TRYLOGIA KSUNI
Część 1: Początek

Nie było ich wiele, kobiet - łowców głów. Taa... to nie zabawa... tu można nawet zginąć! Ha, ile razy to słyszałam...ci głupcy z Gildii Łowców myśleli, że nie nadaję się. No cóż, mylili się. Ale zrozumieli to dopiero kiedy wbijałam wibroostrze w ich szyję...a wtedy było już za późno.
No cóż, wszyscy się mylą. Tak samo jak ten dupek, który właśnie się zsikał ze strachu. Nie powinien oszukiwać swojej żony. A ta jego kochanka... była gorsza nawet od niej.
Wpadł teraz w stan: "dam ci więcej kasy niż ona!" . Zawsze to mówią, a ja zawsze odpowiadam:
- Nie dasz. - i strzelam. Piękny strzał. Prosto w brzuch, flaki wyszły mu na wierzch...
Czasami myślę, że mogłam zostać KIMŚ. Ale nie zostałam i już...
Wyjęłam na wierzch wibroostrze i podeszłam do trupa. Śmierdział. Nic nowego... zdjęłam mu koszulę. Jest! Na lewy ramieniu... tatuaż imperialnej marynarki. Szybkim ruchem odcięłam kawał skóry ze znaczkiem. Tego chciała jego żona. I będzie to miała. Może sobie z tego zrobić łatę, albo małą piłeczkę, albo podkładkę pod kubki...
...jakie to żałosne. Najpierw biorą ślub, by potem się zdradzać i tak skończyć... ja nigdy nie będę chciała mieć męża.
No, chyba że spotkam kogoś...idealnego!

Hmm...całkiem nieźle mi zapłaciła. Pewnie też już miała kochanka...suka...ale dobrze płaci.
Weszłam na pokład swego statku, "Ostrza". Piękny statek, wydałam na niego wiele kredytów, by wyglądał i działał tak, jak teraz. Ale opłacało się...
- I jak tam? - odezwał się mój droid, Sf-95. Był wysoki, brązowawy i cholernie niebezpieczny. Już nie pamiętam, kiedy go znalazłam...
- Jak zawsze - ale teraz nieźle zapłacili... - wymieniłam sumę. - Ho ho, naprawdę nieźle...ale ile z tego jest dla ciebie, a ile dla tych tłuściochów z gildii...
- Tak... ale już niedługo nie będę im podlegać...będę samotnym łowcą nagród. A teraz ruszajmy!

Nie ma dla mnie zadania...ech, mam tego dość. Traktują mnie jak niedojdę, i to tylko dlatego, że jestem kobietą.
- Nic nie ma, Ksuni. Zrób sobie przerwę, może...
- Nie kłam, Juio! Przecież wiesz, że jestem dobra...
- Och tak, oczywiście, ale naprawdę nic nie ma...
- Zamknij się, dupku!
I rozłączyłam się. Mimo wszystko, jest mi to nawet na rękę... mam parę spraw do załatwienia...

Dengar nie potrafił ukryć tego, co czuje. Już dawno go rozgryzłam... teraz starał się stłumić gniew i oczywiście mu to nie wychodziło.
- On jest mój, rozumiesz? Ja go trafiłam, o, tym tu blasterem - pokazałam mu spluwę.
- Hej, uważaj gdzie tym celujesz! - teraz był naprawdę wkurzony. - Zginął od wybuchu, który ja wywołałem...
Nie mogę w to uwierzyć. Kłócimy się o trupa... ale on jest dla mnie ważny i nie oddam go temu głupcowi.
- Oboje dobrze wiemy, że zginął od mojego strzału...
- Raczej od mojego, kochana Ksuni! - o nie! Tylko nie on...
- Bossk... jak zawsze tylko czyhasz, by zabrać moją zdobycz! - krzyknął Dengar, jednocześnie wyjmując pistolet.
- Zamknij się! On jest mój, dobrze?
- Szybciej Imperator zmięknie niż ja oddam tobie własną zdobycz. - Dengar był już teraz czerwony ze złości.
- Uważaj, bo ci zaraz ślina pocieknie z ryja... - i tak dalej. Bossk nie był mocny w wyzwiskach. Ograniczał się do paru niezbyt wymyślnych zdań, to wszystko...
Podczas gdy dwaj panowie kłócili się o tego śmierdziela, ja postanowiłam zabrać to, po co tu przyszłam.
Ten człowiek nie był przeze mnie poszukiwany ze względu na nagrodę...
To był informator Boby Fetta... a ja miałam dostać od niego wiadomość. Ale kiedy pojawił się Dengar, stwierdziłam, że muszę go sama zabić. Inaczej straciłabym wiadomość...
...przeszukałam trupa i znalazłam ją. Kawałek metalu. Włożyłam go pospiesznie do kieszeni i ruszyłam w stronę wyjścia z domu informatora.
- A ty gdzie się spieszysz, kotku? - Bossk odwrócił się do mnie. Kątem oka zauważyłam Dengara ustawiającego blaster na ogłuszanie i zamknęłam oczy. Usłyszałam charakterystyczny dźwięk i otworzyłam oczy. Jaszczur leżał na ziemi, ogłuszony, a Dengar kiwał do mnie głową.
- Tak jak zaplanowaliśmy... - powiedział i skinął ręką w moją stronę. Odwróciłam się i wyszłam.
Tchórz. Bał się zabić Bosska, wolał go ogłuszyć... no cóż, ja na jego miejscu rozwaliła bym temu gadowi głowę...

Włożyłam kartę do czytnika. Zaraz pojawiła się wiadomość: Bespin. Kasyno "Złoty czas". Za trzy standardowe jednostki czasu. Czekam na dachu.
Cały Fett. Zwięzły jak tylko można... i za to go lubię...
...lubię... chciałam powiedzieć kocham!!!

Przez szybę widziałam Bespin, a raczej Chmurne Miasto. Patrząc jak "Ostrze" zbliżało się do platformy, myślałam, jak wiele rzeczy zmieni się w moim życiu po tej akcji.
Największej akcji mojego życia...

KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
C.D.N

Froblib
froblib@poczta.onet.pl

Pozdrowienia dla Klepy [RedNacz;)] i wszystkich z grupy dyskusyjnej Star Wars Corner
Do napisania tekstu natchęła mnie ksiażka K.W.Jetera "Madaloriańska zbroja".