrywarka, a nie
on!". Potem popatrzysz na stosik doskonale anonimowych
CDkow, na ktorytch ktos mazakiem nabazgral tytuly gier. I znow
zaczniesz myslec czy twoja ciezka praca nie jest CZASEM warta
CZEGOS LEPSZEGO, a nie takiego w sumie - gowna. To jak np. z
dobrymi butami - podroba jest czasem praktycznie identyczna z
oryginalem - ale duzo przyjemniej jest miec te oryginaly na
nogach, prawda? Nawet moze nie dlatego, ze sa w czyms lepsze od
podroby (a jesli nawet to niewiele). PO prostu chodzi o
wewnetrzna, wlasna satysfkacje. No i wiesz chociaz za co i na co
tyrales!
I wiesz, ze dales te kase komus, kto ma na tym 20% zysku a nie
200% przebitki (*). Zatem idziesz i kupujesz oryginal. Jeden. I
masz miesiac czasu na jego przejscie, bo na nic innego (do
grania) kasy juz nie masz. Nie masz "przymusu" by
konczyc zabawe szybko (bo stosik plytek juz czeka i moze tam
bedzie lepsza). Nie wbijasz wiec cheatow, nie robisz "skip
level" po kwadransie, gdy tylko gdzie sie zamotasz. Klniesz,
narzekasz, wkuriwasz sie - i grasz dalej. I masz w koncu cholerna
radoche z przejscia kazdego levelu.
A gdy okazuje sie, ze cos nie trafiles sobie na gust... Co
robisz? Stawiasz pudelko na polce, a CD do smieci? Chyba nie - z
samego szacunku dla swej ciezkiej pracy. W najgorszym wyapdku
opychasz go komus nawet i ze strata - ale czesc kasy odzyskasz i
moze nastepnym razem bedzie lepiej (a powiedz - probowales kiedys
komus pirata odsprzedac? Zaloze sie, ze nie. Bo jakos sam wiesz
podwiadomie, ze to jest g(uzik) warte...).
Popatrzmy teraz
Koszt uzyskania 150 zl - wysoki
Refleksja przy wydawaniu 150 - rozbudowana i wielowatkowa :)
Czy teraz rozumiesz, Fiorku, o co mi szlo?
Na taki Mount Blanc mozna wjechac kolejka linowa w godzine albo
wejsc samemu kosztem ciezkiego wysilku przez dzien/dwa. Ktora z
wycieczek bedziesz dluzej wspominal? Ktora da ci wiecej
satysfakcji? Czym sie bedziesz bardziej chwalil? Odpowiedz jest
chyba oczywista. Ja powiem ci jedno: dopoki nie bedziesz trzymal
w garsci zarobionego samodzielnie i CIEZKO szmalu, nie zrozumiesz
ludzi kupujacych oryginaly; nie zrozumiesz czemu ktos moze byc
tak glupi, ze woli te jedno pudelko a nie 5 CD w folli + ksero
okladek.
Piszesz o Tormencie za 100 zl - a ja ci powiem, ze to Twoj ojciec
wydal te kase, a nie ty, wiec nie mow mi ze nie mam racji mowiac
o braku szacunku dla kasy... Powiedz swemu ojcu "stary, te
100 zl to w bloto wyjebales, gra jest do dupy i w ogole" -
zobaczysz czy sprawisz mu radosc czy przykrosc. Nie wiem ile
zarabia Twoj stary - ale mysle ze on na te 100 zl musial choc
troche popracowac. I to on wydal te 100 zl, nie Ty... Ty po
prostu po tygdniu kupiles kolejnego pirata albo i piec i
oryginalek poszedl w kat. (Latwo przyszedl, latwo poszedl). Myle
sie?
