SENNE ZMAGANIA
Zasypiam. Nie chcę, a jednak jest to silniejsze ode mnie. Nie
potrafie sprostać tej niewladności mego umysłu. Staje się ona
częścią mych spróchniałych kości, tworząc jakże ułomną
i podwładną jej, powłokę mej cielesności. Sen powstający,
utkany przez szkaradnego pająka czasu, traktuje o nicości umysłu
zniewolonego. Ja pochłaniając tę marę, pokazuje sobie droge
do wyjścia, którego dzisiaj raczej nie przekroczę.
Już nie raz przebywając w marze sennej próbowałem nadać tok
wydarzeniom weń się rozgrywającym. Me starania nigdy jednak
nie były zwieńczone sukcesem - tak też było i teraz.
Gdy chciałem coś zmienić, zaraz, niezależnie ode mnie,
pojawiały się jeszcze gorsze elementy od tych, które zamierzałem
zreformować. Doszedłem wiec do wniosku, iż te potyczki nie
maja najmniejszego sensu i pozostawiłem w spokoju projektor
filmowy. Taśma sie kręci wydajac co pewien czas cichy, acz fałszywy
jęk.
Co zobacze tym razem ? Już nie wiem nawet czy nie powinienem
zacząć sie bać jeszcze przed doznaniami jakich niedługo doświadcze.
No cóż, taki już mój los. Trzeba zacisnąć zęby i ciągnąć
dalej tę farsę. Zaczynam się zastanawiać, czy aby strach, który
targa podczas projekcji moimi atomami, nie sprawia mi obrzydliwej
przyjemności. Jednako nie jest to wcale takie ważne, a może
nawet lepiej nie być świadomym takiego faktu. Nie ! Już nie będę
nawet o tym myślał. Poddam się majakom i jakoś to będzie.
Brama otwarta, widze ją. Jak dobrze być pewnym chociaz jednej
rzeczy - zawiłości swojej steranej podświadomości. Dziewiczość
bramy mnie zniewala, zachwyca i onieśmiela. Jeżeli droga, którą
sobie nakreślę, pozwoli mi dotrzeć do upiornych wrót, nie
wiem czy będę miał odwagę by je przekroczyć.
Jestem w nieznanym mym zmysłom otoczeniu. Mrok mnie otaczający
w żaden sposób nie sprzyja zidiociałym nerwom w ciele moim.
Pozostaje sie tylko przemóc. Zrobić pierwszy krok. Ale jeżeli
to zrobie a stopom mym "ukaże" się odchłań ?
Brrrrr. Myśl przed upadkiem w nieznaną czeluść świadomości
stawia mi nielada wyzwanie. Powoli wysuwam do przodu nogę i...
udało się, stoję. Kolejny krok... znów zwycięstwo. Powoli
nabieram przekonania, że wyimaginowana odchłań pozostanie już
do końca w sferze abstrakcji. Ruchy moje stają się pewniejsze
i nie mam już żadnych watpliwości co do mego bezpieczeństwa.
Wzrok przyzwyczaja sie do ciemności. Zaczynam widzieć rozmazane
kontury ścian, które od samego początku towarzyszyły mi swoim
chłodem. W dali moim oczom ukazuje sie delikatna poświata
"celu", do którego zdaje się zmierzam. Jest coraz ciaśniej.
Lodowate mury niemalże uniemożliwiaja ruchy, a podłoże
przeistacza się w odrażająco lepką maź. I ten fetor wbijający
sie w moje nozdrza. Zadanie na dzisiaj - dotrzeć do światła.
Coraz bardziej dręczy mnie niewiedza o tym co pokaże jasność.
Kończyny zdarte niemalże do kości przez ostre krawędzie mroźnego
korytarza, mięśnie naprężone do granic możliwości -
igraszka powłoki cielesnej z moją podświadomością. Próba sił.
Nie dam się tak łatwo. Nagle przeszkoda. Nie ma przejścia. Zza
sterty głazów z małej szczeliny sączy się blada stróżka światła.
Rzucam się na zwyrodniałych twardzieli, rwę, drapię, gryzę.
Przeobrażam się w dziką bestię. Muszę się przedrzeć za
wszelką cenę. I...
... widzę swoje kości, swoją twarz wykręconą w
psychopatycznie obłąkanym wyrazie, zakrwawione członki,
rozwartą czaszkę, z której powoli wydostaje się to co stanowiło
o mnie. Odrażające !
Wracam powoli do realności. Chyba znów coś zrobiłem nie tak.
Jak zwykle po projekcji, dostaje orzeźwiającego kopa od
"cudownej" rzeczywistości, i przechodze do analizy
wydarzeń z białego płótna - ekranu sennego. Wniosek nasuwa mi
sie sam:
Dążenie do celu jest bardzo ważne w życiu. Chwalebną rzeczą
jest go mieć. Jednak uważać trzeba, aby dążąc doń, chociażby
po trupach, nie stać się samemu ofiarą swej zwierzęcej
natury.
NIECH CEL BĘDZIE Z WAMI :))))
DajMonJon