Swoja droga - popatrz co sie dzieje z 90% pirackich gier, na
ktore wydales kase przez ostatni kwartal.... No ile, podsumuj sie
- ile to bylio mniej wiecej zl? Ano - leza tez i sie kurza. A w
ile z nich grales dluzej niz 1 tydzien? Gwarantuje, ze gdybys te
sama kase przeznaczyl na oryginalki, to MOZE w czesc z nich
gralbys do dzisiaj. Chocby z tego powodu, ze w wiele gier bez
instrukcji zagrac sie moze i da - ale GRAC juz nie, gdyz nawet
czasem sobie nie zdajesz sprawe jak wiele jej mozliwosci po
prostu zignorowales - bo nie wiedziales, ze w ogole mozna to czy
tamto zrobic.
Wyobraz sobie jazde samochodem, gdy nie wiesz ze mozna wrzucic
takze drugi bieg, wlaczyc swiatlo i wycieraczki i nie zapalac
"na pych"... :)
Zatem kupujac 3/4 gier mniej (za te sama kase) moglbys grac
dluzej. I bylbys czlowiekiem praworzadnym, nie wspierajacym
dresow i reszty tego smiecia, o czystym sumieniu. To malo?
Smuggler
***
(*) Zakladajac, ze 1 piracki CD kosztuje na gieldzie 20 zl, to
koszta wytworzenia widze tak.
[Zakladamy dla wygodniejszego rachunku, ze standardowy pirat
tloczy i sprzedaje w ciagu 1 miesiaca 100 plytek. Zakladam tez,
ze kupil nagrywarke za 1000 zl, ktora zanim padnie wykona 1000
kopii]
1 CDR = 1,5 zl
Koszt nagrania 1 kopii = 1 zl [1000 kopii/cena nagrywarki]
Okladka, box, koszt mazaka :) = niech bedzie 1,5
Inne (np. koszt stoiska w przeliczeniu na 1 egz plyty) = 1 zl
To daje 5zl. Niech nawet dojdzie do tego jeszcze 2 zl na plytke
[koszt transportu, piwko po pracy, lapowka dla kogos tam itp.]
To daje 7 zl. Co oznacza, ze na czysto pirat ma 13 zl. Czyli
praktycznie 200% przebitki na sztuce. I jakby nie liczyc i nie
kombinowac, to ci piraci maja NIE MNIEJ niz 100% przebitke.
Janosiki, psia ich nedza... A w branzy gierkowej 30% marzy na
gierce uwazane jest juz za przegiecie; zwykle siega ona GORA 25%.
I ktoz tu jest zlodziejem? :). Dlaczego nikt nie powie
"piraci zdzieraja, powinni zmniejszyc marze do poziom
dystrybutorow, wtedy bym ich kupil"?. [Wtedy piraty
kosztowalyby gora 8-9 zl/szt]. No ale oni nie frajerzy. Dodajmy
tez, ze nie placa podatku od zysku, ZUSu, ubezpieczenai
zdrowotnego, nie utrzymuja lokali, pracownikow itp. PO prostu
zgaraniaja kase w kieszen i smieja sie w nos z tych, co im ja tak
pieknie wypelniaja. I wcale im sie nie dziwie, gdyz z ich punktu
widzenia biznes jest lekki i dochodowy (100 x 13 zl = 1300 zl
miesiecznie - moze i nie jest to wielka kasa ale wysilek tez
nieduzy. Swoja droga porownajcie to do pensji pielegniarki.......
- a te plytki tloczy sie w ciagu powiedzmy tygodnia pracy w
miesiacu). Humor psuja im tylko tacy jak ja, perfidnie, stale i
wciaz nazywajacy ich zlodziejami. Ale na szczescie maja sporo
obroncow, ktorzy nie dosc, ze zapewniaja im mile i pozbawione
trosk zycie, to jeszcze kochaja ich za to :). Rozumialbym gdyby
to byly kobiety - ale utrzymywac facetow i jeszcze ich kochac? :)
Swoja droga - kto w tym ukladzie pirat/nabywca - kogo za
przeproszeniem DYMA? Pytanie jest retoryczne...